0
Nie ukrywam że wczoraj z powodu mojego długo wyczekiwanego urlopu zachlałem na działce wasze zdrowie drodzy dzidowcy i zapomniałem wrzucić część 4/5, w ramach zadośćuczynienia wstawiam dzisiaj część 4/5, koło 11:00 wrzucę 5/5 FINAL i w południe dorzucę jeszcze inną jednoczęściową historię jako bonus za wczorajsze braki
Dzień 16

Lokalizacja: Wąwóz Kings Creek, 17 km od śladu spirali
Godzina rozpoczęcia zapisu: 05:58
Stan zdrowia: Bez zmian fizycznych. Psychicznie — chwiejny. Utraty czasu.
Sen: Obudziłem się z paznokciami wbitymi w kark. Byłem poza namiotem, choć pamiętam, że zasypiałem wewnątrz.

Nie wróciłem w okolice spirali. Mimo to czuję, jakby ona przyszła za mną. Dziś rano znalazłem ślad obcej stopy — jeden, idealny, głęboko odciśnięty w suchym piasku. Nie pasował do żadnego znanego zwierzęcia. Nie był też ludzki. Miał cztery palce, długie, zakończone czymś przypominającym pazury.

Czujniki ruchu ustawione na 300-metrowym obwodzie zarejestrowały przemieszczanie się czegoś bardzo szybkiego, ale zawsze poza bezpośrednim zasięgiem wzroku. Prędkość sięgała 70 km/h — po trudnym terenie, nocą. To niemożliwe. To nie powinno istnieć.

O 13:20 przełączyłem radio na częstotliwość awaryjną 275.5 MHz, bo ktoś lub coś nadaje tam ciąg cyfr:

> „1… 9… 4… 6… 1… 9… 4… 6…”



Ciągle te same. Rok? Kod? Data? Koordynaty? Nie wiem. Przez chwilę zdawało mi się, że słyszę w tle czyjś oddech, podobny do mojego. Głębszy. Jakby wtórował mi, oddychał ze mną przez radio.

Wieczorem stało się coś nowego.
Otworzyłem notatnik, by zapisać miejsce rozbicia obozu i... strona była już zapisana.
Nie moim charakterem pisma.
Nie tym atramentem.

Brzmiało to tak:

> „NIE WRACAJ DO AUTA. TAM JESTEŚ NAJCZĘŚCIEJ.”
„ON CIĘ NIE WIDZI, JEŚLI NIE WIESZ, ŻE PATRZY.”
„ZACZNIE ZNAJDOWAĆ RZECZY, KTÓRE UKRYŁEŚ. JUŻ JE MA.”



Zamknąłem notatnik. Wróciłem po godzinie. Strony były puste.

Zachód słońca. Na horyzoncie — znów ją widziałem. Stała na pustym grzbiecie wzgórza. Tym razem była bliżej. Ramiona luźno zwisały przy ciele. Nie ruszała się. Ale wokół niej powietrze migotało — zniekształcało światło jakby przez rozgrzaną stal. I wtedy zobaczyłem coś, czego nie potrafię wyjaśnić.

Moje ciało — z daleka, podwójnie.
Ona miała moją sylwetkę. Mój plecak. Moje ruchy — jakby obserwowała mnie tak długo, że zaczęła mnie powtarzać.

Nie ruszałem się przez godzinę. Aż zniknęła. Nie odwracając się. Nie oddalając. Po prostu… zniknęła z kadru rzeczywistości.

Godzina zakończenia zapisu: 01:12
Notatka końcowa: Zabrała coś z mojego auta. Nie wiem co, ale skrzynka tylna była otwarta. Zakładam pułapki. Jutro — nadaję alarm.


---
Dzień 17

Lokalizacja: Zbocze góry Sonder, 28 km od poprzedniego obozu
Godzina rozpoczęcia zapisu: 04:02
Stan zdrowia: Ból karku, bezsenność, rozkojarzenie.
Sen: Brak. Zasypiałem i budziłem się kilkukrotnie. W jednej chwili byłem przekonany, że jestem obserwowany z wnętrza namiotu.

Od rana czuję presję. Wszędzie, gdzie jestem, coś już było. To nie są halucynacje. Dziś podczas rozstawiania czujników znalazłem jeden z moich markerów, ten sam, który zostawiłem 8 dni temu... 60 kilometrów na południe. Leżał wbity w ziemię dokładnie pośrodku ścieżki, w idealnie prostej linii prowadzącej do mojego namiotu.

