98
Siema bracia dzidowcy, potrzebuję rady, bo już sam nie wiem, czy to ja jestem pojebany, czy ten związek jest trupem.
Jestem z babą od 10 lat, z czego 3 lata po ślubie. Kiedyś było normalnie, teraz jest dramat. Moja aktualna żona kompletnie się mną nie interesuje. Oboje zapierdalamy w pracy, przez co w tygodniu widzimy się może z 3 godziny dziennie + weekendy, ale nawet wtedy każdy żyje swoim życiem.
Największy problem: seks. Praktycznie nie istnieje. 2–3 razy w roku, zawsze po moim błaganiu. Z jej strony zero inicjatywy, zero zainteresowania. Zawsze jest wymówka: a to okres się zbliża, a to alergia, a to ją głowa boli, a to „źle ustawione planety”. Mam już tego dość. Czuję się jak współlokator, a nie facet. Serio, mam wrażenie, że straciłem męskość.
Próbowałem wszystkiego: rozmowy, kupowanie bielizny, romantyczne podejście, namawianie — NIC. Czas leci, my się starzejemy, a ona dodatkowo kompletnie przestaje o siebie dbać. Waży teraz jakieś 50% więcej niż jak się poznaliśmy. Wiem, wygląd to nie wszystko, ale pożądanie spadło do zera, zwłaszcza że ona nawet nie próbuje.
Do tego ciągłe pretensje o pierdoły: kubek nie tam, naczynia źle w zmywarce, śmieci niewyniesione. Ja pracuję po 11 godzin dziennie, a przez ostatnie 3 lata własnymi rękami wybudowałem większość domu. Ona czasem pomogła, ale głównie wszystko było na mojej głowie.
I teraz pytanie do was, bracia: – próbować to jeszcze jakoś ratować? – terapia? – czy pogodzić się z tym, że to już nie ma sensu i iść w rozwód?
Nie chodzi mi o kasę — możemy się podzielić 50/50 i tyle. Chodzi mi o to, czy to jeszcze związek, czy już tylko przyzwyczajenie.
Dzięki za każdą sensowną opinię. 🍺

Tak, wiem -> WYPIERDALAM
0.056045055389404