siemka dzidki, trochę mi się nudziło więc z nudów zrobiłem siquel to znanej pasty "wujek foliarz" aktualizując ją o wydarzenia z ostatnich 5 lat
Pamiętacie wujka foliarza, o którym kiedyś mówiłem? To co w ciągu ostatnich 5 lat odjebał, to ja nie mogę…
Siedzę se w domu, pandemia dopiero raczkuje, w TV „myj ręce”, „noś maseczkę”, a wujek już w trybie DEFCON 1.
DZWONI O 6:12 RANO:
— MATI, NIE WYCHODŹ Z CHATY, JA JUŻ ZROBIŁEM PRÓBNY OPLOT Z TAŚMY PAKOWEJ NA DRZWIACH ŻEBY WIRUS NIE wszedł PRZEZ SZCZELINY.
Przyjeżdża pod blok, otwiera bagażnik a tam: paleta papieru toaletowego, 18 kg drożdży i 3 lampy UV z Allegro, bo „tak się w Rosji leczy grypę, że się świeci”.
Matka pyta:
— Po co ci tyle drożdży?
— GRAŻYNA, JAK TO WSZYSTKO PIERDOLNIE, TO BĘDZIEMY CHLEB ROBIĆ Z SAMEGO DUCHA ŚWIĘTEGO I DROŻDŻY, BO MĄKI NIE BĘDZIE.
Przez pierwszy tydzień lockdownu wujek wychodził do sklepu w masce z filtrem od odkurzacza i goglach do spawania. Ręce psikał domestosem tak, że mu paznokcie zbielały. Na klatce schodowej przykleił kartkę „STAN EPIDEMII – WINDĄ JEŹDZIĆ TYLKO WZROKIEM”. No i zbudował „bramkę dekontaminacyjną” z rozpylaczem do kwiatków. Sąsiadka poszła wyrzucić śmieci, wraca, a on ją pryska jak strażak na Śmigus Dyngus:
— PROSZĘ PANI, TO DLA BEZPIECZEŃSTWA!
— Ale ja mam tylko bioodpady…
— TYM BARDZIEJ!
W międzyczasie odkrył Telegram. O, panie. „Antyszczep-szturm-Krasnystaw 2” i takie tam. Dla wujka to była NASA plus Watykan w jednym. Miał „kod na telefon”:
„Kup ogórki” = „jest godzina policyjna”,
„Napraw lodówkę” = „ukryj się w piwnicy”,
„Masz kakao?” = „paliwo drożeje, bierz kanistry”.
Pomylił kody, zadzwonił do matki i wyszło mu:
— GRAŻYNA, MASZ KAKAO, BO OGÓRKI NIE DZIAŁAJĄ, LODÓWKA UPRZEDZA, ŻE WOJSKO WYSZŁO Z LASU.
Matka:
— …?
Kulminacja pandemii: wujek umówił się ze swoją ekipą przetrwania na zdalne „manewry Zoomowe”. Każdy miał z kamerą pokazać, jak robi izolatkę z koca i kijów od szczotki. Wujek odpalił lampę UV, żeby „zabić wirusa przed transmisją”. Spalił sobie kamerę, wyglądał jak Pikselowy Gollum. Dostał bana na 30 dni za „propagowanie metod medycznych wysokiego ryzyka”.
— DURR, BO PRAWDA KOLE, JA TO MÓWIĘ OD LAT!
Dobra, pandemia się tli, a tu 24 lutego rano… bum.
Wujek dzwoni, ale już nie DEFCON 1, tylko „Operacja Barbarossa na powiat”:
— MATI, PLAN „JASKÓŁKA” AKTYWUJEMY. JA PO WAS.
Za 12 minut Seicento pod klatką, bagażnik po dach: konserwy, liny, baniaki na paliwo, CB radio z lat 90., sklejony z magnetofonem „Kasprzak” bo „Kasprzak ma lepszą modulację sygnału, jak satelity wyłączą”.
Matka pyta:
— A broń?