Nadałem dziś komunikat.
Na otwartej częstotliwości 137.3 MHz, czysto i spokojnie:

> „Jeśli ktoś to odbiera... jestem sam. Jeśli jesteś człowiekiem – odpowiedz. Jeśli jesteś czymkolwiek innym – powiedz, czego chcesz. Nie jestem wrogiem.”



Cisza.

Ale po 11 minutach wróciła transmisja cyfr. Zmieniona. Tym razem:

> „4… 3… 2… 3… 4… 3… 2… 3…”
Cykl powtórzył się piętnaście razy. Brzmi jak pętla. Jak wzór. Może odliczanie? A może ciąg znaków, który ja mam zrozumieć, bo jest czymś więcej niż tylko kodem?



Ślady.
Kolejny — bliżej niż dotąd. Odcisk czteropalczastej kończyny, tym razem częściowo zakrwawiony. Krew… czerń niemal granatowa, lepka, jak smoła. Po jej zapachu rozbolała mnie głowa. Wystawiłem próbkę do pomiaru — czujnik biologiczny nie rozpoznał związku.

Dziś też po raz pierwszy znalazłem nie mój notatnik.
Leżał przy ognisku, otwarty. Pusty.
Jednak gdy dotknąłem jego stron — teksty zaczęły się pojawiać. Czerwony, ostrzegawczy atrament:

> „ON JEST ZA TOBĄ, KIEDY PRÓBUJESZ O TYM NIE MYŚLEĆ.”
„ZOSTAŁO CI 3.”



Zamknąłem notatnik. Bałem się go otworzyć ponownie.

W nocy, tuż po zmroku, pojawiła się wizualna anomalia.
Nie istota — jej cień.
Cień na kamieniach, gdzie nie było żadnego ciała. Przesuwał się niezależnie od źródła światła. Zadrżałem. Stałem w miejscu i tylko patrzyłem, jak przemyka za krzakami, zbyt gładko, zbyt płynnie, jakby nie obowiązywała go fizyka. Kiedy zniknął, usłyszałem za sobą szelest foliowego worka, który... wcześniej był zawiązany.

W środku:

> Notatka. Druk komputerowy.
„ZA KAŻDYM RAZEM, KIEDY GO NIE WIDZISZ, TO ZNACZY, ŻE JUŻ CIĘ WIDZI.”
„ON NIE CZEKA. ON UCZY SIĘ CIEBIE.”



Godzina zakończenia zapisu: 00:03
Notatka końcowa: Mam wrażenie, że ktoś inny pisze mój dziennik, kiedy śpię. Niektóre strony są zbyt dokładne. Zbyt świeże. Styl się zmienia. Styl nie mój.


---
Dzień 18

Lokalizacja: Jaskinia przy wyschniętym korycie rzeki Finke, ~35 km na północ od Sonder
Godzina rozpoczęcia zapisu: 05:14
Stan zdrowia: Silne zmęczenie. Cienie pod oczami. Ból pleców.
Sen: Sporadyczny, znowu pojawiły się omamy słuchowe przy zasypianiu – szept, który próbował coś „powtarzać”, jakby ćwiczył ludzki język.

Zacznę od tego, że moja mapa jest nieprawdziwa.
To nie znaczy, że się pomyliłem — ona się zmienia.
Niektóre zaznaczone przeze mnie wcześniej punkty... zniknęły.
Nie z mojej pamięci. Z papieru.

Dzisiejsza obserwacja istoty była inna. Nie chodzi już tylko o to, że się zbliża.
Ona teraz ingeruje.

Rano, kiedy wychodziłem z jaskini, wszystkie moje czujniki były wyłączone.
Ale baterie były pełne. Kabel od jednej z kamer był… roztopiony, jakby od środka. To nie miało prawa się zdarzyć przy tej temperaturze.

Zostawiłem wiadomość głosową na otwartej częstotliwości – nie licząc na odpowiedź.

> „Wiem, że mnie słyszysz. Widzę twoje wzory. Powiedz mi, co mam zrozumieć.”



Nic. Przez kilka godzin – zupełna cisza.

