21
Na przełomie wieków gatunek fantasy w kinie kojarzył się raczej z niskobudżetowym kiczem – efektami specjalnymi trącącymi myszką i historiami dla garstki fanów. Wtedy jednak pojawił się Peter Jackson, który udowodnił, że epicką opowieść fantasy można przenieść na ekran z rozmachem godnym Hollywood.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Jego trzyczęściowa adaptacja Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena (kolejne filmy ukazywały się w latach 2001, 2002 i 2003) z miejsca podbiła serca widzów i krytyków. Trzy filmy w trzy lata zdobyły łącznie aż 17 Oscarów (przy 30 nominacjach – rekord wśród trylogii) i zarobiły blisko 3 miliardy dolarów w kinach na całym świecie. Co więcej, Jackson zmienił podejście branży filmowej do fantastyki – pokazał, że pełnokrwiste fantasy może osiągnąć globalny sukces. A wszystko to w historii o pozornie zwyczajnych małych istotach, które wyruszają w wielką podróż przez mityczną krainę. Władca Pierścieni to opowieść o przyjaźni, odwadze i poświęceniu, o magii i walce dobra ze złem – prawdziwa ponadczasowa epopeja, która wydobyła fantasy z getta i wprowadziła je na salony popkultury.

Koszmarna droga do realizacji – czyli jak prawie nie powstała trylogia
Dziś trudno w to uwierzyć, ale filmowa trylogia „Władcy Pierścieni” o mało nie trafiła do kosza. Peter Jackson przez lata bezskutecznie próbował przekonać studia filmowe do swojego pomysłu. Początkowo projekt trafił do wytwórni Miramax braci Weinstein. Ci jednak nie podzielali wizji Jacksona – chcieli, by całą opowieść skondensować najwyżej do dwóch filmów, a potem naciskali wręcz na jeden 4-godzinny film, okrojony z wielu wątków. Tak drastyczne skrócenie materiału było dla Jacksona nie do przyjęcia. Gdy Miramax nie zdołał zapewnić odpowiedniego budżetu (studio-matka, koncern Disney, nie chciał wyłożyć więcej niż 75 mln dolarów), Nowozelandczyk szukał wsparcia gdzie indziej. Szczęśliwie jego wizją zainteresowali się szefowie New Line Cinema.

New Line nie tylko zgodziło się na trzy filmy, ale też zapewniło budżet rzędu 280–300 mln dolarów. Co więcej, Jackson podjął bezprecedensową decyzję, by nakręcić wszystkie trzy części za jednym zamachem. Było to olbrzymie ryzyko (porażka pierwszego filmu mogła pogrzebać kolejne), ale ta śmiała strategia ostatecznie się opłaciła. Produkcja jednak bynajmniej nie była sielanką. Twórcy zmagali się z różnymi problemami na planie: kapryśną pogodą, urazami aktorów czy wyzwaniami technicznymi. Słynna bitwa o Helmowy Jar była kręcona przez ponad 120 dni – ekipa przez cztery miesiące marzła i mokła na planie, wykazując się niezwykłą wytrwałością. Orlando Bloom (Legolas) spadł z konia i złamał żebro podczas zdjęć do Drużyny Pierścienia, a Viggo Mortensen (Aragorn) złamał dwa palce u stopy, kopiąc z impetem hełm (to ujęcie wykorzystano zresztą w filmie).
Mimo tych przeciwności Jackson uparł się, by Władcę Pierścieni zrealizować z niespotykanym pietyzmem i rozmachem, pokazując niedowiarkom w Hollywood, na co stać ten gatunek.

