Jest rok 1998.
Leżysz z bratem pod różowym kocykiem, a z telewizora lecą poranne bajki.
Jeszcze nikt się nie spieszy, nigdzie nie trzeba iść.
Mama w kuchni gotuje mleko, a za chwilę poda ci dwie kromki z masłem i dżemem.
Z radia gra cicho „Majka Jeżowska”.
Tata już wyszedł do pracy – codziennie rano ten sam płaszcz i torba z narzędziami.
Po południu przyniesie coś słodkiego z kiosku.
W salonie pachnie świeżością, bo mama wczoraj myła podłogi Ludwikiem.
Z okna widać śnieg topniejący na trawniku.
Za kilka dni pojedziecie do dziadków – babcia już rozmraża rosołek.
Nikt nie mówi o kredytach, inflacji czy polityce.
Po prostu jesteście. Razem. I to wystarcza.
Chciałbym tam wrócić. Choćby na jeden dzień.
Leżysz z bratem pod różowym kocykiem, a z telewizora lecą poranne bajki.
Jeszcze nikt się nie spieszy, nigdzie nie trzeba iść.
Mama w kuchni gotuje mleko, a za chwilę poda ci dwie kromki z masłem i dżemem.
Z radia gra cicho „Majka Jeżowska”.
Tata już wyszedł do pracy – codziennie rano ten sam płaszcz i torba z narzędziami.
Po południu przyniesie coś słodkiego z kiosku.
W salonie pachnie świeżością, bo mama wczoraj myła podłogi Ludwikiem.
Z okna widać śnieg topniejący na trawniku.
Za kilka dni pojedziecie do dziadków – babcia już rozmraża rosołek.
Nikt nie mówi o kredytach, inflacji czy polityce.
Po prostu jesteście. Razem. I to wystarcza.
Chciałbym tam wrócić. Choćby na jeden dzień.