37
Witam dzidki
z góry dzięki, że to przeczytacie.  

Zacznę od tego, że mam dość dużą wadę wymowy. Dość późno nauczyłem się mówić — dopiero około 5. roku życia. Wynikało to z tego, że mam słaby słuch, więc po prostu powtarzałem to, co słyszałem, często niepoprawnie.  
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy nauczyłem się czytać. Doskonale pamiętam, jak w przedszkolu pani uczyła mnie indywidualnie składać litery. Kiedy zacząłem je łączyć w całe wyrazy, miałem w głowie coś w rodzaju „olśnienia” — po raz pierwszy usłyszałem poprawne brzmienie słów. To był moment, w którym jakby *kliknęło* i zacząłem mówić coraz lepiej.  

Od tamtej pory mówiłem już w miarę normalnie, chociaż czasem się zająkałem. W dzieciństwie miałem traumę związaną z mówieniem — zdarzało się, że rówieśnicy się ze mnie naśmiewali. Mimo to, w około 95% przypadków mówiłem płynnie i bez większych problemów.  

Poważniejsze trudności zaczęły się dopiero po 25. roku życia. Zauważyłem duży regres w płynności mowy — praktycznie w każdym zdaniu pojawia się zacięcie, jąkam się, często w połowie słowa po prostu się zatrzymuję. Kiedy próbuję coś powiedzieć, rozglądam się oczami, jakby szukając „wyjścia” z blokady. Czasem mam dni, kiedy potrafię mówić płynnie, jak katarynka, ale to niestety rzadkość.  

Postanowiłem w końcu coś z tym zrobić i umówiłem się na wizytę online z neurologopedą.  
Czy ktoś z Was miał podobne doświadczenia? Może ktoś leczył jąkanie albo wady wymowy i może powiedzieć, jak wyglądała terapia?
0.060328960418701