Zaczęło się niewinnie, jak to zwykle bywa z katastrofami. Ojciec pewnego dnia wrócił ze swojej codziennej rutyny (czyli objazdu po aptekach w poszukiwaniu „tych lepszych” tabletek przeciwbólowych) i oznajmił, że „system się kończy” i „trzeba zbierać dane, zanim będzie za późno”. Brzmiało to jak zapowiedź końca świata, ale w jego oczach była iskra, jakiej nie widziałam od czasu, gdy w markecie rzucili śledzie po 1,99.
Z kieszeni wyciągnął chiński smartwatch, kupiony z promocji za 89,99 zł.
– „To nie jest zegarek. To jest narzędzie sprawiedliwości.” – wyszeptał, jakby miał właśnie wejść w rolę Batmana, tylko biedniejszego i mniejszą ilością zębów.
Od tej pory był Agentem Czasu.
Faza pierwsza – obserwacja
Obiekt: Wujek Wariat – znany już w środowisku jako specjalista od kradzieży
Ojciec uznał go za osobiste zagrożenie dla ładu lokalnego.
– „On działa w systemie spiralnym. Nie kraje dla zysku, tylko z potrzeby duszy. To niebezpieczne.”
Od tego momentu rozpoczęła się inwigilacja.
Ojciec chodził za Wariatem krok w krok, twierdząc, że „słyszy planowanie przestępstwa w każdym jego bełkocie”.
Kiedy Wujek powiedział na imprezie „muszę gdzieś jechać wieczorem”, ojciec uznał, że to hasło-klucz do planowanej akcji. Wyszedł wcześniej, założył czarną kurtkę, czapkę z daszkiem i położył się w rowie przy drodze z zegarkiem nastawionym na tryb „szpiegowski”.
Wrócił przemoczoną zmarzliną o drugiej w nocy, cały zadowolony.
– „On nie pojechał po flaszkę. On pojechał sąsiadowi po koło z traktora.”
Faza druga – integracja z celem
Żeby lepiej „zinfiltrować środowisko”, ojciec zaczął jeździć z Wariatem po „towar” – cokolwiek to znaczyło danego dnia.
Raz była to skrzynka używanych śrub z rozbiórki. Innym razem: zamówienie na stary stół od weterynarza, który według Wariata „miał w sobie dobrą energię złodziejską”.
Zegarek nagrywał wszystko. Ojciec potem siedział godzinami przy komputerze, włączając i przewijając nagrania z komentarzami typu:
– „Tu wyraźnie słychać, że mówi ‘w piwnicy mam drugą lodówkę’, czyli kod na przechowalnię trefnego towaru.”
– „Śmiech w 14. minucie rozmowy wskazuje na to, że coś ukrywa.”
Do każdego nagrania dołączał analizę w PDF-ie i wysyłał swojemu staremu kumplowi z dawnych lat – emerytowanemu śledczemu z Poznania o pseudonimie „Dziobak” koledze z wojska....
Dziobak nie odpisywał.
Po trzech tygodniach przysłał tylko jedną wiadomość:
„Janusz, jesteś chory. Usuń to wszystko. To nie jest śledztwo, tylko choroba.”
Ojciec uznał to za próbę zastraszenia przez system.
Faza trzecia – ofiara staje się częścią planu
Z czasem ojciec zaczął być coraz bardziej przekonany, że wujek wie o zegarku.
Zaczął szeptać przy stole.
Zasłaniał kamerę laptopa.
Przesłuchiwał domowników:
– „Czy ktoś ostatnio był w moim pokoju?! Zniknęło 40 sekund z nagrania! On działa przez fale WiFi!”
Kiedy pies sąsiada spojrzał na niego „zbyt długo”, ojciec uznał, że zwierzę może mieć w obroży mikrofon i przestał wychodzić bez folii aluminiowej wszytej pod podszewkę.
Zegarek, niestety, przestał działać. Prawdopodobnie zalał go rosół, kiedy ojciec próbował go użyć podczas niedzielnego obiadu, twierdząc że „ciocia też coś ukrywa”.
Faza czwarta – ostateczna konfrontacja
Ojciec nie mógł dłużej czekać.
Wieczorem zebrał wszystkie swoje materiały – pendrive’y, zdjęcia, szkice sytuacyjne, notatki na marginesach gazet – i włożył do koperty opisanej „Materiał dowodowy – Sprawa Wariat”. Pojechał na Komisariat.
90% materiałów było do wyrzucenia ale udało mu sie nagrac wariata gdy przyznawał sie do prowadzenia pod wpływem.
Dostał pochałe ustną.
Dla ojca to był wiatr w żagle.
Twierdzi teraz że to już nie tylko o Wariata chodzi.
