9
Mam na imię Darek, lat 32, typowy ziomek z osiedla, co to wieczorem gra w CS-a, a w dzień zapierdala w call center, gdzie klienci drą ryja, bo internet im laguje. Mieszkam w bloku na obrzeżach miasta, gdzie największą atrakcją jest Biedra i foodtruck z kebsem, który parkuje pod klatką. I to właśnie o tym kebsie jest ta historia. Uwaga, bo robi się zjebanie.
Każdy na osiedlu znał foodtrucka "Kebs u Sebixa". Stary, zardzewiały van, z neonem w kształcie sziszły, który migał, jakby miał padaczkę. Seba, właściciel, to typ, co wygląda, jakby uciekł z planu "Chłopaków do wzięcia". Łysy, w dresie, z łańcuchem na szyi, co waży więcej niż moja lodówka. Ale kebsy robił takie, że ludzie klęczeli przed nim jak przed ołtarzem. Mięso soczyste, kapusta chrupiąca, a sos czosnkowy? O matko, to był sos, dla którego sprzedałbyś nerkę.
Każdego piątku po robocie wpadałem do Sebixa. Brałem klasyka: duża tortilla, podwójne mięso, wszystko prócz cebuli, bo od cebuli puszczam bąki jak smok z "Wiedźmina". Seba zawsze rzucał sucharem:
– Darek, jak nie bierzesz cebuli, to nie facet, tylko influencer! – i śmiał się, aż mu łańcuch podskakiwał. Ja tylko machałem ręką i siadałem na ławce pod blokiem, wcinając kebsa jak król życia.
Aż przyszedł ten dzień. Piątek, deszcz leje, wiatr urywa łeb, a ja i tak idę po kebsa, bo głód to głód. Seba wyglądał dziwnie. Oczy miał podkrążone, jakby nie spał od tygodnia, a jego łańcuch świecił się jakoś... zielono.
– Darek, mam coś specjalnego – powiedział, szczerząc zęby. – Nowy sos, limitka. "Szmaragdowy Diabeł". Bierzesz?
– Jasne, Seba, dawaj! – rzuciłem, choć coś mi mówiło, że ten sos wygląda, jakby ktoś rozpuścił Shreka w mikserze. Zielony, gęsty, świecący jak radioaktywna zupa. Ale co tam, raz się żyje.
Wziąłem kebsa, usiadłem na ławce, odwinąłem folię. Pachniało... dziwnie. Nie czosnkiem, nie curry, tylko jakby mokrym psem i starym sandałem. Ugryzłem. Smak? Jakby ktoś zmiksował kisiel z kiwi i domestos. Ale głód robi swoje, więc wciągnąłem całość w pięć minut. I wtedy się zaczęło.
Najpierw poczułem, jakby mi ktoś wlał lawę do bebechów. Potem usłyszałem głos. Nie w głowie, nie, nie. Głos z mojego ŻOŁĄDKA.
– Darek... – szeptał. – Jesteś nasz...
– Co jest, kurwa?! – wrzasnąłem, rozglądając się, czy to nie żart Sebixa. Ale byłem sam na ławce, tylko deszcz i ten jebany neon od foodtrucka migał w oddali. Głos mówił dalej:
– Szmaragdowy Diabeł cię wybrał... Wkrótce będziesz częścią kebsa...
Pomyślałem, że to niestrawność. Wróciłem do domu, walnąłem się na kanapę, puściłem Netflixa, ale nie mogłem zasnąć. Coś się we mnie ruszało. Rano spojrzałem w lustro, a tam... MASAKRA. Moje ręce były zielone. Nie jak Hulk, tylko jak sałata z dyskontu, co leży tydzień za długo. A na brzuchu? Małe, chrupiące kawałki kapusty zaczęły mi wyrastać ze skóry. JAK KAPUSTA. Z MOJEGO CIALA.
– Seba, co to za sos, do chuja?! – poleciałem do foodtrucka, ale vana nie było. Zniknął. Zamiast niego na parkingu stał tylko ślad po oleju i... mały słoik z napisem "Szmaragdowy Diabeł". Podniosłem go, a słoik ZACZĄŁ SIĘ ŚMIAĆ. Jak Seba, tylko bardziej demonicznie. Rzuciłem nim o ziemię, rozbił się, a z niego wylała się zielona maź, która zaczęła pełznąć w moją stronę, sycząc: "BĘDZIESZ NAJLEPSZĄ TORTILLĄ!"
Uciekłem do domu, zamknąłem się na klucz, ale to nie pomogło. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Ręce zamieniły się w plastry mięsa, nogi w rulon tortilli, a głowa... o Boże, moja głowa stała się kulą sosu czosnkowego. Patrzyłem w lustro i widziałem kebsa. Żywego, oddychającego kebsa. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłem, było wydanie z siebie rozpaczliwego: "DLACZEGO BEZ CEBULI?!"
Obudziłem się w ciemności. Nie czułem rąk, nóg, niczego. Byłem... kebsem. Leżałem na ladzie, owinięty w folię, w foodtrucku Sebixa. Neon migał, a Seba stał nade mną, szczerząc zęby.
– No, Darek, mówiłem, że jesteś bez cebuli, to teraz jesteś limitką! – zaśmiał się i wrzucił mnie do podgrzewacza.
Drzwi foodtrucka się otworzyły. Wszedł jakiś typ, pewnie student, z oczami jak zombie po sesji.
– Yo, Seba, dawaj coś nowego! – rzucił.
Seba spojrzał na mnie – na kebsa – i powiedział:
– Mam tu coś specjalnego. Limitka. "Darek Deluxe".
I wtedy zrozumiałem. Stałem się kebsem. A ten student? On będzie następny. Neon zamigał, Seba się zaśmiał, a ja, jako kebs, mogłem tylko myśleć: "Kurwa, trzeba było brać cebulę."
0.26139211654663