Rozdział 5: Rozpad zaufania
Cisza, która zapadła po huk, była gorsza niż jakikolwiek dźwięk. Krax stał w centrum kabiny Starlinera, wpatrując się w wygięty dach, gdzie metal pękał w cienkich szczelinach, jak skorupa pod naciskiem niewidzialnej siły. Światło latarki Reto drgało, rzucając chaotyczne cienie na zardzewiałe ściany, a oddech Wigo, szybki i nierówny, odbijał się echem w klaustrofobicznej przestrzeni. Kabinę wypełniał zapach rdzy i kurzu, a chłód, który zdawał się przenikać przez działający system grzewczy, sprawiał, że Krax czuł dreszcze na plecach.
— Co to było, Krax? — głos Reto, zwykle ostrożny, teraz drżał z paniki. Stał przy konsoli, ściskając latarkę tak mocno, że jego knykcie pobielały. — Coś jest tam, na zewnątrz! Musimy stąd uciekać, teraz!
Wigo, wciąż blady, spojrzał na Krax z mieszaniną strachu i ciekawości. Jego wydłużone małżowiny uszne drgały, jakby próbował wychwycić każdy dźwięk.
— To nie mikrometeoryty. To coś... celowego. Musimy to zbadać. — Jego głos był cichy, ale w oczach błysnęła iskra, która zdradzała jego fascynację.
Krax czuł, jak presja narasta. Jego serce biło szybciej, a słowa Yanga Liwei, które przeczytał w raportach, odbijały się echem w jego głowie: „Czuję, że coś jest ze mną w statku, choć jestem sam.” Próbował zachować spokój, ale wygięty dach, niczym dowód na istnienie czegoś potężnego, podkopywał jego pewność siebie.
— Nikt nigdzie nie idzie — powiedział, starając się brzmieć jak dowódca. — Musimy zachować spokój. Statek matka będzie tu za dwa dni. Sprawdzimy uszkodzenia, naprawimy nasz statek i poczekamy.
Reto prychnął, rzucając latarkę na stół. Światło zatańczyło po suficie, oświetlając rysy na metalu, które wyglądały, jakby coś przeciągnęło po nich ostrym narzędziem.
— Zachować spokój? Coś wygięło dach, Krax! To nie jest usterka! Co ty przed nami ukrywasz? — Jego oczy błyszczały wściekłością, a głos podniósł się do krzyku.
Wigo spojrzał na Krax, jego ciekawość ustąpiła miejsca podejrzliwości.
— Ukrywasz coś? Te raporty, które czytałeś... Co w nich było?
Krax zacisnął zęby. Nie chciał tego robić, ale wiedział, że nie może dłużej milczeć. Jeśli miał utrzymać kontrolę nad załogą, musiał ujawnić choć część prawdy.
— Znalazłem raporty ostatniego człowieka na tym statku. Nazywał się Yang Liwei. Pisał o dźwiękach pukania, takich jak te, które słyszeliśmy. Mówił, że czuł się obserwowany. Że coś chciało się dostać do środka. — Przerwał, widząc, jak oczy Reto rozszerzają się ze strachu. — W końcu... otworzył śluzę. Popełnił samobójstwo.
Cisza, która zapadła, była ciężka, niemal namacalna. Wigo przełknął ślinę, jego palce zacisnęły się na skanerze. Reto cofnął się o krok, jakby słowa Krax były fizycznym ciosem.
— I nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?! — krzyknął Reto. — Sprowadziłeś nas na statek, gdzie coś... coś zabiło ostatniego człowieka, i nawet nas nie ostrzegłeś?!
— Nie wiedziałem, że to prawda! — odparł Krax, podnosząc głos. — Myślałem, że to halucynacje, że był sam zbyt długo. Nie chciałem, żebyście wpadli w panikę!
Wigo spojrzał na niego z wyrzutem.
— A teraz? Po tym, co się stało? Wierzysz, że to były halucynacje?