– „Tu chodzi o coś większego. Cała wieś to teatr, a ja jestem jedynym widzem bez opaski na oczach.”
A my?
My po prostu wyłączyliśmy mu WiFi i schowaliśmy ładowarke od zegarka.
Z kieszeni wyciągnął chiński smartwatch, kupiony z promocji za 89,99 zł.
– „To nie jest zegarek. To jest narzędzie sprawiedliwości.” – wyszeptał, jakby miał właśnie wejść w rolę Batmana, tylko biedniejszego i mniejszą ilością zębów.
Od tej pory był Agentem Czasu.
Faza pierwsza – obserwacja
Obiekt: Wujek Wariat – znany już w środowisku jako specjalista od kradzieży
Ojciec uznał go za osobiste zagrożenie dla ładu lokalnego.
– „On działa w systemie spiralnym. Nie kraje dla zysku, tylko z potrzeby duszy. To niebezpieczne.”
Od tego momentu rozpoczęła się inwigilacja.
Ojciec chodził za Wariatem krok w krok, twierdząc, że „słyszy planowanie przestępstwa w każdym jego bełkocie”.
Kiedy Wujek powiedział na imprezie „muszę gdzieś jechać wieczorem”, ojciec uznał, że to hasło-klucz do planowanej akcji. Wyszedł wcześniej, założył czarną kurtkę, czapkę z daszkiem i położył się w rowie przy drodze z zegarkiem nastawionym na tryb „szpiegowski”.
Wrócił przemoczoną zmarzliną o drugiej w nocy, cały zadowolony.
– „On nie pojechał po flaszkę. On pojechał sąsiadowi po koło z traktora.”
Faza druga – integracja z celem
Żeby lepiej „zinfiltrować środowisko”, ojciec zaczął jeździć z Wariatem po „towar” – cokolwiek to znaczyło danego dnia.
Raz była to skrzynka używanych śrub z rozbiórki. Innym razem: zamówienie na stary stół od weterynarza, który według Wariata „miał w sobie dobrą energię złodziejską”.
Zegarek nagrywał wszystko. Ojciec potem siedział godzinami przy komputerze, włączając i przewijając nagrania z komentarzami typu:
– „Tu wyraźnie słychać, że mówi ‘w piwnicy mam drugą lodówkę’, czyli kod na przechowalnię trefnego towaru.”
– „Śmiech w 14. minucie rozmowy wskazuje na to, że coś ukrywa.”
Do każdego nagrania dołączał analizę w PDF-ie i wysyłał swojemu staremu kumplowi z dawnych lat – emerytowanemu śledczemu z Poznania o pseudonimie „Dziobak” koledze z wojska....
Dziobak nie odpisywał.
Po trzech tygodniach przysłał tylko jedną wiadomość:
„Janusz, jesteś chory. Usuń to wszystko. To nie jest śledztwo, tylko choroba.”
Ojciec uznał to za próbę zastraszenia przez system.
Faza trzecia – ofiara staje się częścią planu
Z czasem ojciec zaczął być coraz bardziej przekonany, że wujek wie o zegarku.
Zaczął szeptać przy stole.
Zasłaniał kamerę laptopa.
Przesłuchiwał domowników:
– „Czy ktoś ostatnio był w moim pokoju?! Zniknęło 40 sekund z nagrania! On działa przez fale WiFi!”
Kiedy pies sąsiada spojrzał na niego „zbyt długo”, ojciec uznał, że zwierzę może mieć w obroży mikrofon i przestał wychodzić bez folii aluminiowej wszytej pod podszewkę.
Zegarek, niestety, przestał działać. Prawdopodobnie zalał go rosół, kiedy ojciec próbował go użyć podczas niedzielnego obiadu, twierdząc że „ciocia też coś ukrywa”.
Faza czwarta – ostateczna konfrontacja
Ojciec nie mógł dłużej czekać.
Wieczorem zebrał wszystkie swoje materiały – pendrive’y, zdjęcia, szkice sytuacyjne, notatki na marginesach gazet – i włożył do koperty opisanej „Materiał dowodowy – Sprawa Wariat”. Pojechał na Komisariat.
90% materiałów było do wyrzucenia ale udało mu sie nagrac wariata gdy przyznawał sie do prowadzenia pod wpływem.
Dostał pochałe ustną.
Dla ojca to był wiatr w żagle.
Twierdzi teraz że to już nie tylko o Wariata chodzi.
– „Tu chodzi o coś większego. Cała wieś to teatr, a ja jestem jedynym widzem bez opaski na oczach.”
A my?
My po prostu wyłączyliśmy mu WiFi i schowaliśmy ładowarke od zegarka.