17
Mało wierszowe, wiem. Napisałem jakoś w lipcu, spisując po prostu swoje myśli, wtedy byłem kompletnie rozbity, teraz jest w sumie git to stwierdziłem że wrzucę, może dostanę jakieś wypierdalaj XDD


Szansa była, ale się nie ziściła.

Motocykl na wyciągnięcie ręki, ale nie mojej.
Miłość? Gdzieś istnieje, ale w moim sercu jej nie ma.
Szczęście? Hasa sobie po świecie, ale nigdy go nie dogonię.

Ten rok był ciężki, pierwszy raz od lat, poczułem na twarzy łezki. Swoje, lekko słone. W ciągu tego roku, udało mi się znaleźć wybrankę mojego serca, i pozwolić jej odejść, niestety- odchodząc, wzięła również moje serce. Zdolność miłości i szczęście. Chociaż... niedługo po tym, pojawiła się w moim życiu wizja prawdziwego szczęscia, takiego... jakby to powiedzieć... zależnego ode mnie(?) Tak. Chyba tak będzie dobrze. Kupiłem motocykl, przyjaciele, a nawet znajomi z pracy widzieli że jestem naprawdę szczęśliwy, niestety- nie trwało to długo. Los, znowu wyprowadził cios. Nie byłem na niego gotowy, więc nie byłem w stanie go uniknąć, ani zablokować. Nie zredukowałem obrażeń, ale mimo to... dalej w niego wierzę, nie obrażam się. Los jest ślepy, ale przecież Temida- Bogini sprawiedliwości też, a jednak wielu jej ufa. Egzaminu nie zdałem, mianowicie slalomu szybkiego za drugą próbą. To mnie rozbiło, ponownie. Tak, jakby znowu ktoś wyrwał mi serce i rzucił o ścianę. Na razie czekam, nie chce mi się po nie znowu iść i go ocierać z kurzu, zmęczyło mnie to już. Ile można? Starać się, próbować, gonić za szczęściem, które przecież jest tak ulotne? Chyba nigdy go tak naprawdę nie złapie, zawsze mi się wyrwie z rąk. Jak nie samo- to ktoś pomoże mu ucieć. Ale... jakby się nad tym zastanowić, mogę przelewać emocje na wiersze. Nauczyłem się tego, nie poddałem się, żyję dalej- mimo że nie chcę. Nadzieja jeszcze się tli w moim sercu, a jego blask mnie przyciąga. Ale jeszcze nie teraz, poczekam chwilę. Muszę odpocząć, bo jak znowu stracę nadzieję, to chyba jej już... nie wiem. Nie odzyskam? Czy to jest w ogóle możliwe? Żebym stracił coś, co towarzyszy mi równie długo co samotność? Ah... samotność. Ta miła pani, spędziłem z nią już tyle czasu, że samej jest jej źle. Samej, w sensie beze mnie... O czym to ja miałem? A, tak. Szczęście, a mianowicie jego brak, ulotność. Tylko... czy jego się naprawdę nie da złapać? Wiele osób wydaje się naprawdę szczęśliwych, więc chyba jest to możliwe. Chyba że ich szczęście, ich uśmiech, są... sztuczne? Tak jak... Joker? Piszę to, żeby się uspokoić, nie zależy mi na poezji, walorach artystycznych ani... środkach stylistycznych(?). Nie. To nie pasuje. Myślę że chodzi mi bardziej o przejrzystość, jej tu nie ma. Tylko... czy musi być? Chyba nie. Zeszłem z tematu, oddaliłem się od niego o jakieś 2 kilometry, dokładnie tyle- ile mi zabrakło do dogonienia szczęścia. Dokładniej mówiąc- 2km/h. Ruszam w dalszą podróż za szczęściem, ruszam w przyszłość, spowolniony przez przeszłość- którą niosę na swoich barkach. Na razie wyruszę bez serca, ale kiedyś je podniosę, i wypełnię swoje wnętrze nadzieją, wierną ale bezwzględną. Bolącą ale kojącą.
0.064491033554077