Krax nie odpowiedział. Nie musiał. Wygięty dach mówił sam za siebie. Czuł, jak zaufanie jego załogi pęka, jak jego autorytet, który budował przez lata, rozpada się pod ciężarem strachu. W głębi duszy wiedział, że muszą działać, ale nie miał pojęcia, od czego zacząć.
— Reto, sprawdź nasz statek. Zobacz, czy możemy go uruchomić — powiedział w końcu, starając się odzyskać kontrolę. — Wigo, ze mną. Przeszukamy Starliner. Musimy dowiedzieć się, co tu się stało.
Reto spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale ostatecznie skinął głową i ruszył do śluzy. Wigo, choć niechętnie, podążył za Krax. Kabinę wypełniła cisza, przerywana jedynie odległym szumem systemów i ledwo słyszalnym skrzypieniem metalu, jakby statek wciąż reagował na niewidzialne siły.
Cisza, która zapadła po huk, była gorsza niż jakikolwiek dźwięk. Krax stał w centrum kabiny Starlinera, wpatrując się w wygięty dach, gdzie metal pękał w cienkich szczelinach, jak skorupa pod naciskiem niewidzialnej siły. Światło latarki Reto drgało, rzucając chaotyczne cienie na zardzewiałe ściany, a oddech Wigo, szybki i nierówny, odbijał się echem w klaustrofobicznej przestrzeni. Kabinę wypełniał zapach rdzy i kurzu, a chłód, który zdawał się przenikać przez działający system grzewczy, sprawiał, że Krax czuł dreszcze na plecach.
— Co to było, Krax? — głos Reto, zwykle ostrożny, teraz drżał z paniki. Stał przy konsoli, ściskając latarkę tak mocno, że jego knykcie pobielały. — Coś jest tam, na zewnątrz! Musimy stąd uciekać, teraz!
Wigo, wciąż blady, spojrzał na Krax z mieszaniną strachu i ciekawości. Jego wydłużone małżowiny uszne drgały, jakby próbował wychwycić każdy dźwięk.
— To nie mikrometeoryty. To coś... celowego. Musimy to zbadać. — Jego głos był cichy, ale w oczach błysnęła iskra, która zdradzała jego fascynację.
Krax czuł, jak presja narasta. Jego serce biło szybciej, a słowa Yanga Liwei, które przeczytał w raportach, odbijały się echem w jego głowie: „Czuję, że coś jest ze mną w statku, choć jestem sam.” Próbował zachować spokój, ale wygięty dach, niczym dowód na istnienie czegoś potężnego, podkopywał jego pewność siebie.
— Nikt nigdzie nie idzie — powiedział, starając się brzmieć jak dowódca. — Musimy zachować spokój. Statek matka będzie tu za dwa dni. Sprawdzimy uszkodzenia, naprawimy nasz statek i poczekamy.
Reto prychnął, rzucając latarkę na stół. Światło zatańczyło po suficie, oświetlając rysy na metalu, które wyglądały, jakby coś przeciągnęło po nich ostrym narzędziem.
— Zachować spokój? Coś wygięło dach, Krax! To nie jest usterka! Co ty przed nami ukrywasz? — Jego oczy błyszczały wściekłością, a głos podniósł się do krzyku.
Wigo spojrzał na Krax, jego ciekawość ustąpiła miejsca podejrzliwości.
— Ukrywasz coś? Te raporty, które czytałeś... Co w nich było?
Krax zacisnął zęby. Nie chciał tego robić, ale wiedział, że nie może dłużej milczeć. Jeśli miał utrzymać kontrolę nad załogą, musiał ujawnić choć część prawdy.
— Znalazłem raporty ostatniego człowieka na tym statku. Nazywał się Yang Liwei. Pisał o dźwiękach pukania, takich jak te, które słyszeliśmy. Mówił, że czuł się obserwowany. Że coś chciało się dostać do środka. — Przerwał, widząc, jak oczy Reto rozszerzają się ze strachu. — W końcu... otworzył śluzę. Popełnił samobójstwo.