— NIE DOSTAŁEM POZWOLENIA, ALE MAM NOWĄ PROCE I DZIEWIĘĆ NAKRĘTEK 17.
— A jak ktoś będzie miał karabin?
— TO MU NAKRĘTKĘ W LUFĘ.
Pamiętacie wujka foliarza, o którym kiedyś mówiłem? To co w ciągu ostatnich 5 lat odjebał, to ja nie mogę…
Siedzę se w domu, pandemia dopiero raczkuje, w TV „myj ręce”, „noś maseczkę”, a wujek już w trybie DEFCON 1.
DZWONI O 6:12 RANO:
— MATI, NIE WYCHODŹ Z CHATY, JA JUŻ ZROBIŁEM PRÓBNY OPLOT Z TAŚMY PAKOWEJ NA DRZWIACH ŻEBY WIRUS NIE wszedł PRZEZ SZCZELINY.
Przyjeżdża pod blok, otwiera bagażnik a tam: paleta papieru toaletowego, 18 kg drożdży i 3 lampy UV z Allegro, bo „tak się w Rosji leczy grypę, że się świeci”.
Matka pyta:
— Po co ci tyle drożdży?
— GRAŻYNA, JAK TO WSZYSTKO PIERDOLNIE, TO BĘDZIEMY CHLEB ROBIĆ Z SAMEGO DUCHA ŚWIĘTEGO I DROŻDŻY, BO MĄKI NIE BĘDZIE.
Przez pierwszy tydzień lockdownu wujek wychodził do sklepu w masce z filtrem od odkurzacza i goglach do spawania. Ręce psikał domestosem tak, że mu paznokcie zbielały. Na klatce schodowej przykleił kartkę „STAN EPIDEMII – WINDĄ JEŹDZIĆ TYLKO WZROKIEM”. No i zbudował „bramkę dekontaminacyjną” z rozpylaczem do kwiatków. Sąsiadka poszła wyrzucić śmieci, wraca, a on ją pryska jak strażak na Śmigus Dyngus:
— PROSZĘ PANI, TO DLA BEZPIECZEŃSTWA!
— Ale ja mam tylko bioodpady…
— TYM BARDZIEJ!
W międzyczasie odkrył Telegram. O, panie. „Antyszczep-szturm-Krasnystaw 2” i takie tam. Dla wujka to była NASA plus Watykan w jednym. Miał „kod na telefon”:
„Kup ogórki” = „jest godzina policyjna”,
„Napraw lodówkę” = „ukryj się w piwnicy”,
„Masz kakao?” = „paliwo drożeje, bierz kanistry”.
Pomylił kody, zadzwonił do matki i wyszło mu:
— GRAŻYNA, MASZ KAKAO, BO OGÓRKI NIE DZIAŁAJĄ, LODÓWKA UPRZEDZA, ŻE WOJSKO WYSZŁO Z LASU.
Matka:
— …?
Kulminacja pandemii: wujek umówił się ze swoją ekipą przetrwania na zdalne „manewry Zoomowe”. Każdy miał z kamerą pokazać, jak robi izolatkę z koca i kijów od szczotki. Wujek odpalił lampę UV, żeby „zabić wirusa przed transmisją”. Spalił sobie kamerę, wyglądał jak Pikselowy Gollum. Dostał bana na 30 dni za „propagowanie metod medycznych wysokiego ryzyka”.
— DURR, BO PRAWDA KOLE, JA TO MÓWIĘ OD LAT!
Dobra, pandemia się tli, a tu 24 lutego rano… bum.
Wujek dzwoni, ale już nie DEFCON 1, tylko „Operacja Barbarossa na powiat”:
— MATI, PLAN „JASKÓŁKA” AKTYWUJEMY. JA PO WAS.
Za 12 minut Seicento pod klatką, bagażnik po dach: konserwy, liny, baniaki na paliwo, CB radio z lat 90., sklejony z magnetofonem „Kasprzak” bo „Kasprzak ma lepszą modulację sygnału, jak satelity wyłączą”.
