3
Dzwoni do mnie ojciec, no i pyta, co u mnie. Mówię mu, że koledzy wpadają do mnie po pracy, więc lecę do sklepu po alko. A on do mnie:
Synu, nie idź, przyjdź do mnie, mam w barku pięć butelek dobrej whisky. Ja już stary jestem, siedemdziesiątka stuknęła, nie piję tego, a ty akurat potrzebujesz, więc bierz, ile dusza zapragnie.

No to co, poszedłem, wziąłem, pięć butli jak złoto, niosę do siebie, dumny jak paw. Wpadają chłopaki, nalewamy pierwszą kolejkę, butelka otwarta… a tam HERBATA. Normalnie herbata.

I nagle mnie uderzyło. Jezu Chryste, przecież dwadzieścia lat temu zrobiłem dokładnie to samo. Wypiłem jego whisky i dolałem mu herbaty, żeby się nie połapał. A on? On przez te dwie dekady cierpliwie czekał. Nic nie mówił. Ani słowa. Tylko siedział, patrzył i czekał, aż historia zatoczy krąg.

I tak oto, panie i panowie, dowiedziałem się, że mój ojciec to mistrz cierpliwej zemsty. Nie krzyk, nie awantura, nie pas. Po prostu HERBATA.
0.24273610115051