Cisza, która zapadła, była ciężka, niemal namacalna. Wigo przełknął ślinę, jego palce zacisnęły się na skanerze. Reto cofnął się o krok, jakby słowa Krax były fizycznym ciosem.
— I nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?! — krzyknął Reto. — Sprowadziłeś nas na statek, gdzie coś... coś zabiło ostatniego człowieka, i nawet nas nie ostrzegłeś?!
— Nie wiedziałem, że to prawda! — odparł Krax, podnosząc głos. — Myślałem, że to halucynacje, że był sam zbyt długo. Nie chciałem, żebyście wpadli w panikę!
Wigo spojrzał na niego z wyrzutem.
— A teraz? Po tym, co się stało? Wierzysz, że to były halucynacje?
Krax nie odpowiedział. Nie musiał. Wygięty dach mówił sam za siebie. Czuł, jak zaufanie jego załogi pęka, jak jego autorytet, który budował przez lata, rozpada się pod ciężarem strachu. W głębi duszy wiedział, że muszą działać, ale nie miał pojęcia, od czego zacząć.
— Reto, sprawdź nasz statek. Zobacz, czy możemy go uruchomić — powiedział w końcu, starając się odzyskać kontrolę. — Wigo, ze mną. Przeszukamy Starliner. Musimy dowiedzieć się, co tu się stało.
Reto spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale ostatecznie skinął głową i ruszył do śluzy. Wigo, choć niechętnie, podążył za Krax. Kabinę wypełniła cisza, przerywana jedynie odległym szumem systemów i ledwo słyszalnym skrzypieniem metalu, jakby statek wciąż reagował na niewidzialne siły.
Rozdział 6: Ślady w mroku
Korytarze Starlinera były labiryntem rdzy i cieni. Krax szedł przodem, trzymając latarkę w jednej dłoni, a urządzenie dekodujące w drugiej. Wigo podążał za nim, jego skaner brzęczał cicho, analizując każdy centymetr statku. Światło lamp awaryjnych migotało, rzucając na ściany zniekształcone cienie, które zdawały się poruszać, gdy odwracali wzrok. Powietrze było ciężkie, z nutą metalicznego zapachu, jakby coś gniło w ukrytych zakamarkach. Krax czuł, jak jego serce bije szybciej, ale starał się nie okazywać strachu. Nie mógł pozwolić, by Wigo zauważył jego wahanie.
— Spójrz na to — powiedział Wigo, zatrzymując się przy jednej ze ścian. Jego latarka oświetliła głębokie rysy, jakby coś przeciągnęło po metalu z ogromną siłą. — To nie wygląda na uszkodzenia od meteorytów. To... jakby pazury.
Krax przełknął ślinę, ale zmusił się do spokoju.
— Może to efekt korozji. Albo narzędzia, których używali ludzie. Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Wigo spojrzał na niego sceptycznie, ale nie skomentował. Zamiast tego skierował skaner na rysy, a urządzenie zapiszczało, wykrywając śladowe ilości organicznej materii.
— Organicznej? — mruknął Wigo, marszcząc czoło. — To nie powinno tu być. Statek jest martwy od 90 lat.
Krax nie odpowiedział. Jego uwagę przyciągnął mały panel sterowania w bocznym korytarzu. Ekran był pęknięty, ale wciąż działał, wyświetlając statyczne linie kodu. Podłączył urządzenie dekodujące, które zaczęło analizować dane. Po chwili na ekranie pojawiło się nagranie – ziarniste, ale wyraźne. Pokazywało mężczyznę, Yanga Liwei, w ciasnej kabinie Starlinera. Jego twarz była blada, oczy szeroko otwarte, a dłonie drżały, gdy mówił do kamery.
„To nie halucynacje” – mówił Yang, jego głos łamał się ze strachu. „Słyszę to pukanie co noc. Czuję, że coś jest w statku. Próbowałem to znaleźć, ale... ono się ukrywa. Baza mówiła, że to materiały, ale oni już nie odpowiadają. Ziemia zamilkła. Wszyscy zginęli. To coś... to coś przyszło z nimi.”
