Marcin jechał nocą przez Bieszczady.
Droga pusta, mgła gęsta jak mleko.
Zobaczył faceta machającego przy drodze.
Autostopowicz. Młody, z plecakiem, wyglądał normalnie.
Wsiadł, podziękował, podał rękę:
— „Adam. Dzięki, że się zatrzymałeś.”
— „Jasne. Gdzie jedziesz?”
— „Do Przełęczy... o ile jeszcze tam prowadzi ta droga.”
Rozmawiali.
Adam znał dokładnie każdy zakręt tej trasy.
Mówił, że jechał nią dokładnie rok temu, w tę samą noc.
Tylko że wtedy... zginął w wypadku.
Marcin zaśmiał się nerwowo.
— „Czekaj, co?”
Adam się uśmiechnął.
— „No właśnie. Zginąłem.
Ale wracam, bo coś mi tu zostało.”
Zniknął, gdy Marcin spojrzał w lusterko.
Drzwi się nie otworzyły.
A na siedzeniu pasażera został tylko zakrwawiony bilet PKS z datą sprzed roku.
Droga pusta, mgła gęsta jak mleko.
Zobaczył faceta machającego przy drodze.
Autostopowicz. Młody, z plecakiem, wyglądał normalnie.
Wsiadł, podziękował, podał rękę:
— „Adam. Dzięki, że się zatrzymałeś.”
— „Jasne. Gdzie jedziesz?”
— „Do Przełęczy... o ile jeszcze tam prowadzi ta droga.”
Rozmawiali.
Adam znał dokładnie każdy zakręt tej trasy.
Mówił, że jechał nią dokładnie rok temu, w tę samą noc.
Tylko że wtedy... zginął w wypadku.
Marcin zaśmiał się nerwowo.
— „Czekaj, co?”
Adam się uśmiechnął.
— „No właśnie. Zginąłem.
Ale wracam, bo coś mi tu zostało.”
Zniknął, gdy Marcin spojrzał w lusterko.
Drzwi się nie otworzyły.
A na siedzeniu pasażera został tylko zakrwawiony bilet PKS z datą sprzed roku.