337
Pamiętacie może czasopismo DINOZAURY! wydawane przez DeAGOSTINI jakoś od 1994 roku? Oczywiście, że pamiętacie! /zdanie gimbów nie jest brane pod uwagę/
Największe oszustwo dzieciństwa od czasu defraudacji komunijnych środków pieniężnych
Jak chyba każdy posiadacz siusiaka pyzy jarałem się możliwością złożenia szkieletu Tyranozaura Rexa... 
Największe oszustwo dzieciństwa od czasu defraudacji komunijnych środków pieniężnych
... który oprócz tandetnej jakości i wyglądu świecił w ciemności jak napromieniowany uranem!
Największe oszustwo dzieciństwa od czasu defraudacji komunijnych środków pieniężnych
Jednakże po wciśnięciu we właściwe miejsce ostatniego elementu szkieletu i wyeksponowaniu modelu na honorowym miejscu na biurku oczekiwałem następnego numeru. Po przeciągających się dwóch tygodniach w końcu ruszyłem do kiosku i kupiłem upragniony numer, który miał zwieńczyć wielotygodniowe polowanie na zeszyty w kioskach i ostrożne składanie elementów. Po opłaceniu należnych 29 000,00 zł otrzymałem do rąk wyczekiwany numer 10 serii, co od początku wzbudziło moje podejrzenia. Zeszyt był zbyt cienki, żeby mógł pomieścić to, co powinien. Po dotarciu do domu niezwłocznie zacząłem wertować numer i rzeczywiście - nie było po tym śladu. W treści również nic.
Dla pewności (pamięć bywa przecież zawodna) rozpocząłem przeglądanie archiwów i włala! Jest!
Największe oszustwo dzieciństwa od czasu defraudacji komunijnych środków pieniężnych
Największe oszustwo dzieciństwa od czasu defraudacji komunijnych środków pieniężnych
Gdzie skóra mojego Tyranozaura?!

Nikt nie ciągnął tego wątku w kolejnych numerach. Po prostu udawali, że nic się nie stało. Światełko w tunelu zapaliło się, kiedy jeden kolega w klasie powiedział, że on ma taką skórę, tylko trzeba napisać do wydawnictwa.

Pawełek, ty kłamliwa, gruba kurwo.

DeAGOSTINI, wy jeszcze większe kłamliwe kurwy!

Byłem tak rozstrojony nerwowo, że przypadkiem upuściłem model swojego Tyranozaura i złamał mu się ogon. Szczęśliwie można było zamówić archiwalne numery, co też moi rodzice zrobili. Po długim czasie (wtedy normalnym - była tylko Poczta Polska, paczkomatów i kurierów nie było) numer z brakującą mi częścią dotarł, więc niezwłocznie złożyłem znowu kompletny model. Niestety po około tygodniu sytuacja się powtórzyła i ogon znowu się złamał. Niestety kolejna przesyłka nie mieściła się już chyba w budżecie z moich komunijnych funduszy, także po tych traumatycznych wydarzeniach moja miłość do dinozaurów (jako czasopismo oczywiście) się skończyła.

Dobra, wypierdalam, bo znowu mi coś wpadło do oka.
0.063654184341431