Ale około 14:00 odebrałem krótką modulację, jakby zakłócenie pasma.
I wtedy… zaczęło się coś nowego.

W namiocie, na wewnętrznej stronie płachty — napis. Wydrapany nożem.

> „TWÓJ GŁOS BRZMI JAK NASZ.”
I niżej, o wiele drobniej:
„CHCESZ ZOBACZYĆ JAK TO WYGLĄDA OD ŚRODKA?”



Dotykałem tego napisu. Jest prawdziwy.
Ale nikt poza mną nie miał dostępu do namiotu. Nikogo nie widziałem.
Czy to zrobił, kiedy spałem?
Czy ja to zrobiłem, ale nie pamiętam?

Zainstalowałem czujnik ruchu wewnątrz namiotu.
Kilka godzin później usłyszałem sygnał alarmowy.
Wbiegłem z kamerą – pustka.
Ale na podłodze… ślady. Mokre, spiralne, jak od macek, ale z odciskiem dwóch ludzkich palców na końcu każdej.

Wyglądały, jakby coś się ślizgało, jednocześnie próbując naśladować człowieka.

Nie rozumiem tego.

Tuż przed zmrokiem odkryłem, że mój własny notatnik został przepisany.
Niektóre zapisy mają zupełnie inny styl – są bardziej formalne, bez błędów, z równym pismem.
Jeden z wpisów nie mój:

> „ZROZUMIENIE JEST MOSTEM. PRZEJDŹ PRZEZ STRACH.”
„CIEŃ JEST DAREM, NIE PRZEKLEŃSTWEM.”



Zamknąłem notatnik. Znowu.
Chciałem go spalić, ale ręka mi zadrżała.

Godzina zakończenia zapisu: 01:20
Notatka końcowa: Dziś usłyszałem głos mojej matki. Wołała mnie, z zewnątrz jaskini.
Zmarła 5 lat temu.
Nie wyszedłem.


---
Dzień 19

Lokalizacja: Jaskinia przy rzece Finke
Godzina rozpoczęcia zapisu: 04:50
Stan zdrowia: Bezsenność. Lewa dłoń drży. Sporadyczne krwawienie z nosa.
Sen: Brak. Gdy tylko zamykam oczy, widzę kontur. Jest coraz bliżej.

W nocy coś siedziało przede mną, na skraju jaskini.
Nie wiem, jak długo. Gdy spojrzałem — nie poruszyło się.

Nie było światła, ale jego kontury odbijały się nienaturalnie od skał — jakby było pokryte cienką warstwą cieczy.
Nie świeciło, ale odbijało rzeczywistość w sposób, który sprawiał, że otoczenie wyglądało... krzywo.
Jakby przestrzeń się zginała tam, gdzie ono się kończyło.

Kiedy podniosłem latarkę, zniknęło. Nie jak coś, co ucieka — bardziej jak błąd w symulacji. Po prostu: mig – i nic.

Rano odkryłem, że moja kurtka została starannie złożona, jakby przez czyjeś bardzo powolne ręce.
W środku znalazłem zaszytą notatkę — nicią, której nie posiadam w ekwipunku:

> „WKRÓTCE SPRÓBUJEMY MÓWIĆ.”



Pod spodem:

> „NIE BOIMY SIĘ JUŻ TWOJEGO STRACHU.”



Z każdą godziną czuję się coraz mniej sam, ale to nie przynosi ulgi.
To raczej uczucie, jakby ktoś siedział za mną podczas pisania.
Wiem, że nie ma tam nikogo. Ale nie jestem w stanie się odwrócić.

Po południu, próbując nasłuchiwać pasm, złapałem sygnał podobny do mowy — głęboki, modulowany, coś pomiędzy szeptem a pracą tłumika wodnego.
Rozpoznałem słowa. Mój język. Ale wypowiedziane tak, jakby ktoś uczył się go dopiero od kilku dni:

> „O-li-vier. Niez-ro-zu-mi-e-my... a-le pa-trzy-my.”



To wystarczyło, bym wymiotował przez 15 minut.

Wieczorem odważyłem się wyjść na kilka kroków poza jaskinię.
Zobaczyłem coś, czego nie mogę pojąć.
Pośród skał stała postać przypominająca mnie samego.
Ta sama kurtka. Ten sam notatnik w ręce. Ten sam gest — jakby pisała.
Ale twarz była zasłonięta cienką warstwą przezroczystego czegoś — przypominało to mokry pergamin.