Matka pyta:
— A broń?
— NIE DOSTAŁEM POZWOLENIA, ALE MAM NOWĄ PROCE I DZIEWIĘĆ NAKRĘTEK 17.
— A jak ktoś będzie miał karabin?
— TO MU NAKRĘTKĘ W LUFĘ.
Zajeżdżamy na działkę – kwatera dowodzenia. Pamiętacie tę komórkę na rower? Teraz to magazyn NATO, tylko całe NATO ma naklejkę „To moje – Wujek”. Na drzwiach markerem: „KTO NIE Z RODZINY, TEN WRÓG”. W środku mapy, sznureczki, strzałki, a na środku stołu garnek z bigosem „na trzy tygodnie”. Wujek włącza CB:
— HALO BAZY, TU JASKÓŁKA, JAK MNIE SŁYCHAĆ?
Odpowiada jakiś TIRowiec:
— Jaskółka, u mnie 10/10, ale zejdź z kanału, bo blokujesz.
— PROSZĘ PANA, JAK TO WSZYSTKO PIERDOLNIE, TO MOJE KANAŁY BĘDĄ JEDYNE.
Wojna w TV 24/7, wujek robi „rotę dyżurową”:
— GRAŻYNA, TY NA RANIA, JA NA NOC, MATI – WYWIAD OTWARTY: TIKTOK, REDDIT, TELEGRAM, ALE NA TRYBIE SAMOLOTOWYM, ŻEBY SATELITY SIĘ NIE ZORIENTOWAŁY.
— Wujek, tryb samolotowy to brak internetu.
— WŁAŚNIE O TO CHODZI, ŻEBY NAS NIE NAMIERZYLI.
Po tygodniu ogarnął, że trzeba „zawalczyć o przewagę technologiczną”. Zadzwonił do szwagra z hutą szkła:
— ZROBISZ MI KULOODPORNE SZYBY DO ALTANKI?
— Nie ma takiej grubości.
— TO ZRÓB DWIE WARSTWY I PRZEŁÓŻ GAZETĄ.
No i mija czas, przyzwyczajenie rośnie, wujek uspokaja się trochę, aż przyszedł ten wrzesień z dronami. Telefony wyją, powiadomienia trzaskają, a wujek znów jak sprężyna:
— PLAN „Osa-Plus”! GRAŻYNA, NA PODWÓRKO!
Wybiegamy, a wujek już rozstawia na trójnogu… lornetkę z bazaru i wiatraczek od nagrzewnicy.
— TO JEST IMPROWIZOWANA JEDNOSTKA PRZECIWLOTNICZA NA SIŁY OBRACAJĄCE – JAK DRON PRZELECI, TO GO ZASSIE WIR.
— To jest wiatraczek do suszenia farby.
— WŁAŚNIE, DRON SIĘ SKLEI.
Potem stwierdził, że drony reagują na światło, więc ustawił na dachu stroboskop z Sylwestra. Sąsiad wzywa straż, bo mu epilepsja od tych błysków, a wujek na to:
— TO DLA WASZEGO DOBRA, A WY CO? TU SIĘ OBRONA PRZECIWDRONOWA ROBI!
Przyjechała policja, pyta grzecznie, co to za dyskoteka o 2 w nocy.
— PANOWIE, JA TU MAM STAN WYJĄTKOWY PRYWATNY.
Na Telegramie w międzyczasie reaktywowała się „brygada przetrwania”. Ustalili „punkt zborny” na działce. Przyjechało ich czterech i jeden przywiózł drona-kamerę, żeby „patrole powietrzne robić”. Wujek, cwaniak, wyjął procę „model ulepszony” i żeby „pokazać jak się zestrzeliwuje”, huknął nakrętką… i trafił prosto w kamerę. 2 tysiące w cholerę. Przywódca:
— TY JESTEŚ AGENT!
— DURR, JA? JA TU OJCZYZNĘ CHRONIĘ!
Znowu ban. Drugi raz. Rekord życiowy.
