142
Opowiem wam historię, 7 lat temu w drodze ze Suchej Beskidzkiej na Żywiec na drodze biegnącej w środku lasu zauważyłem maleńkiego kota. Nikogo nie było w pobliżu, maluch leżał przy samej drodze i płakał. Ominąłem go, zatrzymałem auto i wziąłem na ręce. W aucie dałem go żonie i powiedziałem - trzymaj, przecież zaraz go coś rozjedzie. W drodze powrotnej wstąpiłem do apteki po strzykawki, Młody miał góra 3-4 tygodnie. W domu dałem mu mleka, ale nie chciał, był bardziej zaintersowany chrupkami mojego starszego kota. Bałem się, że nie przetrwa nocy. Przetrwał. U weterynarza po zbadaniu okazało się, że jest zdrowy i nic mu nie dolega. Weterynarz jednak zastanawiał się, czy to kot, czy kotożbik, zwłaszcza, że był porzucony w lesie.

Zrobił mu fotę, którą trzymam do dziś.
Kot Krakers
Dzieciaki nazwały go Krakers.
Tu zdjęcie jak był naprawdę malutki. Uprzedzając - nie był duszony xD po prostu dałem tak rękę, żeby zrobić mu zdjęcie mordki.
Kot Krakers
Kot Krakers
Niestety na pewnym etapie nie mógł dogadać się ze starszymi kotami w domu i przygarnęła go moja mama...

Dziś, po 7 latach, dalej pozwala sobie układać rózne rzeczy na głowie :-) czasem jak wpadam to się z nim droczę.

I strasznie mi go brakuje.
Kot Krakers
Dobra, dzidki, wypierdalam. Tyle mojego. Warto uratować czasem życie, nawet temu najmniejszemu.
0.06640887260437