4
Jest sierpień 2004 roku, Legia Warszawa wraca samolotem z wygranego w bólach meczu z FC Tbilisi w eliminacjach Pucharu UEFA. Do kabiny pilota wchodzi napastnik Piotr Włodarczyk. Nie znosi latać, ale że piłkarze "Wojskowych" w samolocie odpowiednio się "znieczulili", to jest w bardzo dobrym nastroju. Jego koszulka Legii przykuwa uwagę pilota.
- Załatwisz mi taką? - pyta.
- Dam ci swoją - odpowiada Włodarczyk i szybko pozbywa się części garderoby.
- Dzięki, ale takiego cię stąd nie wypuszczę.
- Dam sobie radę.
- Weź moją koszulę.
- Dobra.
Włodarczyk opuszcza kokpit w koszuli pilota - z humorem jeszcze lepszym, niż miał 20 minut wcześniej. Musi się jednak pilnować, bo w samolocie obecni są nie tylko piłkarze Legii, trenerzy i działacze, ale też kibice oraz dziennikarze. Trzeba uważać na zachowanie, ważyć słowa. Jeden błędny ruch może słono kosztować. Na zawodniku z Wałbrzycha nie robi to jednak wielkiego wrażenia. - Teraz cicho, ja tu rządzę! - oznajmia współpasażerom.
Do końca podróży w samolocie jest... ciekawie (na zmianę: wesoło, strasznie, wesoło, patologicznie). Włodarczyk zdobywa u kolegów nowy pseudonim - "Pułkownik". Brzmi dużo lepiej niż "Nędza" (tę ksywkę "zawdzięcza" Orestowi Lenczykowi). Dostojniej.
Po powrocie do Polski Włodarczyk dowie się, że będzie musiał zapłacić klubowi ogromną karę za swoje zachowanie. Problemy w pracy będzie miał też pilot. Problemów na boisku nie będzie miał natomiast sam zawodnik - w rewanżu z Gruzinami strzeli trzy gole, a dobra forma zaowocuje powołaniem do reprezentacji Polski.
- Załatwisz mi taką? - pyta.
- Dam ci swoją - odpowiada Włodarczyk i szybko pozbywa się części garderoby.
- Dzięki, ale takiego cię stąd nie wypuszczę.
- Dam sobie radę.
- Weź moją koszulę.
- Dobra.
Włodarczyk opuszcza kokpit w koszuli pilota - z humorem jeszcze lepszym, niż miał 20 minut wcześniej. Musi się jednak pilnować, bo w samolocie obecni są nie tylko piłkarze Legii, trenerzy i działacze, ale też kibice oraz dziennikarze. Trzeba uważać na zachowanie, ważyć słowa. Jeden błędny ruch może słono kosztować. Na zawodniku z Wałbrzycha nie robi to jednak wielkiego wrażenia. - Teraz cicho, ja tu rządzę! - oznajmia współpasażerom.
Do końca podróży w samolocie jest... ciekawie (na zmianę: wesoło, strasznie, wesoło, patologicznie). Włodarczyk zdobywa u kolegów nowy pseudonim - "Pułkownik". Brzmi dużo lepiej niż "Nędza" (tę ksywkę "zawdzięcza" Orestowi Lenczykowi). Dostojniej.
Po powrocie do Polski Włodarczyk dowie się, że będzie musiał zapłacić klubowi ogromną karę za swoje zachowanie. Problemy w pracy będzie miał też pilot. Problemów na boisku nie będzie miał natomiast sam zawodnik - w rewanżu z Gruzinami strzeli trzy gole, a dobra forma zaowocuje powołaniem do reprezentacji Polski.
Koszulę pilota, którą zdobył w samolocie Tu-154M, jeszcze 20 lat później "Pułkownik" będzie trzymał w domu.