Wróciliśmy do domu po „ćwiczeniach”. Wujek wciąż z plecakiem EDC. Jedziemy windą, wujek rozgląda się, naciska STOP.
— MATI, JAK DRON WEJDZIE W SZACHT, MUSIMY MIEĆ PLAN.
— Wujek, drony nie wchodzą do wind.
— A CO, JAK TEN JEST MAŁY?
Najlepsze przyszło tydzień później. Wujek postanowił zainstalować „siatkę maskującą” na balkon. Kupił wędkarską, oliwkową. Zasłonił wszystko, jak bunkier U-Bootu. Matka wychodzi powiesić pranie – ciemno jak w piwnicy.
— CO TY, WUJASZEK, ROBISZ?
— GRAŻYNA, TERAZ NAS Z SATELITY NIE WIDAĆ.
— A pranie jak wyschnie?
— NIE WYSCHNIE. BEZPIECZEŃSTWO WAŻNIEJSZE.
— HALO BAZY, TU JASKÓŁKA, JAK MNIE SŁYCHAĆ?
Odpowiada jakiś TIRowiec:
— Jaskółka, u mnie 10/10, ale zejdź z kanału, bo blokujesz.
— PROSZĘ PANA, JAK TO WSZYSTKO PIERDOLNIE, TO MOJE KANAŁY BĘDĄ JEDYNE.
Wojna w TV 24/7, wujek robi „rotę dyżurową”:
— GRAŻYNA, TY NA RANIA, JA NA NOC, MATI – WYWIAD OTWARTY: TIKTOK, REDDIT, TELEGRAM, ALE NA TRYBIE SAMOLOTOWYM, ŻEBY SATELITY SIĘ NIE ZORIENTOWAŁY.
— Wujek, tryb samolotowy to brak internetu.
— WŁAŚNIE O TO CHODZI, ŻEBY NAS NIE NAMIERZYLI.
Po tygodniu ogarnął, że trzeba „zawalczyć o przewagę technologiczną”. Zadzwonił do szwagra z hutą szkła:
— ZROBISZ MI KULOODPORNE SZYBY DO ALTANKI?
— Nie ma takiej grubości.
— TO ZRÓB DWIE WARSTWY I PRZEŁÓŻ GAZETĄ.
No i mija czas, przyzwyczajenie rośnie, wujek uspokaja się trochę, aż przyszedł ten wrzesień z dronami. Telefony wyją, powiadomienia trzaskają, a wujek znów jak sprężyna:
— PLAN „Osa-Plus”! GRAŻYNA, NA PODWÓRKO!
Wybiegamy, a wujek już rozstawia na trójnogu… lornetkę z bazaru i wiatraczek od nagrzewnicy.
— TO JEST IMPROWIZOWANA JEDNOSTKA PRZECIWLOTNICZA NA SIŁY OBRACAJĄCE – JAK DRON PRZELECI, TO GO ZASSIE WIR.
— To jest wiatraczek do suszenia farby.
— WŁAŚNIE, DRON SIĘ SKLEI.
Potem stwierdził, że drony reagują na światło, więc ustawił na dachu stroboskop z Sylwestra. Sąsiad wzywa straż, bo mu epilepsja od tych błysków, a wujek na to:
— TO DLA WASZEGO DOBRA, A WY CO? TU SIĘ OBRONA PRZECIWDRONOWA ROBI!
Przyjechała policja, pyta grzecznie, co to za dyskoteka o 2 w nocy.
— PANOWIE, JA TU MAM STAN WYJĄTKOWY PRYWATNY.
Na Telegramie w międzyczasie reaktywowała się „brygada przetrwania”. Ustalili „punkt zborny” na działce. Przyjechało ich czterech i jeden przywiózł drona-kamerę, żeby „patrole powietrzne robić”. Wujek, cwaniak, wyjął procę „model ulepszony” i żeby „pokazać jak się zestrzeliwuje”, huknął nakrętką… i trafił prosto w kamerę. 2 tysiące w cholerę. Przywódca:
— TY JESTEŚ AGENT!
