22
Witam serdecznie, mam taką rozkminę. Jestem inżynierem automatykiem po studiach ale to nieważne. W techniku mechatronicznym niektórzy nauczyciele przedmiotów zawodowych wpajali nam żebyśmy się uczyli tylko tych rzeczy które przydadzą nam się w życiu i dadzą pieniądze ale tylko takich. Wprost mówili żeby nie czytać lektur bo po co, żeby nie uczyć się historii bo w życiu się to nie przyda czy żeby nie uczyć się chemii czy biologii bo po co nam wiedza o kwasach karboksylowych i pierwotniakach w codziennym życiu. Zasadniczo liczą się tylko przedmioty zawodowe i może język angielski a reszta do kosza. To wywołało taką reakcję niektórych uczniów że całkowicie przestali się starać na pozostałych przedmiotach. To jedno. Druga sprawa to chwalenie się że jako szkoła kształcimy suoer fachowców którzy po szkole od razu idą do pracy i wszystko wiedzą, ogólnie taki kult pracy (w przemyśle) i wyścig kto będzie lepszym fachowcem. Na żadnym etapie nie nauczyli nas chociażby inwestowania, jakichś podstaw ekonomii, nie nauczyli co robić z pieniędzmi, jak zrobić żeby to one na nas pracowały a nie my. Człowiek ma tylko pracować w kołchozie na 3 zmiany i tak jest dobrze bo przecież jest fachowcem. Do tego ma być półinteligentem nieświadomym dziedzictwa zachodniego kręgu kulturowego i Europy łacińskiej bo przecież komu to potrzebne. Zapraszam do dyskusji. Szkołę samą w sobie wspominam bardzo dobrze ale ni właśnie, z wielu materii muszę się teraz dokształcać samemu.
0.070413112640381