6
To będzie troche długie więc olej jak chcesz

Od jakiegoś czasu przelewam swój autyzm i fascynacje różnymi fantasy na powieść/zbiór opowieści, zdecyduje później. 
Mam już troche tekstu i ogólny zarys fabuły. Niestety nigdy nie pisałem i nie mam komu przedstawić tego aby dostać opinie jak dobrze się to czyta, czy nie ma luk logicznych, czy dostateczna ilość opisów czy dialogi nie są drętwe itp.

Poniżej wstawiam "demo" do oceny przez chętnych
Tak wiem, już wypierdalam
Przez pola pełne zbóż gotowych do żniw przedzierała się mała grupka. Biegli na oślep, mieli jedną szansę, tą szanse. Szukali jamy w ziemi opisywanej przez ojca jednego z uciekinierów. Niestety w połowie drogi nagły ciemny kształt przemknął im przed oczami, wszyscy zamarli.

Na zbożu pojawiło się pawie pióro, jej znak.

Ludzie z wioski mieli dość bycia paszą dla czarownicy. Stary i młody, zdrowy i chory, bogaty i biedny, każdy był dla niej pożywką, a wraz z aktami mordu rósł jej apetyt i wioska się wyludniała. Jeden z chłopaczków, posłany przez matkę z nadzieją na lepsze życie pobiegł w bok uciekając w szaleńczych majakach zesłanych na jego umysł. Jedyne co było widać to kołyszące się zboże gdy biegł w kierunku wierzby płaczącej. Kelt pobiegł za nim.

Pod koroną drzewa, która ledwo przepuszczało światło słoneczne wisiała w powietrzu ona. Czarnowłosa, o szarej skórze z fioletowymi przebarwieniami ubrana w czarno-brązową suknię z rozcięciem do połowy uda i gorsetem zaciśniętym na wąskiej talii. Biel koszuli uwydatniała się nad gorsetem, nie nosiła ozdób. W pocałunku wysysała krew i życie z chłopca, a jego ciało zamieniało się powoli w poskręcany wysuszony rzemień.

- zostaw go dziwko ! nie dość się nażarłaś przez lata niewinnej krwi ! - wrzasnął Kelt

- nieładnie przerywać posiłek gospodarzowi w jego domu, matka cię manier nie nauczyła ? - rozwarła swoje palce zakończone zagiętymi szponami, a truchło zadudniło głucho o ziemie po czym otarła krew z kącika ust wierzchem dłoni

- ledwo ten dzieciak zaznał świata, a już kończysz jego historię i to jeszcze w taki sposób ?!

- nic się nie martw, nawet nie wiedział, że umiera. Napełniłam jego umysł iluzją pierwszego pocałunku. Nic tak nie pobudza serca jak miłość, dzięki temu krew sama pcha mi się do ust. Nie trzeba się trudzić z osuszaniem, ciało samo mi oddaje to czego chce

- obrzydliwe i nie ludzkie

- obrzydliwe to było jak jego ojciec płodził mu braci z ich siostrą, cud, że on sam nie jest z takiego związku. W takiej sytuacji bycie nieludzkim to nie lada komplement. Po za tym jestem u siebie i robię co chce, czego się wtrącasz, przybyszu ?

-  poszukaj sobie innego miejsca, mało tu lasów ? to nie twoja ziemia i nie twoi ludzie

- moi, moi od czasu gdy tutaj zamieszkali i pozbawili mnie mojego lasu. To moje tereny od lat. Ja się tylko przystosowałam, kiedyś miałam las i jelenie, teraz wioskę i ludzi. Życie to życie, krew to krew tylko teraz jest ciekawiej

- ciekawiej, dziwnie ujmujesz fakt używania istot rozumnych jak zwykłego bydła i bycie pijawką nie dającą nic w zamian

- daje coś w zamian, kontroluje ich populację i chronię przed drapieżnikami. Tak samo jak to robiłam u jeleni. Można rzec, że ich hoduje bo przecież oni sami żyją jak bydło. Pieprzą się w tym samym miejscu gdzie jedzą i śpią. Dobrze, że chociaż srać idą w krzaki. Gdyby nie fakt korzystania z narzędzi to człowiek niewiele by się różnił od zwierzęcia 

- sama nie jesteś lepsza od tych ludzkich zwierząt, nie potrafisz pohamować głodu i wyludniasz wioskę

- jestem głodna, czy zaspokajanie głodu jest aż takie złe, przecież to naturalne ? Oni zarzynają świnie, ja zarzynam ich, koło życia

- właśnie, we wsi jest masa zwierząt, czemu ich krwią się nie uraczysz ?

