[Wpisy z dziennika umieszczonego w gablocie 2 piętra instytutu. Wybrane wpisy udostępnione w celach informacyjnych dla całego personelu. Dziennik udostępniony w celach prewencyjnych dla całego personelu]
Dziennik osobisty
Data: 14 lutego 1899
Lokalizacja: nieznana (zapis zatarty)
Nie wiem, na co się właściwie zgodziłem. Jeszcze wczoraj myślałem, że to będzie kolejna wyprawa, kolejne naczynia gliniane, kolejne kości... Ale to? To coś zupełnie innego.
List przyszedł bez pieczęci. Zwykła koperta, atrament prawie wyblakł. Tylko jeden podpis, inicjały, których nie rozpoznałem. Treść była jasna: mam stawić się (...) o świcie. Otrzymam wszystko, co potrzebne. I nigdy nie zadawać pytań.
Zanim zdołałem wyjść z domu, pojawili się pod drzwiami. Dwóch mężczyzn w długich płaszczach. Wiedzieli wszystko: imię mojej żony, wiek moich dzieci, nawet to, jakiego koloru farby użyłem w zeszłym miesiącu do odnowienia biurka.
Potem pokazali dokumenty. Zrozumiałem, że (...) . To był (...), choć jeszcze nie wiem, czyj. Może mój. Może moich dzieci lub zony. Podpisałem. Czuję się podle.
Zastrzegli, że (...) całą trójkę.
Pieniądze są ogromne. Kwota nie mieści się w głowie. Zabezpieczą nawet prawnuki. Ale cena...
Zaakceptowałem nawet warunek, że po zakończeniu pracy spędzę rok w zakładzie dla obłąkanych. Ustalono wszystko: nazwisko lekarza, akta, diagnozę. Mam uchodzić za chorego umysłowo, wariata, którego nikt nie potraktuje poważnie.
I co najgorsze... zgodziłem się.
Zgodziłem się, bo (...). Ciekawość, która zawsze była silniejsza niż rozsądek.
Dziennik osobisty
Data: 14 lutego 1899
Lokalizacja: nieznana (zapis zatarty)
Nie wiem, na co się właściwie zgodziłem. Jeszcze wczoraj myślałem, że to będzie kolejna wyprawa, kolejne naczynia gliniane, kolejne kości... Ale to? To coś zupełnie innego.
List przyszedł bez pieczęci. Zwykła koperta, atrament prawie wyblakł. Tylko jeden podpis, inicjały, których nie rozpoznałem. Treść była jasna: mam stawić się (...) o świcie. Otrzymam wszystko, co potrzebne. I nigdy nie zadawać pytań.
Zanim zdołałem wyjść z domu, pojawili się pod drzwiami. Dwóch mężczyzn w długich płaszczach. Wiedzieli wszystko: imię mojej żony, wiek moich dzieci, nawet to, jakiego koloru farby użyłem w zeszłym miesiącu do odnowienia biurka.
Potem pokazali dokumenty. Zrozumiałem, że (...) . To był (...), choć jeszcze nie wiem, czyj. Może mój. Może moich dzieci lub zony. Podpisałem. Czuję się podle.
Zastrzegli, że (...) całą trójkę.
Pieniądze są ogromne. Kwota nie mieści się w głowie. Zabezpieczą nawet prawnuki. Ale cena...
Zaakceptowałem nawet warunek, że po zakończeniu pracy spędzę rok w zakładzie dla obłąkanych. Ustalono wszystko: nazwisko lekarza, akta, diagnozę. Mam uchodzić za chorego umysłowo, wariata, którego nikt nie potraktuje poważnie.
I co najgorsze... zgodziłem się.
Zgodziłem się, bo (...). Ciekawość, która zawsze była silniejsza niż rozsądek.
Dziennik osobisty
Data: 7 marca 1899
Nie wiem, ile minęło dni naprawdę. Zabrali mi zegarek. Najpierw kolej, długie godziny przez zamarznięte krajobrazy. Potem statek. Cztery albo pięć dni? Może więcej. Kabina była ciemna, bez okna.
Na pokład pozwalali wychodzić tylko w nocy. Jeden z nich szedł krok za mną. Nie odezwał się ani razu. Nie znam jego twarzy, tylko zapach tytoniu i skóry.
Znowu pociąg. Syby zasłonięte, drzwi zamknięte od zewnątrz. Przynoszą jedzenie, zostawiają bez słowa.