Magia praktycznych efektów – jak Weta Workshop stworzyło Śródziemie
W erze wszechobecnego CGI trylogia Jacksona zachwyca połączeniem efektów komputerowych z praktycznymi. Ogromna w tym zasługa nowozelandzkiego studia Weta Workshop, które dosłownie zbudowało filmowe Śródziemie. Zanim komputery dodały ostatnie szlify, artyści z Wety wykonali tysiące rekwizytów i modeli ręcznie. Zbroje, miecze, topory, tarcze – każda frakcja (elfy, ludzie, krasnoludy, orkowie itd.) otrzymała unikatowo zdobione wyposażenie, projektowane przez ilustratorów takich jak Alan Lee czy John Howe. Jedyny Pierścień noszony przez bohaterów został zaprojektowany i wykuty ze złota przez jubilera Jensa Hansena z Nelson w Nowej Zelandii – powstało kilkadziesiąt wersji różnej wielkości, w tym ogromna do ujęć z bliska. Każdy szczegół, od biżuterii Galadrieli po fajkę Gandalfa, był wykonany z dbałością o realizm.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Osobny rozdział to imponujące makiety. Zamiast tworzyć wszystkie budowle w komputerze, Jackson wolał zbudować ich fizyczne modele w pomniejszonej skali, które następnie filmowano i dopiero łączono z cyfrowymi efektami. Tak powstały m.in. Minas Tirith czy Barad-dûr – dziesiątki makiet tak dużych i pełnych detali, że zyskały miano „bigatur” (niektóre miały po kilka metrów wysokości!). Wnętrza kopalń Morii, wieża Orthank, ruiny Osgiliath – wiele scen rozgrywa się na cudownie wykonanych, miniaturowych planach zdjęciowych, które następnie połączono z dogranymi postaciami i tłami komputerowymi. Dzięki temu filmowe miasta i forty wyglądają namacalnie i autentycznie. Dość powiedzieć, że gdy enty niszczą Isengard, widzimy w dużej mierze prawdziwą, fizyczną makietę zatapianą w wodzie, a kiedy kamera opływa wieże Minas Tirith czy Minas Morgul – podziwiamy kunsztownie sfilmowane modele.
Nie znaczy to, że obyło się bez nowoczesnej technologii – przeciwnie, trylogia przetarła szlaki w dziedzinie motion capture. Postać Golluma zrealizowano w pionierski sposób: aktor Andy Serkis grał sceny w specjalnym kostiumie z czujnikami, a jego ruchy i mimikę przechwycono cyfrowo i nałożono na wirtualną postać stwora. Było to olbrzymie wyzwanie – twórcy musieli zaprojektować dla Golluma pełny wirtualny szkielet i muskulaturę (300 mięśni) oraz około 250 animowanych wyrazów twarzy, aby ożywić mimikę tej istoty. W początkowych scenach Drużyny Pierścienia Gollum pojawia się tylko w mroku, ale w kolejnych filmach stał się pełnoprawnym bohaterem – jednym z pierwszych tak przekonujących wirtualnych protagonistów w historii kina.
Weta opracowała również sprytne triki, by ukazać różnicę wzrostu między gatunkami bez uciekania się do green screenu. Zastosowano efekt wymuszonej perspektywy, dzięki któremu np. hobbit stojący obok Gandalfa w kadrze wydaje się dużo mniejszy. Te praktyczne sztuczki – wsparte znakomitą charakteryzacją, kostiumami i oczywiście efektami cyfrowymi tam, gdzie były niezbędne – sprawiły, że filmowe Śródziemie wygląda autentycznie i niemal namacalnie. Władca Pierścieni do dziś imponuje jako popis zbiorowej kreatywności: kolektywny wysiłek artystów i rzemieślników tchnął życie w tolkienowski świat.

Casting, który przeszedł do legendy
Trudno dziś wyobrazić sobie innego Gandalfa niż Iana McKellena, innego Aragorna niż Viggo Mortensena czy innego Froda niż Elijaha Wooda. Obsada trylogii to mieszanka uznanych aktorów (McKellen, Cate Blanchett, Christopher Lee, Ian Holm) oraz młodych talentów (Wood, Orlando Bloom i inni). Jednak droga do skompletowania „Drużyny Pierścienia” też kryła niespodzianki. Przykładowo, rolę Aragorna początkowo przyjął irlandzki aktor Stuart Townsend – ba, zdążył nawet wziąć udział w kilku dniach zdjęć próbnych! Jednak Jackson nabrał wątpliwości, czy to właściwy wybór, i na kilkanaście godzin przed startem właściwych zdjęć zdecydował o zmianie. Podobno Townsend nie był zbyt przyjemny w obyciu, przykładał się do pracy i zachowywał się tak, jakby był tam za karę. No cóż, jego strata.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Do ekipy w ekspresowym tempie dołączył Viggo Mortensen, który – jak głosi legenda – początkowo odmówił udziału, ale za namową swojego syna zgodził się zagrać Aragorna. Przyleciał do Nowej Zelandii tak późno, że scenariusz czytał po raz pierwszy w samolocie, lecąc na plan. Dziś trudno wyobrazić sobie innego Strażnika Północy – sam Mortensen przyznaje, że rola ta okazała się dla niego błogosławieństwem, otwierając przed nim wiele drzwi w karierze.