Kiedy się zbliżyłem, sylwetka odwróciła głowę dokładnie w tej samej sekundzie, co ja. Jak lustro.
Odezwała się:

> „Powiedz mi, jak to jest — być tobą?”



Nie podszedłem bliżej. Nie uciekłem. Po prostu stałem.

Wtedy rozległ się dźwięk — niski, jakby świat sam wydał jęk.
Sylwetka zniknęła.
Zostawiła po sobie odcisk stopy. Mojej stopy. Ale o trzy numery za duży.

Godzina zakończenia zapisu: 00:42
Notatka końcowa: Czuję, że zaczynają testować, ile jestem w stanie wytrzymać.


---
Dzień 20

Lokalizacja: Równina między ruinami Tennant Creek
Godzina rozpoczęcia zapisu: 05:09
Stan zdrowia: Bezsenność, zawroty głowy, palce drętwieją.

Nie jestem pewien, czy ten zapis tworzę ja.
To brzmi dziwnie, ale… czasem, kiedy kończę pisać, wracam do poprzednich stron i słowa, które tam zostawiłem, wydają się cudze. Jakby nie należały do mnie.

Dziś o świcie na moment zasnąłem przy nasłuchiwaniu radia. Obudziłem się z ręką na czołówce i otwartym notatnikiem, zapisanym całymi stronami znaków, których nie znam. Przypominają alfabet — ale zmieniony, jakby naśladował znaki łacińskie, nie do końca rozumiejąc ich cel.
Nie pamiętam, bym to pisał.

W notatkach między wierszami pojawia się powtarzający schemat:

> „Nie jesteś jeden.”



> „Szukałeś siebie – teraz ktoś inny szuka ciebie.”



> „To, co widzisz, nie jest pełnią.”



W ciągu dnia zorientowałem się, że w mojej głowie pojawiają się obrazy, których nie kontroluję.
Zamykam oczy i widzę wnętrze obcej struktury — coś jak organiczne tunele, pulsujące, lekko świecące, jak żywy system nerwowy złożony z przeźroczystych włókien.
Czuję zapach — nieistniejący zapach.
Chyba zapamiętałem coś, czego nie przeżyłem.

Ciało reaguje tak, jakby rozumiało więcej niż ja.
Gdy przechodziłem przez wyschnięte koryto rzeki, nogi same mnie zatrzymały.
Nie rozumiałem dlaczego… dopóki nie usłyszałem trzeszczenia w radiu.
Zaczęło modulować na mojej częstotliwości.
Usłyszałem szept.
Znów mój głos. Ale coś było nie tak — akcent przesunięty o kilka milimetrów znaczenia, jakby ktoś próbował mnie czytać, nie rozumiejąc pojęć.

> „O-liv-er... nie-ty. Ty w nas. My w to-bie.”



Późnym popołudniem, przeglądając nagrania z kamery przy przystanku (ustawiłem ją tam kilka dni wcześniej), zobaczyłem postać wchodzącą w kadr o 02:33 w nocy.
W ciszy.
Naśladowała mój sen. Położyła się tak jak ja. Ręce wzdłuż ciała. Obok mojego pustego śpiwora.

I wtedy kamera się wyłączyła.

Nie było awarii zasilania.
Po prostu... przestała nagrywać.

Wieczorem dostałem krwotoku z obu nozdrzy. To już drugi raz.

W nocy spróbowałem raz jeszcze nadać przez radio. Nie wiadomo dlaczego — być może chcę tylko, żeby coś mi odpowiedziało w pełni zrozumiale. Ale odpowiedzią był jedynie ciągły szum... i na końcu mój własny śmiech, zarejestrowany kilka dni temu. Odtworzony od tyłu. Powolnie. Z nienaturalnym pogłosem.

Zaczynam mieć wrażenie, że to coś nie tylko mnie słucha — ale też mnie redaguje.
Przygotowuje mnie.
Uczy się mnie — po to, by być mną.

Godzina zakończenia zapisu: 01:22
Notatka końcowa: Jutro wyruszam dalej na południe. Chcę zobaczyć, czy świat jeszcze istnieje poza tą strefą. 
Ale nie jestem pewien, czy zostanę wpuszczony jako ja.


---
0.25071787834167