Nagranie urwało się, gdy Yang spojrzał w bok, jakby usłyszał coś w korytarzu. Krax i Wigo wymienili spojrzenia. Wigo przełknął ślinę, jego ciekawość ustąpiła miejsca niepewności.
— Co on miał na myśli? „To coś przyszło z nimi”? — zapytał cicho.
Krax nie miał odpowiedzi. W głowie kłębiły mu się obrazy z raportów – zaraza, która zmiotła ludzkość w tydzień, pukanie, które Yang słyszał, uczucie obserwowania. Czuł, że są blisko odkrycia czegoś, ale nie był pewien, czy chce to wiedzieć.
Wrócili do głównej kabiny, gdzie Wigo podłączył skaner do konsoli Starlinera, próbując wyciągnąć więcej danych. Po chwili ekran zamigotał, wyświetlając raporty o zarazie. Wigo czytał na głos, jego głos drżał.
— „Nieznana substancja organiczna wykryta na orbicie Ziemi, 2003 rok. Eksperymenty wykazały zdolność do szybkiego rozprzestrzeniania się. Nie reaguje na znane metody dezynfekcji. Populacja zmniejszona o 90% w ciągu 48 godzin.” — Wigo spojrzał na Krax. — To nie była zwykła choroba. To coś... obcego.
Krax czuł, jak jego żołądek się zaciska. Spojrzał na wygięty dach, na rysy na ścianach, na ciemność za oknem. I wtedy usłyszał to znów.
Puk. Puk. Puk.
Dźwięk dochodził z kanału wentylacyjnego nad ich głowami. Był cichy, ale rytmiczny, jakby coś poruszało się w środku. Wigo zamarł, jego skaner wypadł mu z ręki. Krax chwycił latarkę, kierując światło na kratkę wentylacyjną. Coś mignęło w ciemności – szybki, płynny ruch, jakby cień przesunął się z jednego końca kanału na drugi.
— Co to było? — szepnął Wigo, jego głos ledwo słyszalny.
Krax nie odpowiedział. Wiedział, że muszą działać, zanim będzie za późno.
Korytarze Starlinera były labiryntem rdzy i cieni. Krax szedł przodem, trzymając latarkę w jednej dłoni, a urządzenie dekodujące w drugiej. Wigo podążał za nim, jego skaner brzęczał cicho, analizując każdy centymetr statku. Światło lamp awaryjnych migotało, rzucając na ściany zniekształcone cienie, które zdawały się poruszać, gdy odwracali wzrok. Powietrze było ciężkie, z nutą metalicznego zapachu, jakby coś gniło w ukrytych zakamarkach. Krax czuł, jak jego serce bije szybciej, ale starał się nie okazywać strachu. Nie mógł pozwolić, by Wigo zauważył jego wahanie.
— Spójrz na to — powiedział Wigo, zatrzymując się przy jednej ze ścian. Jego latarka oświetliła głębokie rysy, jakby coś przeciągnęło po metalu z ogromną siłą. — To nie wygląda na uszkodzenia od meteorytów. To... jakby pazury.
Krax przełknął ślinę, ale zmusił się do spokoju.
— Może to efekt korozji. Albo narzędzia, których używali ludzie. Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
Wigo spojrzał na niego sceptycznie, ale nie skomentował. Zamiast tego skierował skaner na rysy, a urządzenie zapiszczało, wykrywając śladowe ilości organicznej materii.
— Organicznej? — mruknął Wigo, marszcząc czoło. — To nie powinno tu być. Statek jest martwy od 90 lat.
Krax nie odpowiedział. Jego uwagę przyciągnął mały panel sterowania w bocznym korytarzu. Ekran był pęknięty, ale wciąż działał, wyświetlając statyczne linie kodu. Podłączył urządzenie dekodujące, które zaczęło analizować dane. Po chwili na ekranie pojawiło się nagranie – ziarniste, ale wyraźne. Pokazywało mężczyznę, Yanga Liwei, w ciasnej kabinie Starlinera. Jego twarz była blada, oczy szeroko otwarte, a dłonie drżały, gdy mówił do kamery.