Nie wiem, dokąd jadę. Ani po co
Niepokój rośnie.
Dziennik osobisty – wpis III
Data: 20 września 1899
Pół roku. PÓŁ ROKU kłamstw i gierek. Nie wiem, czy jestem bardziej wściekły, czy zmęczony.
Cała ta farsa, wykopaliska, badania, analizy wszystko było tylko sprawdzianem. Nie miało żadnego znaczenia. Wystawili mnie na próbę jak zwierzę w klatce, patrzyli, czy się złamię. Czy będę zadawał pytania, czy będę kwestionował. A jeśli bym zaczął? (...)zabili go na moich oczach (...) Widziałem, co stało się z tamtym człowiekiem. Nie znam jego imienia. Przyszli w nocy (...) test?
A jednak... Gdy dzisiaj wprowadzili mnie na zebranie, gdy wreszcie zobaczyłem, dlaczego tu jestem, gniew zniknął.
To, co pokazali, jest nie do opisania. Ich wygląd, ich ruchy, ich sposób, w jaki na nas patrzyły (...) One SĄ. Są tutaj. Są prawdziwe.
Reszta grupy badawczej (...) ludzie z różnych dziedzin. Lekarze, lingwiści, fizycy, nawet ktoś z wojska. A ja? Archeolog. Co tu robię? Przecież archeologia zajmuje się przeszłością, rzeczami zapomnianymi. Ale tu? Tu pamięć jest wciąż żywa. Nic nie zostało zapomniane. Więc po co ja?
Jestem pewien, że odpowiedź nadejdzie.
Data: 7 marca 1899
Nie wiem, ile minęło dni naprawdę. Zabrali mi zegarek. Najpierw kolej, długie godziny przez zamarznięte krajobrazy. Potem statek. Cztery albo pięć dni? Może więcej. Kabina była ciemna, bez okna.
Na pokład pozwalali wychodzić tylko w nocy. Jeden z nich szedł krok za mną. Nie odezwał się ani razu. Nie znam jego twarzy, tylko zapach tytoniu i skóry.
Znowu pociąg. Syby zasłonięte, drzwi zamknięte od zewnątrz. Przynoszą jedzenie, zostawiają bez słowa.
Nie wiem, dokąd jadę. Ani po co
Niepokój rośnie.
Dziennik osobisty – wpis III
Data: 20 września 1899
Pół roku. PÓŁ ROKU kłamstw i gierek. Nie wiem, czy jestem bardziej wściekły, czy zmęczony.
Cała ta farsa, wykopaliska, badania, analizy wszystko było tylko sprawdzianem. Nie miało żadnego znaczenia. Wystawili mnie na próbę jak zwierzę w klatce, patrzyli, czy się złamię. Czy będę zadawał pytania, czy będę kwestionował. A jeśli bym zaczął? (...)zabili go na moich oczach (...) Widziałem, co stało się z tamtym człowiekiem. Nie znam jego imienia. Przyszli w nocy (...) test?
A jednak... Gdy dzisiaj wprowadzili mnie na zebranie, gdy wreszcie zobaczyłem, dlaczego tu jestem, gniew zniknął.
To, co pokazali, jest nie do opisania. Ich wygląd, ich ruchy, ich sposób, w jaki na nas patrzyły (...) One SĄ. Są tutaj. Są prawdziwe.
Reszta grupy badawczej (...) ludzie z różnych dziedzin. Lekarze, lingwiści, fizycy, nawet ktoś z wojska. A ja? Archeolog. Co tu robię? Przecież archeologia zajmuje się przeszłością, rzeczami zapomnianymi. Ale tu? Tu pamięć jest wciąż żywa. Nic nie zostało zapomniane. Więc po co ja?
Jestem pewien, że odpowiedź nadejdzie.
Dziennik osobisty
Data: 3 stycznia 1900
Myliłem się. Myliłem się we wszystkim.
Myślałem, że nic tu nie zostało zapomniane, że pamięć przetrwała. A tymczasem (...) chciał ukryć je przed nami. Kamień wdzierał się w każdy szczelinę, kruszył to, czego nie zdążył pochłonąć czas. Niektóre przedmioty znaleźliśmy w stanie agonalnym spękane, wprasowane w minerały, nie do odratowania. Inne (...) jakby skamieniały wraz z otoczeniem, zamknięte w litą skałę jak owady w bursztynie. Geolog oszalał mówi o milionach(...)
