Kawał z czasów drugowojnnego politycznego burdelu.
Węgry wypowiadają wojnę USA. Węgierski ambasador idzie poinformować o tym urzędnika Depatamentu Stanu USA:
- Czy mógłby Wasza Ekscelencja jeszcze raz przypomnieć jaki kraj reprezentuje? -zapytał urzędnik
- Królestwo Węgier
- A kto jest tam królem?
- Nie mamy króla. Główą panśtwa jest admirał Horthy.
- W takim razie, do jakiego morza macie dostęp?
- Nie mamy dostępu do morza.
- Hmm... - zastanowił sie biurokrata - ...a czy w takim razie macie jakieś pretensje terytorialne do USA?
- Nie
- A do sojuszników USA?
- Nie
- A do jakiś innych państw?
- Tak... do Rumunii, Słowacji i Niemiec.
- To dlaczego im nie wypowiecie wojny?
- Na Boga! Nie możemy, to są przecież nasi sojusznicy.
Węgry wypowiadają wojnę USA. Węgierski ambasador idzie poinformować o tym urzędnika Depatamentu Stanu USA:
- Czy mógłby Wasza Ekscelencja jeszcze raz przypomnieć jaki kraj reprezentuje? -zapytał urzędnik
- Królestwo Węgier
- A kto jest tam królem?
- Nie mamy króla. Główą panśtwa jest admirał Horthy.
- W takim razie, do jakiego morza macie dostęp?
- Nie mamy dostępu do morza.
- Hmm... - zastanowił sie biurokrata - ...a czy w takim razie macie jakieś pretensje terytorialne do USA?
- Nie
- A do sojuszników USA?
- Nie
- A do jakiś innych państw?
- Tak... do Rumunii, Słowacji i Niemiec.
- To dlaczego im nie wypowiecie wojny?
- Na Boga! Nie możemy, to są przecież nasi sojusznicy.