41
Bogactwo kraju rośnie tylko wtedy, kiedy coś wytwarzamy i sprzedajemy światu. To jest moment, w którym do naszego podwórka wpływają nowe pieniądze. Produkcja i eksport to jak ustawianie kolejnych wiader pod zewnętrznym strumieniem (realny dopływ).

Natomiast większość usług wewnętrznych działa jak przelewanie tej samej wody między własnymi wiadrami. Ktoś zarobi, ktoś zapłaci, ale suma pieniędzy w kraju się nie zmienia. System kręci się w miejscu.

W tym kontekście osoba, która nie tworzy żadnej nowej wartości, a jedynie zarabia na tym, co już jest w obiegu, funkcjonuje jak element zbędny na poziomie makroekonomicznym. Z biologicznej perspektywy można to porównać do pasożyta, żyje z zasobów gospodarza, ale nie dokłada energii do organizmu.

Na tle tej metafory widać też, jak wygląda rola banków, rentierów i usług, które nie tworzą wartości, a tylko pobierają opłaty. System bankowy w swojej zdrowej formie powinien być pompą, ułatwiać przepływ wody do wiader produkcyjnych, finansować rozwój, inwestycje, eksport. Niestety często zachowuje się jak zestaw kraników pobierających prowizje za samo stanie obok wiadra. 

Rentierzy robią to jeszcze bardziej, czerpią z zasobów zgromadzonych przez tych, którzy naprawdę produkują, nie dokładając nowych pieniędzy do systemu.

Czy zatem nie powinniśmy traktować inaczej bogatych, którzy uzyskali bogactwo na koszt miejscowych, tj. przez pasożytowanie na ich pracy lub marżach z importu, a inaczej bogatych którzy sprowadzili to bogactwo z zewnątrz przez eksport?
0.070595026016235