Harvey Weinstein (tak, ten niesławny Weinstein), zanim rozstał się z projektem, próbował wymusić na Jacksonie zatrudnienie głośnych nazwisk – proponowano np. Nicolasa Cage’a czy Russella Crowe’a jako Aragorna, ale obaj odmówili. Na szczęście ostatecznie obsada została skompletowana idealnie. Świetnym Boromirem został Sean Bean, choć aktor ten wniósł na plan także... swoje lęki. Bean panicznie bał się latać helikopterem, więc podczas kręcenia scen na szczycie Caradhras każdego dnia wspinał się na plan pieszo w pełnym kostiumie Boromira. Reszta ekipy czekała już na niego na górze – oto prawdziwe poświęcenie ku chwale Gondoru! Zresztą cała Drużyna zżyła się niczym rodzina podczas wielomiesięcznej pracy. Po zakończeniu zdjęć cała dziewiątka zrobiła sobie identyczne tatuaże z elfickim symbolem cyfry „9” (jedynie John Rhys-Davies, filmowy Gimli, odpuścił sobie ukłucie – za niego wytatuował się jego dubler).
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Trylogia kontra książka – co zmieniono i dlaczego
Peter Jackson, choć starał się być wierny duchowi prozy Tolkiena, wprowadził w filmach sporo zmian i skrótów względem książkowego pierwowzoru. Większość z nich podyktowana była tempem narracji filmowej – nie dało się zawrzeć każdego wątku w rozsądnym metrażu. Jednak kilka decyzji do dziś wywołuje kontrowersje wśród fanów.

Pierwszym dużym „cięciem” było całkowite pominięcie postaci Toma Bombadila i rozdziałów o Starym Lesie. Bombadil – barwny, zagadkowy entuzjasta z łąk i puszcz – był co prawda uwielbiany przez czytelników, ale nie wnosił wiele do głównej linii fabularnej. Jackson z bólem serca uznał, że w filmie nie ma dla niego miejsca (choć podobno planował drobne cameo Toma w Powrocie króla, z którego ostatecznie zrezygnował).
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Znacznie gorętsze dyskusje wzbudził sposób ukazania Faramira. W książce młodszy brat Boromira od początku wyróżnia się szlachetnością – bez wahania odrzuca pokusę Pierścienia, gdy Frodo trafia do Ithilien: „Ale już się nie bój! Nie wziąłbym tej rzeczy, gdyby leżała przy drodze”. W filmie zaś Faramir (David Wenham) początkowo postępuje inaczej: pojmał Froda i Sama, brutalnie przesłuchuje Golluma, a Pierścień chce zabrać do Minas Tirith – niemal powtarzając błąd Boromira. Dopiero pod wpływem ataku na Osgiliath opamiętuje się i wypuszcza hobbitów. Wielu fanów uznało tę zmianę za niezrozumiałą i krzywdzącą dla postaci – filmowy Faramir stał się po prostu „tym gorszym bratem” o ambicjach dorównania Boromirowi, podczas gdy u Tolkiena był wzorem cnót, przeciwstawionym uległemu pokusie bratu. Obrońcy Jacksona argumentują, że dzięki temu Pierścień pozostał na ekranie groźny (skoro nawet Faramir uległ jego mocy), ale niesmak części widowni pozostał. Na szczęście w wersjach rozszerzonych i Powrocie króla nieco ocieplono wizerunek Faramira, ukazując więcej jego wewnętrznych konfliktów i trudną relację z Denethorem.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Jackson znacząco rozbudował też wątek miłości Aragorna i Arweny, który w książce jest ledwie zarysowany. Arwena (Liv Tyler) dostała w filmach więcej scen – to ona ratuje Froda nad rzeką Bruinen, pojawia się też wątek jej wyboru między nieśmiertelnością a miłością. Część ortodoksyjnych miłośników książek kręciła na to nosem, zarzucając filmom „romansidło” i zmiany w kanonie. Jednak inni widzowie – zwłaszcza kobiety – docenili wprowadzenie silnej żeńskiej postaci, której w oryginale brakowało. Dzięki Arwenie historia zyskała wymiar romantyczny i dodatkowe emocje, a świat Śródziemia stał się odrobinę mniej męskocentryczny.

