W weekend przyszła mi zamówiona w pre-orderze książka kucharska z Gothica, kupiona po zajaraniu się tym, jaka dobra była książka kucharska z Wiedźmina. Jest tu sporo fanów tego uniwersum, a i pewnie parę osób – jakby to zobaczyło – pomyślałoby, że fajny prezent na święta, otóż… nie warto.
TL;DR: Nie kupujcie tego gówna xD
O ile pomysł jest fajny, o tyle sama oprawa to jeden wielki misz-masz. Trochę artów z remake’a, trochę z trójki (nie wiem po jaki chuj), trochę chamskiego AI. Sam opis dań pozostawia wiele do życzenia – coś w stylu: no mordo, dosyp sobie gotowej przyprawy do owoców morza i git. Jakiej? Chuj tam, nieważne, byle pisało, że do owoców morza, nie? Owoców morza – zapytacie? Do czego niby?
Pamiętacie legendarny gulasz Snafa? No to dla przykładu jest tu na bazie krewetek. Można było zrobić to bardziej klimatycznie (bez wrzucania chrząszczy do przepisu), ale po co – lepiej zrobić to na 30%, żeby komuś się trochę skojarzyło.
O ile we wcześniej wspomnianej książce z Wiedźmina wszystkie dania trzymają klimat uniwersum – dania ze Skellige są tłuste i sycące, z Toussaint wytrawne, często na winie – o tyle tutaj? Mamy może 3–4 klimatyczne pozycje, jak potrawka z ognistych pokrzyw, danie Ryżowego Księcia (zwykły ryż na mleku xD) czy danie skazańca – bliżej nieokreślona papka, ale trzyma klimat. No właśnie: bliżej nieokreślona papka… a na następnej stronie danie z pełzacza wymagające nóg królewskiego kraba, bo czemu nie? Gulasz Thekli, który w ukochanej dwójeczce dawał + do siły? Rosół… Trochę dziwny, ale rosół xD Dobra, tutaj mogę przyznać, że + do siły i rosół idą ze sobą w parze, ale czemu to się nazywa gulaszem? Danie z krwiopijcy? To kurwa taco i nawet w przepisie mówią ci, żeby kupić gotowe i zrobić wg instrukcji zamiast się pofatygować i wrzucić banalny przepis na placki do taco...
Generalnie jeden wielki skok na siano. O ile nie kosztowało to majątku – jakieś 60 zł w pre-orderze – o tyle i tak jestem zawiedziony, jak bardzo na odpierdol jest to zrobione.
TL;DR: Nie kupujcie tego gówna xD
O ile pomysł jest fajny, o tyle sama oprawa to jeden wielki misz-masz. Trochę artów z remake’a, trochę z trójki (nie wiem po jaki chuj), trochę chamskiego AI. Sam opis dań pozostawia wiele do życzenia – coś w stylu: no mordo, dosyp sobie gotowej przyprawy do owoców morza i git. Jakiej? Chuj tam, nieważne, byle pisało, że do owoców morza, nie? Owoców morza – zapytacie? Do czego niby?
Pamiętacie legendarny gulasz Snafa? No to dla przykładu jest tu na bazie krewetek. Można było zrobić to bardziej klimatycznie (bez wrzucania chrząszczy do przepisu), ale po co – lepiej zrobić to na 30%, żeby komuś się trochę skojarzyło.
O ile we wcześniej wspomnianej książce z Wiedźmina wszystkie dania trzymają klimat uniwersum – dania ze Skellige są tłuste i sycące, z Toussaint wytrawne, często na winie – o tyle tutaj? Mamy może 3–4 klimatyczne pozycje, jak potrawka z ognistych pokrzyw, danie Ryżowego Księcia (zwykły ryż na mleku xD) czy danie skazańca – bliżej nieokreślona papka, ale trzyma klimat. No właśnie: bliżej nieokreślona papka… a na następnej stronie danie z pełzacza wymagające nóg królewskiego kraba, bo czemu nie? Gulasz Thekli, który w ukochanej dwójeczce dawał + do siły? Rosół… Trochę dziwny, ale rosół xD Dobra, tutaj mogę przyznać, że + do siły i rosół idą ze sobą w parze, ale czemu to się nazywa gulaszem? Danie z krwiopijcy? To kurwa taco i nawet w przepisie mówią ci, żeby kupić gotowe i zrobić wg instrukcji zamiast się pofatygować i wrzucić banalny przepis na placki do taco...
Generalnie jeden wielki skok na siano. O ile nie kosztowało to majątku – jakieś 60 zł w pre-orderze – o tyle i tak jestem zawiedziony, jak bardzo na odpierdol jest to zrobione.