A jednak są też rzeczy, o które dbano. Całe komory pełne przedmiotów, nietkniętych, jakby odłożono je wczoraj. czasem przynoszą je sami, bez emocji, bez pytań. Obojętni. Nieprzyjaźni, ale i nie wrodzy. Po prostu są. Po prostu przynoszą. Jak by uznali to za słuszne. (...) Nie można się zbliżać. (...) Niewidzialna śmierć, wystarczy dotknąć by umrzeć.
A ja? Ja nie mam pojęcia, co właściwie badam. Nie wiem, do czego służą te rzeczy. Znaleźliśmy coś, co przypomina lampę mieści się w dłoni, nie ma ognia ani knota, ale gdy ją podnoszę, świeci jak latarnia morska. Przez chwilę myślałem, że to sztuczka, ale nie światło pulsuje, zmienia barwę, czasem samo gaśnie.
I to tylko jeden przedmiot. Jest ich więcej. Są rzeczy, których przeznaczenia nie potrafię nawet zgadnąć.
(...) Robotnicy (...) więcej (...) szczepy
(...)
Zaczynam rozumieć, po co mnie tu sprowadzili
Dziennik osobisty
Data: 14 sierpnia 1904
Mam dość. Wystarczy.
Wieczorem złożę wnioski z badań. Przez pięć lat zapomniałem, jak pachnie deszcz, jak brzmią ludzie, którzy mówią, bo chcą, nie bo muszą. Marzę o powrocie do świata, który znałem. Do świata, który nie patrzy na mnie jak na... narzędzie. O ile mi pozwolą.
Mam dosyc tych jaskiń, przeklęte setki kilometrów korytarzy.
Data: 3 stycznia 1900
Myliłem się. Myliłem się we wszystkim.
Myślałem, że nic tu nie zostało zapomniane, że pamięć przetrwała. A tymczasem (...) chciał ukryć je przed nami. Kamień wdzierał się w każdy szczelinę, kruszył to, czego nie zdążył pochłonąć czas. Niektóre przedmioty znaleźliśmy w stanie agonalnym spękane, wprasowane w minerały, nie do odratowania. Inne (...) jakby skamieniały wraz z otoczeniem, zamknięte w litą skałę jak owady w bursztynie. Geolog oszalał mówi o milionach(...)
A jednak są też rzeczy, o które dbano. Całe komory pełne przedmiotów, nietkniętych, jakby odłożono je wczoraj. czasem przynoszą je sami, bez emocji, bez pytań. Obojętni. Nieprzyjaźni, ale i nie wrodzy. Po prostu są. Po prostu przynoszą. Jak by uznali to za słuszne. (...) Nie można się zbliżać. (...) Niewidzialna śmierć, wystarczy dotknąć by umrzeć.
A ja? Ja nie mam pojęcia, co właściwie badam. Nie wiem, do czego służą te rzeczy. Znaleźliśmy coś, co przypomina lampę mieści się w dłoni, nie ma ognia ani knota, ale gdy ją podnoszę, świeci jak latarnia morska. Przez chwilę myślałem, że to sztuczka, ale nie światło pulsuje, zmienia barwę, czasem samo gaśnie.
I to tylko jeden przedmiot. Jest ich więcej. Są rzeczy, których przeznaczenia nie potrafię nawet zgadnąć.
(...) Robotnicy (...) więcej (...) szczepy
(...)
Zaczynam rozumieć, po co mnie tu sprowadzili
Dziennik osobisty
Data: 14 sierpnia 1904
Mam dość. Wystarczy.
Wieczorem złożę wnioski z badań. Przez pięć lat zapomniałem, jak pachnie deszcz, jak brzmią ludzie, którzy mówią, bo chcą, nie bo muszą. Marzę o powrocie do świata, który znałem. Do świata, który nie patrzy na mnie jak na... narzędzie. O ile mi pozwolą.
Mam dosyc tych jaskiń, przeklęte setki kilometrów korytarzy.
Ostatnie miesiące były przełomowe. Wreszcie udało się ustalić podział kastowy. To społeczeństwo nie było jednorodne zbudowane było z czterech odrębnych szczepów usystemowalimy to na podstawie(...)
— Szczep A – niepotwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep B – niepotwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep C – potwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep D – potwierdzony, zaobserwowany (Scutellornis hypogeus)
Szczep D został sam. Z jakiegoś powodu tylko on przetrwał.