Warto też wspomnieć o zakończeniach. W filmowym Powrocie króla finalna sekwencja (koronacja Aragorna, powrót hobbitów do Shire, odejście elfów na Zachód) wydaje się długa, ale i tak wiele pominięto w porównaniu z książką. U Tolkiena po zwycięstwie nad Sauronem jest jeszcze cały rozdział o oczyszczaniu Shire – hobbitom przychodzi stoczyć ostatnią walkę u siebie w domu, przeciw upadłemu Sarumanowi. Jackson zrezygnował z tego epilogu, uznając, że to już nowa minihistoria po właściwym finale.

Globalny fenomen i kultowy status
Sukces Władcy Pierścieni wykroczył daleko poza sale kinowe. Filmy zdobyły bezprecedensowe uznanie Akademii – szczególnie Powrót króla, który otrzymał 11 Oscarów (wygrywając we wszystkich nominowanych kategoriach, co zdarzyło się pierwszy raz w historii). Cała trylogia zdobyła razem wspomniane na początku 17 statuetek, co ustanowiło rekord dla serii filmowej.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Pod względem frekwencji również dokonano niemożliwego – każda kolejna część zarabiała więcej niż poprzednia, a wszystkie trzy łącznie przyniosły prawie 3 miliardy dolarów wpływów. Powrót króla przekroczył magiczną barierę miliarda dolarów i zrównał się pod tym względem z rekordzistami pokroju Titanica. Ale fenomen LOTR nie kończy się na box office. Hollywood po trylogii Jacksona zrozumiało, że widownia jest głodna ambitnego fantasy – bez sukcesu Władcy Pierścieni być może nie powstałaby Gra o tron, filmowe Opowieści z Narnii czy liczne wysokobudżetowe adaptacje gier i komiksów fantasy. Jackson stał się dla kina nowej przygody tym, kim niegdyś Spielberg czy Lucas – wizjonerem wytyczającym trendy. Jego studio Weta Digital urosło do rangi giganta branży efektów specjalnych, pracując później m.in. przy Avatarze czy Planecie małp.

Trylogia wywarła też ogromny wpływ na Nową Zelandię – kraj, który dzięki filmom przeżył prawdziwy boom turystyczny (promowany później hasłem „Home of Middle-earth” i przyciągający fanów w miejsca kręcenia filmów). Śródziemie stało się realnym punktem na mapie, a nazwy takie jak Hobbiton czy Góry Mgliste weszły do folderów turystycznych.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Trylogia zrodziła też prawdziwy boom na gadżety – fani ruszyli po dziesiątki pamiątek, od replik Pierścienia i mieczy po zestawy LEGO i kolekcjonerskie figurki. Rynek zalały koszulki, figurki Balroga, a nawet monety kolekcjonerskie z wizerunkami bohaterów. Filmy Jacksona sprawiły, że Tolkien znów stał się popkulturowym fenomenem – jego powieści powróciły na listy bestsellerów, a postaci takie jak Frodo, Gandalf czy Gollum są rozpoznawalne nawet przez osoby, które na co dzień nie sięgają po fantastykę.