- bo taka krew nie błaga o litość - oblizała resztę krwi kapiącej ze szpona wciąż patrząc na niego - nawet nie wiesz co można usłyszeć gdy ci wieśniacy zostaną przyparci do muru. Chłopi próbujący targować życiem teściów bo dostanę dwóch zamiast niego samego. Matki chcące oddać swoje córki w zamian za swoje życie. Nawet starsi, jeden dziadyga próbował wystawić mi żonę i synową bo tak będzie mógł przechlać resztę majątku. Nie byli godni żyć, nie byli godni miana człowieka, wiec jaki problem tutaj widzisz ?
- czyli będę mógł spać spokojnie, nie zabijasz z głodu ani uzależnienia od krwi, tylko z własnej woli

- i co ? myślisz, że to cię usprawiedliwi ? nie tobie być sędzią przybłędo ! - jej twarz miejscami przybrała fioletowy kolor, była gotowa do ataku

- tobie też nie pijawko, ale mi będzie łatwiej później zasnąć - opowiedział z uśmiechem

- na prawdę uważasz, że masz szanse ?! Powinieneś wziąć to co ci zapłacili i uciec. Od ponad dekady trzymam tą wiochę w szachu. Oddział wojska zaciężnego nie dał rady, a ty masz ? 

- jest tylko jeden sposób aby się o tym przekonać

Rzucił w nią nożem, ale jej już nie było, nóż wbił się wysoko pień wierzby na rozwidleniu gałęzi. Poczuł powiew, obrócił się w ostatniej sekundzie wyrzucił przed siebie włócznie parując szpon chcący rozorać jego głowę, rozerwała mu koszulę pod szyją. Poczuł ciepło i wilgoć krwi na piersi. Znikła

- nie czas, jeszcze nie czas - powtarzał, musiał dać reszcie czas

Kręcił się w kółko reagując nerwowo na każdy szelest. Poczuł kopniaka w krzyżu, padł na kolana, dostał pięścią w szczękę podczas próby wstania oraz kolejnego kopniaka na pierś, przeleciał kilka metrów i padł na wznak. Włócznia wypadła z jego dłoni, w uszach szumiała krew, broda bolała, usta zalewała krew. Kończyn prawie nie czuł, ból z pleców blokował każdą próbę ruchu. Była szybka, za szybka dla niego.

Gdy świat przestał wirować zobaczył jak stała nad nim okrakiem, a jej włosy falowały na wietrze. Koszulę zdobyła krew, na brodzie, szyi i dekolcie zostały stróżki zakrzepłej krwi. Jej szpony były ciemnoczerwone i dziwnie pachniały.

- myślałeś, że dasz radę zagadać mnie tak długo aż tamci zdążą uciec, ale już są martwi. Gdy ty leżałeś łapiąc świadomość tego co się stało, ja się napiłam. Przegrałeś. Twoja misja się nie powiodła rycerzyku

- nareszcie - wybełkotał nieskładnie sylaba po sylabie próbując nabrać powoli powietrza. Nadal był obolały, a miejsca po kopniakach wciąż emanowały silnym bólem utrudniającym oddychanie i ograniczając go tylko do możliwości rozmowy.

- co nareszcie ? - przycisnęła mu stopą gardło

- nareszcie potwór, który mnie zabije - odpowiedział przez zaciśnięte zęby, wszystko go bolało i nie mógł się ruszać.

Złapała go za rzemienie, którymi miał przymocowany pancerz do ciała i uniosła razem z sobą przystawiając jego głowę blisko swojej aby dobrze słyszał, a jej oddech pachniał krwią i mordem.

-  to nie ja jestem potworem tylko wy. Sami prowadzicie życie pełne okrucieństwa, wycieracie sobie mordy modłami do bogów, a mnie nazywacie potworem. Sami kłamiecie, kradniecie, zabijacie, oszukujecie niszczycie wszystko co wam nie podobne, ale jak ktoś robi wam to samo to nazywacie tą osobę potworem, demonem i nienaturalnym bytem. Wszystko aby odczłowieczyć potwora i by sumienie dało spokój. Zaczęliście ten spór, ale to ja go skończę, ty możesz teraz już tylko obserwować

- oni zaczęli ? czarownice twojego typu trzymają się na uboczu, rzadko kiedy ruszacie z pazurami na ludzi, co się tak na prawdę stało. Zwykłe niesnaski sąsiedzki nie zrobiłyby z ciebie żadnego krwi zwierzęcia ?