A i B to domysły ale nie bez podstaw. Znaleźliśmy artefakty stworzone z precyzją tak wyraźnie podporządkowaną konkretnej anatomii, że D nie mógłby z nich korzystać. Zbyt długie rozstawy chwytów, systemy wymagające odwrotnego układu stawów. Co więcej urządzenia przypisywane B nie mogły być używane przez A.
Różnice musiały być duże. Ale wszystko wskazuje na wspólne pochodzenie technika, materiały, ornamentyka...
I wreszcie coś namacalnego. Tylko dzięki (...) miejsce, które jego lud uznawał za święte. (...) Indianie.
Tam, pod głazami, w chłodnej, prawie nietkniętej komorze, spoczywał ktoś z C.
Wyższy o niemal 35 centymetrów, smuklejszy, ale silniej zbudowany.
Miał szczątkowe pazury u nóg każdy przewiercony, ozdobiony w regularny wzór, jakby znaczenie było ważniejsze niż funkcja.
Usta zasłaniały płytki kostne przypominające zęby, ale nie będące nimi. Płyty występowały w kilku innych miejscach na ciele.
Zabraliśmy czaszkę. Pokazaliśmy ją D.
I po raz pierwszy — zobaczyliśmy ich żywa reakcję.
Coś co można nazwać uśmiechem. Gestemradości. Jeden z nich przytulił czaszkę jak dziecko potem "Śpiew". Po tunelach przez długi czas niósł się swiergoczacy śpiew.
Nie wiem, co to znaczy. Ale nie mogę tego zignorować.
(...)
Żałuję, że nie mogliśmy dzielić się wiedzą. Każdy z nas pracował osobno, ograniczany do własnej dziedziny, pilnowany przez ludzi bez nazwisk. Wiedza, którą zbieraliśmy, pasowała do siebie jak kawałki układanki - ale nie wolno nam było ich złożyć.
To najboleśniejsze. Nie to, co odkryłem, ale to, czego nie pozwolono mi zrozumieć.
(...)
— Szczep A – niepotwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep B – niepotwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep C – potwierdzony, niezaobserwowany
— Szczep D – potwierdzony, zaobserwowany (Scutellornis hypogeus)
Szczep D został sam. Z jakiegoś powodu tylko on przetrwał.
A i B to domysły ale nie bez podstaw. Znaleźliśmy artefakty stworzone z precyzją tak wyraźnie podporządkowaną konkretnej anatomii, że D nie mógłby z nich korzystać. Zbyt długie rozstawy chwytów, systemy wymagające odwrotnego układu stawów. Co więcej urządzenia przypisywane B nie mogły być używane przez A.
Różnice musiały być duże. Ale wszystko wskazuje na wspólne pochodzenie technika, materiały, ornamentyka...
I wreszcie coś namacalnego. Tylko dzięki (...) miejsce, które jego lud uznawał za święte. (...) Indianie.
Tam, pod głazami, w chłodnej, prawie nietkniętej komorze, spoczywał ktoś z C.
Wyższy o niemal 35 centymetrów, smuklejszy, ale silniej zbudowany.
Miał szczątkowe pazury u nóg każdy przewiercony, ozdobiony w regularny wzór, jakby znaczenie było ważniejsze niż funkcja.
Usta zasłaniały płytki kostne przypominające zęby, ale nie będące nimi. Płyty występowały w kilku innych miejscach na ciele.
Zabraliśmy czaszkę. Pokazaliśmy ją D.
I po raz pierwszy — zobaczyliśmy ich żywa reakcję.
Coś co można nazwać uśmiechem. Gestemradości. Jeden z nich przytulił czaszkę jak dziecko potem "Śpiew". Po tunelach przez długi czas niósł się swiergoczacy śpiew.
Nie wiem, co to znaczy. Ale nie mogę tego zignorować.
(...)
Żałuję, że nie mogliśmy dzielić się wiedzą. Każdy z nas pracował osobno, ograniczany do własnej dziedziny, pilnowany przez ludzi bez nazwisk. Wiedza, którą zbieraliśmy, pasowała do siebie jak kawałki układanki - ale nie wolno nam było ich złożyć.
To najboleśniejsze. Nie to, co odkryłem, ale to, czego nie pozwolono mi zrozumieć.
(...)