Dlaczego działa do dziś – czyli o ponadczasowości
Od premiery Powrotu króla minęło już ponad dwadzieścia lat, a fenomen LOTR ani myśli przeminąć. Co sprawia, że te filmy wciąż zachwycają kolejne pokolenia? Przede wszystkim – ponadczasowe tematy. Opowieść o przyjaźni czterech hobbitów, o bezinteresownym poświęceniu dla ratowania świata, o walce małego dobra z wielkim złem – to wszystko ma uniwersalny wydźwięk. Władca Pierścieni przypomina słowami Galadrieli, że nawet najmniejsza osoba może zmienić bieg przyszłości („Even the smallest person can change the course of the future”). Uczy, że prawdziwa odwaga to iść dalej mimo strachu (Frodo i Sam w Mordorze), a prawdziwa mądrość to współczuć nawet istotom pozornie niegodziwym (Gandalf litujący się nad Gollumem).
Kiedy opadł kurz po triumfie trylogii, stało się jasne, że Jackson stworzył coś więcej niż trzy filmy – zbudował mit współczesnej popkultury i zapoczątkował nową erę w fantasy. Przez lata próbowano wracać do Śródziemia na różne sposoby, choć z różnym skutkiem. W latach 2012–2014 sam Jackson nakręcił trylogię „Hobbita” – będącą fabularnym prequelem Władcy. W teorii to adaptacja jednej książki (Hobbit, czyli tam i z powrotem), w praktyce rozdmuchana do trzech superprodukcji. Choć filmy o młodym Bilbie również zarobiły ogromne pieniądze i miały swoje momenty, to spotkały się ze znacznie chłodniejszym przyjęciem. Krytycy zgodnie uznali, że to już nie to samo – zarzucano im przerost formy nad treścią, zbyt wiele komputerowych efektów, dodane wątki spoza Tolkiena i ogólnie mniej magii niż w oryginalnej trylogii. Wielu fanów kręciło nosem na „cukierkowe” CGI (np. orków stworzonych całkiem komputerowo, zamiast ucharakteryzowanych statystów jak w LOTR) i rozwleczoną akcję. Mimo to hobbitowa trylogia i tak przyniosła gigantyczne zyski, utrwalając dominację Jacksona jako kreatora filmowego Śródziemia.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
W 2022 roku zadebiutował serial „Pierścienie Władzy” od Amazon Studios – najdroższy serial w historii (na 5 planowanych sezonów przeznaczono ponad miliard dolarów!). Jego akcja rozgrywa się tysiące lat przed wydarzeniami z Władcy Pierścieni i opowiada o Drugiej Erze – o losach elfów, wykuciu Pierścieni Władzy i początkach Saurona. Oczekiwania wobec tej produkcji były ogromne, ale po premierze opinie okazały się bardzo podzielone. Wielu widzów chwaliło piękne zdjęcia, muzykę i fakt, że serial stara się zachować „jacksonowski” rozmach. Inni krytykowali wolne tempo, zmiany w kanonie i niektóre niekonsekwencje fabularne. W rezultacie reakcje fanów były mieszane – obok głosów zachwytu pojawiło się mnóstwo krytycznych komentarzy. Mimo to serial przyciągnął sporą widownię, część obejrzała go chociażby z ciekawości, a kolejne sezony są w przygotowaniu. Czas pokaże, czy Pierścienie Władzy zdołają choć w części powtórzyć czar oryginalnej trylogii.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
Najważniejsze jednak, że fandom Tolkiena żyje i ma się świetnie niezależnie od oficjalnych kontynuacji. Fani Władcy Pierścieni wciąż organizują zloty, konwenty, przebierają się w kostiumy elfów, orków czy hobbitów na Comic-Conach. Nawet osoby, które nigdy nie czytały Tolkiena, znają dziś liczne odniesienia z filmów Jacksona. Dziś każdy kojarzy mem z Boromirem „One does not simply walk into Mordor”(„Nie można tak po prostu wejść do Mordoru”) czy powiedzenie „You shall not pass!” („Nie możesz przejść!”). Ten rodzaj trwałego oddziaływania na język i kulturę jest chyba najlepszym dowodem na to, że trylogia Jacksona naprawdę zaczarowała świat.
Władca Pierścieni, wciąż jest lepszy niż wszystko inne
dy w 2001 roku na ekrany wchodziła Drużyna Pierścienia, mało kto mógł przewidzieć, jak potężny wpływ wywrze ta trylogia na kinematografię i masową wyobraźnię. Peter Jackson zaryzykował karierę i zdrowie, aby spełnić swoje marzenie o wysokobudżetowej, filmowej wersji Władcy Pierścieni. Dzięki jego uporowi i pasji dostaliśmy coś więcej niż trzy znakomite filmy – dostaliśmy nowoczesny mit, opowieść, która jednocześnie bawi i uczy, wzrusza i inspiruje. Jackson pokazał, że czasem to, co wydaje się szaleństwem (kręcenie trzech filmów naraz na końcu świata), może przynieść wspaniałe owoce.

Gdyby nie mały hobbit o wielkim sercu, Frodo Baggins, Śródziemie ległoby w gruzach. Gdyby nie pewien uparty nowozelandzki reżyser, który nie odpuścił swojej wizji – nie mielibyśmy dziś tej cudownej trylogii. Jeden mały człowiek (choć o wielkiej wyobraźni) naprawdę zmienił oblicze popkultury. Dziś, ponad 20 lat później, trylogia ta wciąż lśni i nie ma sobie równych wśród filmowych opowieści fantasy.
0.078203201293945