Dyskusje ogólne
11 m
14
Wszystko co tu piszę to sytuacje które miały miejsce.
Dzidka zainspirowana inną dzidą z dnia dzisiejszego, gdzie kolega po fachu chwalił się jak ładnie skrzynkę uszył.
Obrazki nie powiązane z opisywanymi sytuacjami i zdarzeniami, zajumane z tik toka i innych, swoich zdjęć nie mam, bo jak robiłem wtopy to jeszcze nie było smartfonów ;)
Dzidka zainspirowana inną dzidą z dnia dzisiejszego, gdzie kolega po fachu chwalił się jak ładnie skrzynkę uszył.
Obrazki nie powiązane z opisywanymi sytuacjami i zdarzeniami, zajumane z tik toka i innych, swoich zdjęć nie mam, bo jak robiłem wtopy to jeszcze nie było smartfonów ;)
Opowieść pierwsza.
O elektryku który żółto-zielony używał jako fazowy.
Działa? Działa! To na chuj zmieniać.
To opowieść o elektryku starej daty, który zawsze, ale to zawsze jako przewód ochrony (czy to PE, czy PEN) podpinał przewód brązowy a jak nie było brązowego to szary, ewentualnie jakikolwiek inny, jednak nigdy nie żółto-zielony. Uważał on, iż przed wojną przewód ochronny miał kolor czerwony i taki należy podpinać jako ochrony i dziś. A jak czerwonego nie ma, to trzeba brać barwę najbliższą czerwieni. Czy to brązowy, czy szary, czy czarny i chuj.
Przy takiej metodce żółto-zielony zawsze lądował jako fazowy. Działa do dziś.
Koleś miał zawsze zdane SEPy do 110 kV, pracował na rozdzielniach WN i SN, prócz pracy w zakładzie produkcyjnym w utrzymaniu ruchu miał swoją firmę elektroinstalatorską w której zatrudniał około 20 osób (i oni pewnie tak samo łączyli przewody). Firma miała spore wzięcie, stawiał na przykład elektrykę całej sieci stacji paliw znanej matki (kilkadziesiąt stacji).
Kiedyś w moim zakładzie pracy postanowili zrobić pokaz dla klienta. Firma produkowała osprzęt dla górnictwa. Postanowili zrobić kopalnie na powierzchni. Uprzątnęli halę z maszyn, przywieźli kombajn górniczy, postawili obudowy ścianowe, zbudowali coś na kształt ściany kopalni. No i trzeba było to wszystko zasilić. Kopalnia, sieć IT 6kV. Kupili transformator 20 kV/6kV, trafo wstawili do komory trafo na stacji zasilającej, kupili kabel 120mm2, pamiętam, tak piżdżący po oczach, bo różowy, kupili zaciskarkę i złączki. No i UR miało go podłączyć. Ja poszedłem łączyć go od strony trafo kopalnianego (nie pamiętam jak się ten zespół stycznikowy nazywał, ale takie bydlę całe zabudowane, iskrobezpieczne). Ten mój kolega z drugiej strony do trafo 20 kV. Kabel "obieraliśmy" zwykłymi nożykami, kozikami. O knipexach czy innych takich nikt nawet nie marzył (lata 2000). Obrałem kabel ze swojej strony, każda żyła była dodatkowo owinięta ekranem. Odwinąłem, uciąłem, zapracowałem końcówki, poskręcałem i poszedłem do domu, bo skończyła mi się zmiana.
Siedzę sobie w domu, godzina 16. Gram w jakąś gierkę a tu nagle, jeb, światło gaśnie, po sekundzie się zapala i znowu gaśnie. Patrzę przez okno na miasto, wszędzie ciemno. Chuj, myślę, pewnie zasilanie załączyli na 2-giej zmianie. Kurwa, w kablu nie było żółto-zielonego, zresztą kabel 4 żyłowy, N niebieskie, no nie mogłem nic spierdolić.
Telefonów nie było, więc nikt nie dzwonił. Rano idę do pracy. Przechodzę obok stacji trafo. Drzwi wyrwane, cała komora trafo w miedzi jakby wymalowana. Trafo z upalonymi przyłączami, szynoprzewodów nie ma...
