Humor
9 m
15
W 1986 roku 26-letnia Szwajcarka Corinne Hofmann poznała wojownika z plemienia Samburu podczas wakacji w Kenii z którym zamieszkała i którego poślubiła - poszła za głosem serca, ale...
Pomimo bariery językowej zrezygnowała ze swojego życia w Europie, by poślubić go i zamieszkać w glinianej chacie w Barsaloi. Tam urodziła i wychowywała córkę Napirai, zmagając się z chorobami, takimi jak malaria, doświadczając skrajnej zazdrości męża oraz głębokiego szoku kulturowego. Po czterech latach pełnych napięć i trudności uciekła z trzyletnią córką do Europy. Swoją historię opisała w książce „Biała Masajka”, która stała się bestsellerem i doczekała się ekranizacji.
Kobieta twierdzi, że mężczyzna ją zaniedbywał, bił, nie pozwalał jej opuszczać chaty, a całe plemię chciało ją wykorzystać — za jej zgodą lub bez niej. Czyli klasyczne zarzuty rozczarowanej kobiety, znudzonej rutyną codziennego życia. Ponieważ jednak należało jakoś usprawiedliwić zły wybór i ucieczkę, sięgnięto po „klasykę gatunku”: przemoc fizyczną, psychiczną i ekonomiczną.
Z drugiej strony — na co właściwie liczyła? Na domek z basenem i klimatyzacją? Skoro weszła w obcą kulturę, to chyba miała świadomość, że to ona powinna się dostosować, a nie całe plemię do niej.
Na uwagę w tej opowieści zasługuje fakt, o którym w jej książce już się nie wspomina (a co potwierdzono i udokumentowano): miała ona narzeczonego, który ową wycieczkę sfinansował dla swojej „ukochanej”. Wyjazd zakończył się jednak „rozstaniem” oraz jej zdradą z lokalnym wojownikiem, od którego to ostatecznie też uciekła.
I tak oto narracja o kobiecie z problemem własnej wartości, która musiała szukać męża na „drugim końcu świata” (bo w kraju nie było „prawdziwych mężczyzn”), znalazła swoje ujście w historii o bohaterskiej i silnej postawie kobiety, która zdobyła się na „odwagę”, by uwolnić się od wojownika tyrana — choć wcześniej miała narzeczonego, co skrzętnie pominęła — w co uwierzyło 99% odbiorców (głównie kobiet).
Pomimo bariery językowej zrezygnowała ze swojego życia w Europie, by poślubić go i zamieszkać w glinianej chacie w Barsaloi. Tam urodziła i wychowywała córkę Napirai, zmagając się z chorobami, takimi jak malaria, doświadczając skrajnej zazdrości męża oraz głębokiego szoku kulturowego. Po czterech latach pełnych napięć i trudności uciekła z trzyletnią córką do Europy. Swoją historię opisała w książce „Biała Masajka”, która stała się bestsellerem i doczekała się ekranizacji.
Kobieta twierdzi, że mężczyzna ją zaniedbywał, bił, nie pozwalał jej opuszczać chaty, a całe plemię chciało ją wykorzystać — za jej zgodą lub bez niej. Czyli klasyczne zarzuty rozczarowanej kobiety, znudzonej rutyną codziennego życia. Ponieważ jednak należało jakoś usprawiedliwić zły wybór i ucieczkę, sięgnięto po „klasykę gatunku”: przemoc fizyczną, psychiczną i ekonomiczną.
Z drugiej strony — na co właściwie liczyła? Na domek z basenem i klimatyzacją? Skoro weszła w obcą kulturę, to chyba miała świadomość, że to ona powinna się dostosować, a nie całe plemię do niej.
Na uwagę w tej opowieści zasługuje fakt, o którym w jej książce już się nie wspomina (a co potwierdzono i udokumentowano): miała ona narzeczonego, który ową wycieczkę sfinansował dla swojej „ukochanej”. Wyjazd zakończył się jednak „rozstaniem” oraz jej zdradą z lokalnym wojownikiem, od którego to ostatecznie też uciekła.
I tak oto narracja o kobiecie z problemem własnej wartości, która musiała szukać męża na „drugim końcu świata” (bo w kraju nie było „prawdziwych mężczyzn”), znalazła swoje ujście w historii o bohaterskiej i silnej postawie kobiety, która zdobyła się na „odwagę”, by uwolnić się od wojownika tyrana — choć wcześniej miała narzeczonego, co skrzętnie pominęła — w co uwierzyło 99% odbiorców (głównie kobiet).