Przerwała wznoszenie

- pierwsza moja ofiara leciała ze mną tak samo jak ty teraz, wiesz ? tylko my unosiliśmy się nad polami w letnią noc podczas pełni - jej oddech pachniał krwią i ziołami

- romantycznie, nawet jak na ciebie ? - odpowiedział kpiącym tonem

Odrzuciła go na wznak wysoko na gałęzi tak aby na niej zawisł. Nie musiała się spieszyć, widziała jak uderzenie o gałąź wzmocniło ból w plecach, który nie pozwalał mu na ruch

- mówisz o tej pierwszej krwi jak o swoim kochanku - drążył dalej, wyczekując momentu

- bo nim był, do czasu aż mnie zdradził - zakończyła ostro zdanie i spojrzała mu w oczy, a te płonęły z wściekłości i żalu - wypowiadał piękne słowa, ale miał czarne serce. Brał wszystko, nie oferując nic w zamian. Na koniec jeszcze wydał mnie, powiedział reszcie kim jestem i gdzie mieszkam. Przyszli w nocy, z widłami, z pochodniami. Wtedy to się zaczęło
- mogłaś zabić tylko jego, zatem czemu wybrałaś zemstę przez lata ?  Mogłaś znaleźć sobie inny las oraz inne stado jeleni,

- mogłam, ale tego nie zrobiłam. Bo to nie ja jestem tutaj gościem. Przyszli więc i odejdą, ale na moich warunkach

- jako pożywienie ?

- dokładnie

-Powiedz mi, czujesz się uleczona ? - zapytał ciekawy odpowiedzi

Poczuł się lepiej więc zaczął wiercić sie powoli na gałęzi. Podczas prostowania się poczuł, że o coś zawadza nogą. Nóż, którym rzucił teraz miał na wysokości kostki

- nie uleczona, lecz usatysfakcjonowana. Za każdym razem gdy zabijam czuję jak spada ze mnie część tego ciężaru

- ilu jeszcze będzie potrzeba aby to zakończyć ?

- wielu  - odpowiedziała

- nie sądzisz, że czas to skończyć ? zabijasz już kolejne pokolenia, których jedyną winą jest to, że żyją. Dla nich jesteś zwykłym monstrum żadnym krwi. Czym ich dzieci zawiniły, nie karz ich za błędy rodziców ?

- winne czy nie winne, co z tego  gdy są takie same jak ich rodzice. Czarne, brudne serca, które nie potrafią kochać. Na co światu takie stworzenia ? Lepiej aby wymarli

- na twoje nieszczęście to natura określa kto wymiera

- nużąca jest ta dyskusja

Słysząc metal w jej głosie zgiął się, wyrwał nóż, odbił od pnia nogami i rzucił się na nią. Zauważyła to, ale nie zdążyła zareagować. Wbił ostrze po rękojeść w odsłonięte udo. Zaczepił ręką o jej gorset. Upadli razem na ziemie.

Tym razem to on był na górze, upadając docisnął jeszcze ostrze wbijając je w kość. Zawyła z bólu. Odskoczył, szukał włóczni. Czarownica zdołała wyjąć nóż z nogi i cisnęła nim. Uskoczył, spiął dłonie razem rzucił w nią fluctusem, ściana pulsującej energii falami rozchodziła się półkolem od niego, odpowiedziała tarczą. Siła zaklęć zwalczających się na wzajem rzucała gałęziami drzewa jak morze wodą o klif. Po ranie na udzie nie został nawet strup, opita krwią była potężnym przeciwnikiem, przebiła się przez jego zaporę i uderzyła pazurami złożonymi w jeden wielki szpon. Znów ona była górą, ale tym razem nie leżał na ziemi.

- dosyć tego magiku, czas posmakować twojej krwi

Rzuciła się na niego, obcasami zaryła w ziemie wyrywając kępy traw. Widział jej ruchy, już nie tak szybkie, ale nie zasłaniał się. Rozprężył mięśnie i pozwolił jej działać. Wgryzła się w szyję, haczykowate zęby zatopiły się w skórze, piła szybko, chełpliwie, nie pozwalała aby nawet kropla się zmarnowała. Próbował odepchnąć ją, ale każdy jej łyk pozbawiał sił, a ruch powodował coraz większy krwotok. Odrzuciła go raptownie na skraj zasięgu korony drzewa, zarył twarzą w ziemi. Wstał ścierając zaciskając dłonie na szyi, próbując tamować krwotok.

Chwiała się, nie mogła złapać równowagi oraz oddechu, z jej ust ciekła ślina wymieszana z jego krwią. Zaczęła tracić swój szaro-fioletowy kolor skóry, a uwydatniły się białe pasma wokół ust.