No cóż. Mieliśmy zwarcie na 6kV, bo ten idiota nie odwinął tego ekranu z żył i zawinął go tylko na końcu taśmą izolacyjną. Tłumaczył, że przecież on nie przewidzi, bo zmierzył oporność - uwaga - miernikiem 9V. No I faktycznie jak mierzyć miernikiem to rezystancja nieskończona ;)
Nikt za to nie beknął, jedynie ta sytuacja uratowała życie dwóm innym elektrykom w sytuacji która miała miejsce pół roku później, ale to już w kolejnej dzidzie. Trzymajcie się. Wypierdalam.
O elektryku który żółto-zielony używał jako fazowy.
Działa? Działa! To na chuj zmieniać.
To opowieść o elektryku starej daty, który zawsze, ale to zawsze jako przewód ochrony (czy to PE, czy PEN) podpinał przewód brązowy a jak nie było brązowego to szary, ewentualnie jakikolwiek inny, jednak nigdy nie żółto-zielony. Uważał on, iż przed wojną przewód ochronny miał kolor czerwony i taki należy podpinać jako ochrony i dziś. A jak czerwonego nie ma, to trzeba brać barwę najbliższą czerwieni. Czy to brązowy, czy szary, czy czarny i chuj.
Przy takiej metodce żółto-zielony zawsze lądował jako fazowy. Działa do dziś.
Koleś miał zawsze zdane SEPy do 110 kV, pracował na rozdzielniach WN i SN, prócz pracy w zakładzie produkcyjnym w utrzymaniu ruchu miał swoją firmę elektroinstalatorską w której zatrudniał około 20 osób (i oni pewnie tak samo łączyli przewody). Firma miała spore wzięcie, stawiał na przykład elektrykę całej sieci stacji paliw znanej matki (kilkadziesiąt stacji).
Kiedyś w moim zakładzie pracy postanowili zrobić pokaz dla klienta. Firma produkowała osprzęt dla górnictwa. Postanowili zrobić kopalnie na powierzchni. Uprzątnęli halę z maszyn, przywieźli kombajn górniczy, postawili obudowy ścianowe, zbudowali coś na kształt ściany kopalni. No i trzeba było to wszystko zasilić. Kopalnia, sieć IT 6kV. Kupili transformator 20 kV/6kV, trafo wstawili do komory trafo na stacji zasilającej, kupili kabel 120mm2, pamiętam, tak piżdżący po oczach, bo różowy, kupili zaciskarkę i złączki. No i UR miało go podłączyć. Ja poszedłem łączyć go od strony trafo kopalnianego (nie pamiętam jak się ten zespół stycznikowy nazywał, ale takie bydlę całe zabudowane, iskrobezpieczne). Ten mój kolega z drugiej strony do trafo 20 kV. Kabel "obieraliśmy" zwykłymi nożykami, kozikami. O knipexach czy innych takich nikt nawet nie marzył (lata 2000). Obrałem kabel ze swojej strony, każda żyła była dodatkowo owinięta ekranem. Odwinąłem, uciąłem, zapracowałem końcówki, poskręcałem i poszedłem do domu, bo skończyła mi się zmiana.
Siedzę sobie w domu, godzina 16. Gram w jakąś gierkę a tu nagle, jeb, światło gaśnie, po sekundzie się zapala i znowu gaśnie. Patrzę przez okno na miasto, wszędzie ciemno. Chuj, myślę, pewnie zasilanie załączyli na 2-giej zmianie. Kurwa, w kablu nie było żółto-zielonego, zresztą kabel 4 żyłowy, N niebieskie, no nie mogłem nic spierdolić.
Telefonów nie było, więc nikt nie dzwonił. Rano idę do pracy. Przechodzę obok stacji trafo. Drzwi wyrwane, cała komora trafo w miedzi jakby wymalowana. Trafo z upalonymi przyłączami, szynoprzewodów nie ma...
No cóż. Mieliśmy zwarcie na 6kV, bo ten idiota nie odwinął tego ekranu z żył i zawinął go tylko na końcu taśmą izolacyjną. Tłumaczył, że przecież on nie przewidzi, bo zmierzył oporność - uwaga - miernikiem 9V. No I faktycznie jak mierzyć miernikiem to rezystancja nieskończona ;)
Nikt za to nie beknął, jedynie ta sytuacja uratowała życie dwóm innym elektrykom w sytuacji która miała miejsce pół roku później, ale to już w kolejnej dzidzie. Trzymajcie się. Wypierdalam.