6
Grudzień idą święta wieje wiatr na blokach
A za wysokim murem rzeźni mięsny holokaust
Miliardy istnień dręczonych i mordowanych
Bez opamiętania chciwiec goni swe plany
Noe leży najebany po co budowałem arkę
Anioł nas wyjebał poza supermarket
I łazimy szukać drobnych po parkingu
Z telefonem który zapewnia byt w rankingu
Potrzeb kreowanych i wypełnianych
Prezentów na święto zmarłych i zakochanych
Festiwal żarcia i srania wciąż nie starcza gadania
Kręci się przemysł bólu bez zmiłowania
Sam jadłem całe życie smutek i cierpienie
To co spożywałem budzi moje przerażenie
Od dzieciaka pompowana propagandy sieczka
O uśmiechniętych świnkach i pysznych paróweczkach
O proteinach i witaminach nauka trudna
Nie twoja wina masz hurtem wpierdalać gówna
Idź do lasu niech ci poukłada w głowie
0.058516025543213