„To nie halucynacje” – mówił Yang, jego głos łamał się ze strachu. „Słyszę to pukanie co noc. Czuję, że coś jest w statku. Próbowałem to znaleźć, ale... ono się ukrywa. Baza mówiła, że to materiały, ale oni już nie odpowiadają. Ziemia zamilkła. Wszyscy zginęli. To coś... to coś przyszło z nimi.”
Nagranie urwało się, gdy Yang spojrzał w bok, jakby usłyszał coś w korytarzu. Krax i Wigo wymienili spojrzenia. Wigo przełknął ślinę, jego ciekawość ustąpiła miejsca niepewności.
— Co on miał na myśli? „To coś przyszło z nimi”? — zapytał cicho.
Krax nie miał odpowiedzi. W głowie kłębiły mu się obrazy z raportów – zaraza, która zmiotła ludzkość w tydzień, pukanie, które Yang słyszał, uczucie obserwowania. Czuł, że są blisko odkrycia czegoś, ale nie był pewien, czy chce to wiedzieć.
Wrócili do głównej kabiny, gdzie Wigo podłączył skaner do konsoli Starlinera, próbując wyciągnąć więcej danych. Po chwili ekran zamigotał, wyświetlając raporty o zarazie. Wigo czytał na głos, jego głos drżał.
— „Nieznana substancja organiczna wykryta na orbicie Ziemi, 2003 rok. Eksperymenty wykazały zdolność do szybkiego rozprzestrzeniania się. Nie reaguje na znane metody dezynfekcji. Populacja zmniejszona o 90% w ciągu 48 godzin.” — Wigo spojrzał na Krax. — To nie była zwykła choroba. To coś... obcego.
Krax czuł, jak jego żołądek się zaciska. Spojrzał na wygięty dach, na rysy na ścianach, na ciemność za oknem. I wtedy usłyszał to znów.
Puk. Puk. Puk.
Dźwięk dochodził z kanału wentylacyjnego nad ich głowami. Był cichy, ale rytmiczny, jakby coś poruszało się w środku. Wigo zamarł, jego skaner wypadł mu z ręki. Krax chwycił latarkę, kierując światło na kratkę wentylacyjną. Coś mignęło w ciemności – szybki, płynny ruch, jakby cień przesunął się z jednego końca kanału na drugi.
— Co to było? — szepnął Wigo, jego głos ledwo słyszalny.
Krax nie odpowiedział. Wiedział, że muszą działać, zanim będzie za późno.
Rozdział 7: Walka o kontrolę
Reto wrócił do kabiny, jego twarz była pokryta potem, a oczy błyszczały niepokojem.
— Nasz statek jest gotowy, ale ledwo. Zbiorniki są nadal uszkodzone. Możemy spróbować odlecieć, ale nie wiem, jak daleko zajedziemy. — Spojrzał na Krax i Wigo, zauważając ich blade twarze. — Co się stało?
Krax opowiedział mu o nagraniu Yanga i danych o zarazie. Reto zacisnął pięści, jego ostrożność ustąpiła miejsca wściekłości.
— Mówiłem, że nie powinniśmy tu zostawać! — krzyknął. — Ty i twoje sekrety, Krax! Sprowadziłeś nas na śmierć!
Wigo, zwykle spokojny, również podniósł głos.
— Przestań, Reto! Krax robi, co może. Musimy dowiedzieć się, co to jest, zanim nas zabije!
— Dowiedzieć się?! — Reto zaśmiał się gorzko. — Chcę żyć, Wigo! Nie obchodzi mnie, co to jest!
Krax czuł, jak jego autorytet pęka. W głębi duszy wiedział, że Reto ma rację – ukrywał raporty, zbyt długo zwlekał z decyzjami. Ale nie mógł pozwolić, by załoga się rozpadła.
— Dość! — powiedział, podnosząc głos. — Reto, przygotuj statek do startu. Wigo, pomóż mi przeszukać resztę Starlinera. Musimy wiedzieć, z czym mamy do czynienia.