— DURR, JA? JA TU OJCZYZNĘ CHRONIĘ!
Znowu ban. Drugi raz. Rekord życiowy.
Wróciliśmy do domu po „ćwiczeniach”. Wujek wciąż z plecakiem EDC. Jedziemy windą, wujek rozgląda się, naciska STOP.
— MATI, JAK DRON WEJDZIE W SZACHT, MUSIMY MIEĆ PLAN.
— Wujek, drony nie wchodzą do wind.
— A CO, JAK TEN JEST MAŁY?
Najlepsze przyszło tydzień później. Wujek postanowił zainstalować „siatkę maskującą” na balkon. Kupił wędkarską, oliwkową. Zasłonił wszystko, jak bunkier U-Bootu. Matka wychodzi powiesić pranie – ciemno jak w piwnicy.
— CO TY, WUJASZEK, ROBISZ?
— GRAŻYNA, TERAZ NAS Z SATELITY NIE WIDAĆ.
— A pranie jak wyschnie?
— NIE WYSCHNIE. BEZPIECZEŃSTWO WAŻNIEJSZE.
Kulinarne wątki też były, wiadomo. Po lekcji z mlekiem w proszku wujek „nigdy więcej promocji”. Ale w Biedrze była wyprzedaż tuńczyka.
— HERP, MATI, TUŃCZYK JEST DOBRY, MA RTĘĆ, A RTĘĆ ZABIJA DRONY FALĄ PSYCHICZNĄ.
— Wujek, rtęć to ty co najwyżej w siebie wpakujesz.
— ALE DRON SIĘ ZASTANOWI, CZY TU LATAĆ.
— Dróny nie myślą, wujek.
— MYŚLĄ CI, CO JE STERUJĄ. ICH TEŻ ODUSTRASZY.
Standard: „jak to wszystko pierdolnie”, odmiana pandemiczno-wojenna:
— No zobaczysz, Mati, jak to wszystko pierdolnie, drony będą łowić ludzi jak ryby.
— Czekajcie tylko, jak to wszystko pierdolnie, to moja siatka na balkonie uratuje naszą linię genetyczną.
— Na Ukrainie czołgi, zaraz to wszystko pierdolnie.
— Na Bałtyku jakieś wycieki, mówiłem, że to wszystko pierdolnie.
— Nooo, teraz to już na pewno to wszystko…
— A nie mówiłem…? (mówi to co tydzień).
Apogeum histerii: przyszła paczka z Chin – wujek zamówił „wykrywacz dronów” (czyli detektor sygnału Wi-Fi za 39,99). Założył go na ramię jak Pip-Boy, chodzi po osiedlu, piszczy mu przy każdym routerze.
— O, widzisz? WROGIE NADAJNIKI.
— To Wi-Fi z Żabki.
— WŁAŚNIE! ZABKA TO SKRÓT OD „ZESPOLONA AGENCJA BEZKABLOWEJ KONTROLI ANTYPOLSKIEJ”.
— …?
Puenta? Spotykamy się całą rodziną. Wujek wchodzi, odkłada plecak EDC na krzesło, siada i mówi z powagą:
— Dobrze, że się śmiejecie, dobrze, że mi mówicie „wujek, zostaw tę procę, to jest mikser kuchenny, nie głośnik kierunkowy”. ALE… ZOBACZYMY, KTO SIĘ BĘDZIE ŚMIAŁ OSTATNI.
Milknie, patrzy w okno.
— A TERAZ SŁUCHAJCIE: MAM NOWY PLAN.
— Jaki znowu plan, wujek?
— BUDUJĘ PODZIEMNY TUNEL Z DZIAŁKI DO PIWNICY. TAKI MAŁY, ŻEBY DRON NIE wszedł.
— Wujek, to kilometr i pół.
— TO DOBRZE, BĘDZIE CZAS NA ROZMOWĘ.
I wstaje, zakłada plecak, wiąże buty.
