Humor
10 m
24
Siema dzidy, najbardziej lubię te prawdziwe, domowe historie — takie, które same się piszą i są lepsze niż jakiekolwiek zmyślone. No to mam dla was świeży smaczek z życia, wczorajszy jeszcze ciepły.
Niedziela, totalny chill. Schodzę na dół i widzę moją żonę szykującą się do wyjścia. A że jej make-up tego dnia miał trochę vibe jakby ktoś go rysował w Paintcie… no to palnąłem żart, że wygląda, jakby przed chwilą piła barszcz, a kontury zostały jej z kubka. Wiadomo — głupi, ojcowski humor.
Moja siedmiolatka oczywiście od razu parsknęła śmiechem. Śmieliśmy się jak dwa głąby dłuższą chwilę. Żona natomiast… cóż. Nastąpiło klasyczne foch.exe i pakiet tekstów typu „cham”, „wieśniak”, „nietaktowny”, „co za mąż mi się trafił” — pełen zestaw premium.
Minęła godzina. Siedzimy z młodą w salonie, jeszcze dochodząc do siebie po śmiechu, a żona schodzi na dół, dalej obrażona tak ceremonialnie, że aż powietrze w salonie zgęstniało.
I nagle moja córka, z powagą godną zawodowego komika, rzuca w stronę drzwi:
— Ładnie wyglądasz.
Żona momentalnie ożywa, jakby tylko na to czekała. Włącza monolog:
— Kochanie, nie musisz mnie pocieszać… Nie przejmuj się tym, co tata powiedział… Wiem, że przeżywasz, że jestem smutna…
A mała siedzi spokojnie, czeka aż fala słów minie, po czym patrzy na mnie i rzuca:
— Mówiłam do taty.
Zrobiła to tak sucho, tak celnie, że oboje ryknęliśmy śmiechem na kolejne dziesięć minut. Żona tylko przewróciła oczami, ale nawet jej już kąciki ust trochę drgnęły.
Niedziela z bani, ale duma z mojego siedmioletniego komika — bezcenna.
Niedziela, totalny chill. Schodzę na dół i widzę moją żonę szykującą się do wyjścia. A że jej make-up tego dnia miał trochę vibe jakby ktoś go rysował w Paintcie… no to palnąłem żart, że wygląda, jakby przed chwilą piła barszcz, a kontury zostały jej z kubka. Wiadomo — głupi, ojcowski humor.
Moja siedmiolatka oczywiście od razu parsknęła śmiechem. Śmieliśmy się jak dwa głąby dłuższą chwilę. Żona natomiast… cóż. Nastąpiło klasyczne foch.exe i pakiet tekstów typu „cham”, „wieśniak”, „nietaktowny”, „co za mąż mi się trafił” — pełen zestaw premium.
Minęła godzina. Siedzimy z młodą w salonie, jeszcze dochodząc do siebie po śmiechu, a żona schodzi na dół, dalej obrażona tak ceremonialnie, że aż powietrze w salonie zgęstniało.
I nagle moja córka, z powagą godną zawodowego komika, rzuca w stronę drzwi:
— Ładnie wyglądasz.
Żona momentalnie ożywa, jakby tylko na to czekała. Włącza monolog:
— Kochanie, nie musisz mnie pocieszać… Nie przejmuj się tym, co tata powiedział… Wiem, że przeżywasz, że jestem smutna…
A mała siedzi spokojnie, czeka aż fala słów minie, po czym patrzy na mnie i rzuca:
— Mówiłam do taty.
Zrobiła to tak sucho, tak celnie, że oboje ryknęliśmy śmiechem na kolejne dziesięć minut. Żona tylko przewróciła oczami, ale nawet jej już kąciki ust trochę drgnęły.
Niedziela z bani, ale duma z mojego siedmioletniego komika — bezcenna.