Reto spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale ostatecznie ruszył do śluzy. Wigo, choć niechętnie, skinął głową. Krax czuł, jak jego pewność siebie topnieje, ale nie miał wyboru. Musiał być liderem, nawet jeśli sam nie wierzył w swoje decyzje.
Wrócili do korytarzy, przeszukując każdy zakamarek. Krax znalazł kolejny panel, ukryty za zardzewiałą płytą. Po podłączeniu urządzenia dekodującego wyświetliło się nowe nagranie. Yang, jeszcze bardziej wychudzony, siedział w kabinie, trzymając w dłoni narzędzie, które wyglądało jak palnik. „Znalazłem to w ładowni” – mówił, jego głos był ledwo słyszalny. „To coś żyje w kanałach. Próbowałem to spalić, ale jest za szybkie. Jeśli to zobaczycie... zniszczcie statek. Nie pozwólcie, by to dotarło gdziekolwiek indziej.”
Nagranie urwało się, gdy Yang rzucił się w stronę kanału wentylacyjnego, jakby coś go zaatakowało. Krax spojrzał na Wigo, który stał jak sparaliżowany.
— On wiedział — szepnął Wigo. — Wiedział, że to coś jest na statku.
Zanim Krax zdążył odpowiedzieć, systemy Starlinera zadrgały. Światła zamigotały, a konsola zaczęła wyświetlać błędy. Komunikacja ze statkiem matką została odcięta. Krax czuł, jak jego serce zamiera. Byli sami, uwięzieni na wraku, z czymś, co czaiło się w cieniu.
Reto wrócił do kabiny, jego twarz była pokryta potem, a oczy błyszczały niepokojem.
— Nasz statek jest gotowy, ale ledwo. Zbiorniki są nadal uszkodzone. Możemy spróbować odlecieć, ale nie wiem, jak daleko zajedziemy. — Spojrzał na Krax i Wigo, zauważając ich blade twarze. — Co się stało?
Krax opowiedział mu o nagraniu Yanga i danych o zarazie. Reto zacisnął pięści, jego ostrożność ustąpiła miejsca wściekłości.
— Mówiłem, że nie powinniśmy tu zostawać! — krzyknął. — Ty i twoje sekrety, Krax! Sprowadziłeś nas na śmierć!
Wigo, zwykle spokojny, również podniósł głos.
— Przestań, Reto! Krax robi, co może. Musimy dowiedzieć się, co to jest, zanim nas zabije!
— Dowiedzieć się?! — Reto zaśmiał się gorzko. — Chcę żyć, Wigo! Nie obchodzi mnie, co to jest!
Krax czuł, jak jego autorytet pęka. W głębi duszy wiedział, że Reto ma rację – ukrywał raporty, zbyt długo zwlekał z decyzjami. Ale nie mógł pozwolić, by załoga się rozpadła.
— Dość! — powiedział, podnosząc głos. — Reto, przygotuj statek do startu. Wigo, pomóż mi przeszukać resztę Starlinera. Musimy wiedzieć, z czym mamy do czynienia.
Reto spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale ostatecznie ruszył do śluzy. Wigo, choć niechętnie, skinął głową. Krax czuł, jak jego pewność siebie topnieje, ale nie miał wyboru. Musiał być liderem, nawet jeśli sam nie wierzył w swoje decyzje.
Wrócili do korytarzy, przeszukując każdy zakamarek. Krax znalazł kolejny panel, ukryty za zardzewiałą płytą. Po podłączeniu urządzenia dekodującego wyświetliło się nowe nagranie. Yang, jeszcze bardziej wychudzony, siedział w kabinie, trzymając w dłoni narzędzie, które wyglądało jak palnik. „Znalazłem to w ładowni” – mówił, jego głos był ledwo słyszalny. „To coś żyje w kanałach. Próbowałem to spalić, ale jest za szybkie. Jeśli to zobaczycie... zniszczcie statek. Nie pozwólcie, by to dotarło gdziekolwiek indziej.”