- coś ty zrobił ? COŚ TY MI ZROBIŁ !? - krzyczała dziewczęcym głosem, a artykułowanie słów było coraz trudniejsze za pomocą wiotkich ust

Trzymając się za szyję i tamując kołnierzem oraz płótnem potok krwi, ciemnej krwi prawie czarnej, w której pływały czarne grudy namacał w trawie swoją włócznię

- mech królewski i miód leszego - odpowiedział, wlokąc włócznie. Sam nie był w najlepszej kondycji po szybkiej utracie krwi, ale chociaż stał na nogach -  mech paraliżuje, dlatego twoje ruchy teraz nie były już takie szybkie. Miód blokuje magię, dlatego nie używałem jej w walce od początku bo sam byłem osłabiony. Osobno te dwie rzeczy są niezbyt groźne, ale razem stają się zabójczą trucizną.

- ale ty ? ty ?! - wymamrotała drętwą białą szczęką siedząc na trawie pod pniem i opierając się o niego
- jak ja nie mam tych samych objawów ? Otóż ja nie przyjąłem tej mieszanki, nie jestem aż tak odporny, miód i małą dawkę toksyny krążącą w mojej żyle po twoim ugryzieniu zwalczę, ale mech podałem ci na oddzielnej misce

Rozwarła oczy w niemym geście, a z jej ust coś zacharczało

- zgadza się, wieśniacy uciekinierzy. Ci ludzie wiedzieli na co się piszą, sami poszli ze mną aby ratować resztę lub uciec. Nie byli przystosowani ani przygotowani do takich mikstur jak ja więc podzieliłem ją na kilka osób.

Krew przestała mu ciec strumieniem. Podbiegł, nabił ją na włócznię i docisnął do drzewa. Jego rana znowu buchnęła potokiem, docisnął kołnierz obojgiem rąk. Nie musiał się bronić, czarownica wisiała jak szmaciana lalka, mech zrobił swoje. Nie miała kontroli nad ciałem

- ty psie - krzyknęła mu prosto w twarz, ale głos był nadal nie był czysty, organizm zwalczał truciznę choć powoli - przeklinam cię i cały twój ród, będziesz błagał o moje przebaczenie - coraz łatwiej artykułowała słowa, a jej skór odzyskiwała kolor

Naparła na włócznię nadal drętwymi palcami nadziewając się na nią i przesuwając się ku niemu z wysuniętą ręką

- od urodzenia jestem przeklęty, jeden urok więcej nie zrobi mi różnicy - wbił jej kołek wyjęty z cholewy sięgając serca. Jej oczy otworzyły się maksymalnie, a źrenice zwęził - oni oddali życie za osadę, za tych, których kochają, co powiesz na taki akt poświęcenia ? Ci których uważałaś za bezrozumne bydło wznieśli się wyżej niż ty. Starasz się ich spłycać aby przypadkiem nie okazali się lepsi od ciebie. Od uzależnionej od krwi czarownicy, która nie potrafi się oprzeć jej zapachowi.

- ty nie wiesz jak to jest być zdradzonym. On zbliżył się do mnie tylko po to aby mnie zabić

- a ty zamiast ich ukarać wolałaś

- skończ to - przerwała mu, a jej głos był cichy i słaby tak samo jej mokry od krwi uścisk na jego barku

Docisnął kołek, przebił serce na wylot i zostawił go w ciele. Wyjął włócznie i oglądał jak wylewa się z niej gęsta czarna krew i ulatuje życie. Jak nogi, ręce i tułów skręcały się w spazmach bólu od zabójczej mieszanki ziół, usta próbowały nabrać powietrza w zalane krwawą mazią płuca, a palce zaciskając się na pieniu wierzby niczym bluszcz zrywały kore. Ciało chciało walczyć, ale umysł już się poddał, więc poddało się też ciało.





Siedzieli w kuchni przy słabym świetle małej sfery oświetlającej pomieszczenie.

-Taki był koniec szarej zjadaczki serc, postrachu Doliny Granitu. Kobiety o złamany sercu - Kelt skończył opowieść

- to cię budziło tak często? - zapytała Joni - nie możesz zapomnieć o tym co zrobiłeś

- co robiłem bo nie tylko to mnie budzi, nadal zastanawiam się czy dobrze wybierałem, nadal  mam wątpliwości

Siedzieli w ciszy, ona nie wiedziała co powiedzieć, on nie mógł zapomnieć

- powinnaś już spać, masz masę pracy jutro. Nie powinnaś zaniedbywać obowiązków moimi koszmarami

- wiem, ale co noc słyszę twoje sny za ścianą, słyszę te rozmowy przez, to gadanie do pustki...

- ja robiłem to co uważałem za słuszne, to były moje decyzje i to moja odpowiedzialność. Nie powinnaś płacić za konsekwencje moich wyborów, idź już spać, ja jeszcze chwilę posiedzę
0.068215131759644