Dyskusje ogólne
1 r
52
Przychodzę do was drogie dzidki po poradę. Otóż mam zajebiście niezręczny problem, to znaczy potrzebuje porady jak mogę zwiększyć swoje szanse na otrzymanie renty socjalnej.
Od 10 roku życia cierpię na zapalenie stawów i do teraz aktualnie jest okej mam leczenie biologiczne i mało mnie co boli... to znaczy wyniki dobre i tak dalej ble ble ble, ale cokolwiek zacznę robić tzn. pracować fizycznie. To od razu mnie wszystko napierdala, czy to bark, czy kręgosłup, no kurwa jest git dopóki nie muszę bardziej się fizycznie przyłożyć. Po Pracy w detailingu to mi nadgarstki odpadały przez resztę tygodnia. Ogółem takie coś wkurwia bo od razu deprymuje.
Do roboty biurowej pójść nie mogę bo kurwa nie mam żadnego takiego wykształcenia. Byłem na stażach, miałem dużo okazji by robić jako serwisant GSM czy kas fiskalnych, no ale zawsze problem i końcowo na lodzie zostawałem. A teraz od półtorej roku jest taka susza z pracą że nawet jak wysyłam na kołchoz, to tam kurwa nikt na to nawet nie odpowiada...
Dodatkowo mam VSS tzn visual snow syndrome i cały czas natężenie efektu ziarna we wzroku mam takie że jak się trochę ściemni to mało widzę. Nie znalazłem neurologa który by w mojej okolicy tym się zajmował... nikt kurwa nie wie co to i jak to leczyć.
Druga rzecz taka że od 16rż leczę się na zaburzenia lękowe które w peaku spowodowały że przestałem się uczyć i teraz jestem z gimnazjalnym wykształceniem, chociaż w cv daje średnie to i tak chuja to zmienia XD. No ale wszystkie drogi mam rozjebane na rozwój w tej kwestii, a nawet jeśli chciałbym iść zaocznie to nie mam pieniędzy na ciuchy, a co dopiero na szkołę gdzie bym musiał 4 lata chodzić i płacić.
Próbowałem jakoś iść na swoje z muzyką, serwisem GSM, fotografią, ale do cholery są tak wysokie wymagania aby wejść w coś na poważnie z tych rzeczy że odechciewa się żyć.
To znaczy żyć się nie chce tak czy siak, aktualnie życie to wegetacja:::
Rodzina i panie z opieki mówią że "dobra idź na rentę socjalną bo ci się należy" ale obawiam się iść bo coś źle wypełnię, mi powiedzą że chuj rękami ruszać mogę, to do pracy tez możesz iść, a z resztą badania krwi są dobre więc choroba nie aktywna....
Taki mam teraz stres w tym roku że jak mnie z papci wyjebało w nocy, to musiałem 5 minut przypominać sobie kim jestem, gdzie jestem i dodatkowo zanim te pytania sobie zadałem, to byłem w jakimś piekłe, pustce totalnej gdzie jak wstawałem, mówiłem coś, to tak wszystko wydawało się spowolnione, jakbym przez nieskończoność jeden ruch wykonywał i on nigdy się nie kończył.
Nie wiem jak mam tam iść i to opowiedzieć. Czy oni mi uwierzą bo przecież nie zachowuje się jak obłąkany 24/7, potrafię logicznie myśleć i raczej osoby postronne nie powiedziały by że jestem jakiś poszkodowany na tyle by przyznawać mi grupe czy rentę...
Ps sory za taki nieład ale no taki trochę freestyle
Dzięki z góry za pomoc!
Od 10 roku życia cierpię na zapalenie stawów i do teraz aktualnie jest okej mam leczenie biologiczne i mało mnie co boli... to znaczy wyniki dobre i tak dalej ble ble ble, ale cokolwiek zacznę robić tzn. pracować fizycznie. To od razu mnie wszystko napierdala, czy to bark, czy kręgosłup, no kurwa jest git dopóki nie muszę bardziej się fizycznie przyłożyć. Po Pracy w detailingu to mi nadgarstki odpadały przez resztę tygodnia. Ogółem takie coś wkurwia bo od razu deprymuje.
Do roboty biurowej pójść nie mogę bo kurwa nie mam żadnego takiego wykształcenia. Byłem na stażach, miałem dużo okazji by robić jako serwisant GSM czy kas fiskalnych, no ale zawsze problem i końcowo na lodzie zostawałem. A teraz od półtorej roku jest taka susza z pracą że nawet jak wysyłam na kołchoz, to tam kurwa nikt na to nawet nie odpowiada...
Dodatkowo mam VSS tzn visual snow syndrome i cały czas natężenie efektu ziarna we wzroku mam takie że jak się trochę ściemni to mało widzę. Nie znalazłem neurologa który by w mojej okolicy tym się zajmował... nikt kurwa nie wie co to i jak to leczyć.
Druga rzecz taka że od 16rż leczę się na zaburzenia lękowe które w peaku spowodowały że przestałem się uczyć i teraz jestem z gimnazjalnym wykształceniem, chociaż w cv daje średnie to i tak chuja to zmienia XD. No ale wszystkie drogi mam rozjebane na rozwój w tej kwestii, a nawet jeśli chciałbym iść zaocznie to nie mam pieniędzy na ciuchy, a co dopiero na szkołę gdzie bym musiał 4 lata chodzić i płacić.
Próbowałem jakoś iść na swoje z muzyką, serwisem GSM, fotografią, ale do cholery są tak wysokie wymagania aby wejść w coś na poważnie z tych rzeczy że odechciewa się żyć.
To znaczy żyć się nie chce tak czy siak, aktualnie życie to wegetacja:::
Rodzina i panie z opieki mówią że "dobra idź na rentę socjalną bo ci się należy" ale obawiam się iść bo coś źle wypełnię, mi powiedzą że chuj rękami ruszać mogę, to do pracy tez możesz iść, a z resztą badania krwi są dobre więc choroba nie aktywna....
Taki mam teraz stres w tym roku że jak mnie z papci wyjebało w nocy, to musiałem 5 minut przypominać sobie kim jestem, gdzie jestem i dodatkowo zanim te pytania sobie zadałem, to byłem w jakimś piekłe, pustce totalnej gdzie jak wstawałem, mówiłem coś, to tak wszystko wydawało się spowolnione, jakbym przez nieskończoność jeden ruch wykonywał i on nigdy się nie kończył.
Nie wiem jak mam tam iść i to opowiedzieć. Czy oni mi uwierzą bo przecież nie zachowuje się jak obłąkany 24/7, potrafię logicznie myśleć i raczej osoby postronne nie powiedziały by że jestem jakiś poszkodowany na tyle by przyznawać mi grupe czy rentę...
Ps sory za taki nieład ale no taki trochę freestyle
Dzięki z góry za pomoc!