Nagranie urwało się, gdy Yang rzucił się w stronę kanału wentylacyjnego, jakby coś go zaatakowało. Krax spojrzał na Wigo, który stał jak sparaliżowany.
— On wiedział — szepnął Wigo. — Wiedział, że to coś jest na statku.
Zanim Krax zdążył odpowiedzieć, systemy Starlinera zadrgały. Światła zamigotały, a konsola zaczęła wyświetlać błędy. Komunikacja ze statkiem matką została odcięta. Krax czuł, jak jego serce zamiera. Byli sami, uwięzieni na wraku, z czymś, co czaiło się w cieniu.
Rozdział 8: Ucieczka
Pukanie stało się głośniejsze, bardziej chaotyczne. Dochodziło z kilku miejsc naraz – z kanałów, z dachu, z korytarzy. Krax, Wigo i Reto zebrali się w głównej kabinie, ich twarze były blade, a oddechy szybkie. Reto stał przy śluzie, gotowy do ucieczki, Wigo trzymał skaner, próbując wykryć źródło dźwięków, a Krax analizował sytuację, choć jego umysł był w chaosie.
— Musimy stąd uciekać — powiedział Reto, jego głos drżał. — Statek jest gotowy. Jeśli teraz nie odlecimy, zginiemy!
Wigo spojrzał na niego z desperacją.
— A jeśli to coś pójdzie za nami? Yang próbował to zniszczyć i mu się nie udało!
Krax zacisnął zęby. Wiedział, że muszą podjąć ryzyko.
— Reto, uruchom silniki. Wigo, pomóż mi zabezpieczyć śluzę. Nie możemy pozwolić, by to coś dostało się na nasz statek.
Ruszyli do działania, ale zanim dotarli do śluzy, kratka wentylacyjna nad ich głowami pękła z hukiem. Coś wypadło z kanału – szybkie, płynne, jak cień, który zyskał formę. Krax zdążył zobaczyć tylko błysk metalicznego połysku, zanim stworzenie zniknęło w korytarzu. Wigo krzyknął, Reto rzucił się do śluzy, a Krax chwycił palnik, który znalazł w kabinie.
— Zamknij śluzę! — krzyknął do Reto, biegnąc za stworzeniem. Nie wiedział, co to jest, ale wiedział, że nie mogą pozwolić mu dostać się na ich statek.
Korytarz wypełnił się dźwiękami – skrobaniem, pukaniem, metalicznym zgrzytem. Krax skierował palnik na kanał, z którego dochodziły dźwięki, i odpalił płomień. Coś zasyczało, jakby w bólu, ale nie zatrzymało się. Wigo, biegnąc za nim, trzymał skaner, który zapiszczał, wykrywając ruch w ładowni.
— Jest w ładowni! — krzyknął Wigo. — Musimy je zablokować!
Dotarli do ładowni, gdzie panowała niemal całkowita ciemność. Krax oświetlił pomieszczenie latarką, widząc rozrzucone skrzynie, porwane kable i coś, co wyglądało jak ślady organicznej mazi na podłodze. Pukanie ustało, ale cisza była jeszcze gorsza. Krax czuł, że coś ich obserwuje.
— Wracamy do śluzy — powiedział cicho, nie odrywając wzroku od ciemności. — Już.
Udało im się dotrzeć do śluzy, gdzie Reto czekał, gotowy do startu. Zamknęli właz, odcinając Starliner od ich statku. Silniki zadrgały, a statek Krazonów oderwał się od wraku, kierując się w przestrzeń. Krax, Wigo i Reto siedzieli w kabinie sterowniczej, ich oddechy były jedynym dźwiękiem. Ziemia malała w oddali, a Starliner, samotny i zardzewiały, znikał w mroku.
— Udało się — powiedział Reto, jego głos drżał z ulgi. — Jesteśmy wolni.
Wigo spojrzał na Krax, jego oczy wciąż pełne niepokoju.
— A jeśli to coś... jeśli to coś jest z nami?
