Dyskusje ogólne
1 r
38
Witajcie dzidki. Nigdy jeszcze nie wrzucałem postów tego typu, lecz dziś pomyślałem że nie zaszkodzi. Otóż jestem na niezłym życiowym zakręcie, właściwie to od kilku miesięcy wymyka mi się z rąk to na czym tak mocno mi zależało gdy byłem dzieckiem. Chciałem mieć pełną rodzinę, kobietę która pokocha mnie takiego jakim jestem, czuć magię bezwarunkowej miłości. Miałem wrażenie że zaczęło się układać - kobieta, ślub, niedługo potem urodziła nam się córeczka za którą oddałbym wszystko. No i jak to najczęściej bywa do akcji wkraczają komplikacje - całe na biało - kobieta stwierdza że nie czuje się przy mnie dobrze, uważa że nie jestem przy niej, a praca, opieka nad domem i dzieckiem to nie wszystko. Chce czuć się szczęśliwa, ale już na pewno nie że mną.
Piękna sprawa.
Nie piszę o tym żeby demonizować kobiety, czy obecne czasy które robią siekę z mózgu płci pięknej. Nic tym nie osiągnę. Jestem po prostu cholernie zmęczony, wypompowany. Już nawet nie zastanawiam się gdzie popełniałem błędy, a popełniałem je z pewnością. Jestem jakby zawieszony nad jakąś otchłanią. Bezsensowność starań, pracy i przelanej miłości ostatnich 8 lat uderza mnie tak mocno że nawet nie czuje złości. Jeśli to jest uczucie w którym ulatuje z człowieka dusza to chyba to chyba jestem już pusty w środku.
Wybaczcie mi ten nocny wysryw.
Pozdrawiam
Piękna sprawa.
Nie piszę o tym żeby demonizować kobiety, czy obecne czasy które robią siekę z mózgu płci pięknej. Nic tym nie osiągnę. Jestem po prostu cholernie zmęczony, wypompowany. Już nawet nie zastanawiam się gdzie popełniałem błędy, a popełniałem je z pewnością. Jestem jakby zawieszony nad jakąś otchłanią. Bezsensowność starań, pracy i przelanej miłości ostatnich 8 lat uderza mnie tak mocno że nawet nie czuje złości. Jeśli to jest uczucie w którym ulatuje z człowieka dusza to chyba to chyba jestem już pusty w środku.
Wybaczcie mi ten nocny wysryw.
Pozdrawiam