— GRAŻYNA, MATI, PAKUJCIE SIĘ NA LEKKO. PÓJDZIEMY ZWIAD.
— Po co teraz?
— BO TERAZ JESZCZE NIE PIERDOLNĘŁO. A JAK PIERDOLNIE, TO JUŻ BĘDZIE ZA PÓŹNO.
Notorycznie odpierdala xD I tak sobie myślę: kiedyś śmialiśmy się z Seicento wypakowanego po dach, a dziś… no, dalej się śmiejemy. Ale w plecaku bandaż jednak trzyma. Na wszelki wypadek. Bo jak to wszystko pierdolnie… to przynajmniej będzie papier toaletowy. I stroboskop na drony.
— HERP, MATI, TUŃCZYK JEST DOBRY, MA RTĘĆ, A RTĘĆ ZABIJA DRONY FALĄ PSYCHICZNĄ.
— Wujek, rtęć to ty co najwyżej w siebie wpakujesz.
— ALE DRON SIĘ ZASTANOWI, CZY TU LATAĆ.
— Dróny nie myślą, wujek.
— MYŚLĄ CI, CO JE STERUJĄ. ICH TEŻ ODUSTRASZY.
Standard: „jak to wszystko pierdolnie”, odmiana pandemiczno-wojenna:
— No zobaczysz, Mati, jak to wszystko pierdolnie, drony będą łowić ludzi jak ryby.
— Czekajcie tylko, jak to wszystko pierdolnie, to moja siatka na balkonie uratuje naszą linię genetyczną.
— Na Ukrainie czołgi, zaraz to wszystko pierdolnie.
— Na Bałtyku jakieś wycieki, mówiłem, że to wszystko pierdolnie.
— Nooo, teraz to już na pewno to wszystko…
— A nie mówiłem…? (mówi to co tydzień).
Apogeum histerii: przyszła paczka z Chin – wujek zamówił „wykrywacz dronów” (czyli detektor sygnału Wi-Fi za 39,99). Założył go na ramię jak Pip-Boy, chodzi po osiedlu, piszczy mu przy każdym routerze.
— O, widzisz? WROGIE NADAJNIKI.
— To Wi-Fi z Żabki.
— WŁAŚNIE! ZABKA TO SKRÓT OD „ZESPOLONA AGENCJA BEZKABLOWEJ KONTROLI ANTYPOLSKIEJ”.
— …?
Puenta? Spotykamy się całą rodziną. Wujek wchodzi, odkłada plecak EDC na krzesło, siada i mówi z powagą:
— Dobrze, że się śmiejecie, dobrze, że mi mówicie „wujek, zostaw tę procę, to jest mikser kuchenny, nie głośnik kierunkowy”. ALE… ZOBACZYMY, KTO SIĘ BĘDZIE ŚMIAŁ OSTATNI.
Milknie, patrzy w okno.
— A TERAZ SŁUCHAJCIE: MAM NOWY PLAN.
— Jaki znowu plan, wujek?
— BUDUJĘ PODZIEMNY TUNEL Z DZIAŁKI DO PIWNICY. TAKI MAŁY, ŻEBY DRON NIE wszedł.
— Wujek, to kilometr i pół.
— TO DOBRZE, BĘDZIE CZAS NA ROZMOWĘ.
I wstaje, zakłada plecak, wiąże buty.
— GRAŻYNA, MATI, PAKUJCIE SIĘ NA LEKKO. PÓJDZIEMY ZWIAD.
— Po co teraz?
— BO TERAZ JESZCZE NIE PIERDOLNĘŁO. A JAK PIERDOLNIE, TO JUŻ BĘDZIE ZA PÓŹNO.
Notorycznie odpierdala xD I tak sobie myślę: kiedyś śmialiśmy się z Seicento wypakowanego po dach, a dziś… no, dalej się śmiejemy. Ale w plecaku bandaż jednak trzyma. Na wszelki wypadek. Bo jak to wszystko pierdolnie… to przynajmniej będzie papier toaletowy. I stroboskop na drony.