66
Niestety dystrybutor przestał ją sprzedawać. A empik ostatnie opakowania wrzucił na promkę. No to co było robić, objeżdżałem wszystkie empiki w promieniu 150 km i je skupowałem. (tak, jestem aż tak jebnięty). Wymagało to zaplanowania całej trasy, który salon pierwszy, który ostatni, jak dojechać, żeby wszystkie opierdolić tego samego wieczoru, zanim mi się gelerie pozamykają, itp., itd. No i wpadałem jak jakiś bandyta na dzikim zachodzie, pędem do półek z kawą, sciągałem ile mieli zapasów (o ile w ogóle) i dzida do kas. Kas oczywiście nie ma, bo skurwiały empik od dawna dość agresywnie wymusza samokasowanie. Są bezczelni do tego stopnia, ze mieli nawet jakiś okres, że jak szedłeś do kasy z kasjerem i mówiłeś, że płatnosć kartą, to kasjer wychodził zza lady i prowadził cię do stanowiska samoobsługowego (sic! kurwa). Potem zdaje się ktoś zrobił porutę i im to z pustego łba wybił. Ale do brzegu. W jednym salonie trafiłem sześć opakowań, po pół kg. Cudownie. Zapierdalam do kasy, żeby zdążyć do ostatnich dwóch salonów, które mi zostały. Kasjerów oczywiście niet, bo na chuj, jak się robactwo samo może rozliczyć. Ale luz, za tę kawę moge przez chwile popracować w empiku. Jebać, wpisze se do cv XD. Dopadam do kasy i zaczynam procedurę. Pik, pik, pik, pik, pik, pik. Słyszę, że wszystko weszło, z ekranem sprawdzam, ale nie widzę całej listy, bo ekranik malutki. Cena mniej więcej się zgadza, to płacę. Szukam jeszcze tej skurwiałej torby papierowej, żeby doliczyć i się spakować. Jest. Płacę. Spierdalam. No i parę metrów przed bramkami mnie tknęło. Sprawdź paragon, myślę. A że wstydu publicznego użerania sie z ochroną się boję, to sprawdziłem. I co? I gówno! Pięć się nabiło, a nie sześć. Japierdolekurwa.exe Wrócięłm się, nabiłem szóstą kawę i dopiero wyszedłem.
Po co to piszę? Ano po to, że gdyby nie ta przygoda, to bym nie uwierzył, że to może tak chujowo działać. Nie jestem fanem Berkowicza, jak se przypomnę to jego "w dupie miałem socjalizm" to mnie skręca z krindżu, uważam, że chłop gówno robi, a się lansuje i że polskiej polityce lepiej by było bez niego. Ale w tej sprawie ja mu wierzę i go popieram, bo nie ma chuja we wsi, żeby za jakieś woreczki strunowe sztuk dwie rzyzykował swoją karierę polityczną, np w europarlamencie (wymarzone koryto ich wszystkich).
A tak w ogóle to uważam, jak na obrazku poniżej:
Miałem kiedyś ulubioną kawę
0.067039966583252