1
Klub Dziecięcy "Gułag" – wspomnienia z najmłodszych lat
(znalezione w zakurzonym folderze C:\Trauma\NieOtwieraj.exe)

Niektórzy mieli przedszkole "Słoneczko".
Inni "Bajkową Krainę".
A ja?

Ja chodziłem do Klubu Dziecięcego "Gułag".
Z zewnątrz wyglądało jak zwykłe przedszkole – kolorowe literki na ścianie, sówka namalowana nad oknem, huśtawki… Ale każdy, kto raz przekroczył furtkę, wiedział, że to nie było miejsce dla słabych.

Zamiast leżakowania – apel poranny przy drabinkach, z meldunkiem obecności:
„Maluchy oddziału trzeciego meldują się do odśnieżania piaskownicy!”
Zamiast zabawy w berka – szkolenie z przetrwania w strefie zakazanej, czyli obok nieczynnego toi-toia za garażem.
Raz Patryk próbował przemycić landrynki.
Nie ma już Patryka.
Został przeniesiony do oddziału karnego, gdzie przez tydzień rysował tylko czarne kółka pastelami.

Zamiast bajek – przesłuchania.
Pani Wioletta zadawała pytania:
„Kto dzisiaj nie umył rąk po plastelinie?”
Cisza.
Po chwili ktoś szepnął „Sebek”.
Sebek trafił do kąta bez krzesełka – musiał stać i patrzeć, jak inni robią figurki z masy solnej. Z oczu nie ciekły mu łzy – tylko sól.

Najgorsze było wyjście na plac zabaw.
Myślisz, że fajnie?
Nie.
Plac był polem minowym.
Dosłownie.
Plastikowe miny w piasku – jak się nie podoba, to wracasz z wiaderkiem do kuchni, obierać ziemniaki do zabawy w gotowanie.

Jedno dziecko kiedyś zapytało, czy to prawdziwe przedszkole.
Pani spojrzała przez kratki okna i powiedziała tylko:
„Tu nie ma dzieci. Tu są mali towarzysze losu.”


---

Do dziś, jak widzę kredki – zaczynam liczyć kaszę gryczaną na czas i staję na baczność przy każdym „sto lat”.
Klub Dziecięcy Gułag – wspomnienie, którego nie wymaże nawet Maciuś z grupy „Motylki”. On też nie wrócił po dniu adaptacyjnym.
0.29587602615356