36
Dziennik nauczyciela, dzień 784:  Jak jesteśmy okradani na edukacji nowych pokoleń ?

Wciskają do normalnych szkół dzieciaki specjalne i nie, nie mówie tu o paru na całą szkołe tylko o masie gdzie co w drugiej/trzeciej klasie są dzieciaki z autyzmem/aspergerem itp. W skali szkoły to są całe klasy specjalnych dzieciaków. Część to dzieciaki, które dostały lewe opinie o problemach, ale duża część także to prawdziwe problemy.

Powód ?

aby nie wydawać dodatkowej kasy na nie bo nauczyciel z kwalifikacjami do nauczania takich dzieciaków kosztuje dwa, trzy lub cztery razy tyle co normalny (tak, to jest dobrze zapisane, tyle zarabiają bo nauczyciele specjalni robią dzieciakom specjalnym za niańki bo taki potrafi się nawet na lekcji zesrać w gacie bo nie ogarnie, że ból w brzuchu to prośba o wylot gówna na świat i jednocześnie ma je nauczyć jak np. się dodaje, mnoży, prowadzi normalną rozmowę, uczy ich całego życia bo rodzic często nie ogarnia nauczania/musi zarobić na utrzymanie).

Część lepiej ogarniających dają do normalnych, resztę zostawia się w tym "specjalnych gronie" i usuwa nadmiarowych nauczycieli specjalnych aby ciąć "koszta" gdzie jednocześnie zawsze znajdzie się kasa na duperele typu "szkolenia"/"kursy"/"gadżety edukacyjne"/"nowe opracowania podstawy programowej". Normalnemu oczywiście za to nic nie dołożą bo po co jak dzieciak "prawie" ogarnia to samo co normalny. Gdzie w przypadku prędkości przyjmowania wiedzy nie jest to takie samo bo normalny uczy się funkcji kwadratowych i rzeczy z nimi związanych w ciągu tygodnia lub dwóch. Specjalny potrzebuje 2-3 miesięce aby było wiadomo, że wie co, gdzie, jak i po co są te obliczenia 

Problem powoli narasta bo coraz więcej osób w takiej klasie obniża jej poziom i trudniej się pracuje gdy masz doczynienia z coraz niższym IQ. Jednocześnie normalni nauczyciele nie mają przeszkolenia do pracy z takimi uczniami. Nie ma efektu przystosowania dzieciaka lekko specjalnego do społeczeństwa tak jak kiedyś gdy był jeden specjalny i reszta normalnych wymuszała na nim adaptacje,  tylko robi się rzecz odwrotna.

Normalne dzieciaki głupieją, obniżaja swoje cele itp. bo nauczyciel musi sie zajać specjalnymi aby w ogóle dały radę zdać do następnej klasy i nie ciągnie poziomu w górę gdy jest taka możliwość ani nie korzysta z talentów dobrych uczniów aby ich promować. Niektórzy utalentowani na etapie szkoły średniej potrafią ogarniać matme ze studiów wiec mogli by lecieć z trudniejszymi tematami robiąc z nich tytanów matematyki. Niestety jest to rzecz trudna do ogarnięcia gdy masz kilku co ledwo ogarniają na jakim są przedmiocie 

Do tego oczywiście dochodzą pierdolnięte mamusie, które uważają swoje specjalne dzieci za normalne, i że to problem nauczyciela/klasy, ale nie ich. Jednocześnie pobłażają takim dzieciom i pozwalają na więcej przez co dzieciak nie widzi powodu aby coś zrobić ani problemu wieć tym bardziej nic nie robi w tym zakresie.


Natomiast jeśli chodzi o aspekt tego, że dzieciaki specjalne potrafią być utalentowane to jest niestety ten mankament, że dobre są jednostki, jeden na ileś tam tysięcy i one mogą mieć duże osiagi w dane dziedzinie, rzadziej w dziedzinach, ALE potrzebują specjalnego toku nauczania, najlepieji 1 na 1. Przy uczeniu grupowym nie ma jak przytrzymać uwagi takiego dziecka ani tym bardziej dostosować trybu nauki gdy trzeba ogarnąć 30 osób, które mają swoje małe problemy z nauką rzeczy typu: "nie chce mi się", czy mogę zjęść kanapkę ?, zimno mi itp.
0.064416885375977