Krax chciał odpowiedzieć, ale nie zdążył. Z ładowni ich statku dobiegł cichy, znajomy dźwięk.
Puk. Puk. Puk.
Jego serce zamarło. Spojrzał na Wigo i Reto, których twarze wyrażały ten sam strach, który czuł. Nie uciekli. Zabrali to ze sobą.
Pukanie stało się głośniejsze, bardziej chaotyczne. Dochodziło z kilku miejsc naraz – z kanałów, z dachu, z korytarzy. Krax, Wigo i Reto zebrali się w głównej kabinie, ich twarze były blade, a oddechy szybkie. Reto stał przy śluzie, gotowy do ucieczki, Wigo trzymał skaner, próbując wykryć źródło dźwięków, a Krax analizował sytuację, choć jego umysł był w chaosie.
— Musimy stąd uciekać — powiedział Reto, jego głos drżał. — Statek jest gotowy. Jeśli teraz nie odlecimy, zginiemy!
Wigo spojrzał na niego z desperacją.
— A jeśli to coś pójdzie za nami? Yang próbował to zniszczyć i mu się nie udało!
Krax zacisnął zęby. Wiedział, że muszą podjąć ryzyko.
— Reto, uruchom silniki. Wigo, pomóż mi zabezpieczyć śluzę. Nie możemy pozwolić, by to coś dostało się na nasz statek.
Ruszyli do działania, ale zanim dotarli do śluzy, kratka wentylacyjna nad ich głowami pękła z hukiem. Coś wypadło z kanału – szybkie, płynne, jak cień, który zyskał formę. Krax zdążył zobaczyć tylko błysk metalicznego połysku, zanim stworzenie zniknęło w korytarzu. Wigo krzyknął, Reto rzucił się do śluzy, a Krax chwycił palnik, który znalazł w kabinie.
— Zamknij śluzę! — krzyknął do Reto, biegnąc za stworzeniem. Nie wiedział, co to jest, ale wiedział, że nie mogą pozwolić mu dostać się na ich statek.
Korytarz wypełnił się dźwiękami – skrobaniem, pukaniem, metalicznym zgrzytem. Krax skierował palnik na kanał, z którego dochodziły dźwięki, i odpalił płomień. Coś zasyczało, jakby w bólu, ale nie zatrzymało się. Wigo, biegnąc za nim, trzymał skaner, który zapiszczał, wykrywając ruch w ładowni.
— Jest w ładowni! — krzyknął Wigo. — Musimy je zablokować!
Dotarli do ładowni, gdzie panowała niemal całkowita ciemność. Krax oświetlił pomieszczenie latarką, widząc rozrzucone skrzynie, porwane kable i coś, co wyglądało jak ślady organicznej mazi na podłodze. Pukanie ustało, ale cisza była jeszcze gorsza. Krax czuł, że coś ich obserwuje.
— Wracamy do śluzy — powiedział cicho, nie odrywając wzroku od ciemności. — Już.
Udało im się dotrzeć do śluzy, gdzie Reto czekał, gotowy do startu. Zamknęli właz, odcinając Starliner od ich statku. Silniki zadrgały, a statek Krazonów oderwał się od wraku, kierując się w przestrzeń. Krax, Wigo i Reto siedzieli w kabinie sterowniczej, ich oddechy były jedynym dźwiękiem. Ziemia malała w oddali, a Starliner, samotny i zardzewiały, znikał w mroku.
— Udało się — powiedział Reto, jego głos drżał z ulgi. — Jesteśmy wolni.
Wigo spojrzał na Krax, jego oczy wciąż pełne niepokoju.
— A jeśli to coś... jeśli to coś jest z nami?
Krax chciał odpowiedzieć, ale nie zdążył. Z ładowni ich statku dobiegł cichy, znajomy dźwięk.
Puk. Puk. Puk.
Jego serce zamarło. Spojrzał na Wigo i Reto, których twarze wyrażały ten sam strach, który czuł. Nie uciekli. Zabrali to ze sobą.