Dyskusje ogólne
9 m
27
Czołem, Bracia Dzidowcy!
Jako że nie brak tutaj specjalistów od tematów wszelakich to mam pytanie o Waszą podpowiedź/ poradę.
Jestem w trakcie budowy domu, na etapie SSO plus pełne pokrycie dachu, z oknami dachowymi, dachówką i rynnami. Ściany stoją, dach jest. Większych uwag brak.
Wykonawca ogólnie jest dobry, działa zgodnie z umową, którą podpisaliśmy. Do jakości pracy nie mam większych zastrzeżeń. Oprócz jednego dużego fakapu reszta idzie ok.
Wybrałem go chociaż był trochę droższy ze względu na pisemną umowę, gwarancję i właśnie jasno określony termin realizacji, o czym mówiłem przy podpisaniu umowy
Zostało mu ocieplenie stropu nad garażem - zrobienie papy. Są teraz mrozy, więc teraz tego zrobić nie może.
I tutaj mój problem - już jest równo miesiąc po terminie. Przy podpisaniu umowy facet zarzekał się, że skończy maks w pierwszym tygodniu grudnia, zaczął w ostatnim tygodniu lipca, więc czasu było sporo. Ale wziął więcej zleceń i przez to bywały okresy, że nie było ekipy i przez 1,5 tygodnia. Terminy zaproponował wykonawca i w ogóle nie negocjowałem ich przyśpieszenia.
Dodatkowo po drodze parę razy przypominałem, że nie będę go poganiał, bo ważniejsza jest dla mnie jakość, ale jednocześnie oczekuję, że skończy w terminie.
Zgodnie z umową za każdy dzień zwłoki w płatności - z mojej strony, lub w wykonaniu - z jego strony - mamy karę umowną - 0,1% wartości umowy. Na dzisiaj byłoby to już ponad 10 000.
Tyle nawet wg mnie byłoby nie fair, bo to, co mu zostało to są 2 dni poprawek i 2 dni na zgrzanie papy, ponad 90% zlecenia jest zrobione.
Z drugiej strony facet zachowuje się tak, jakby temat terminu w ogóle nie istniał, a opóźnienie pojawiło się teraz, zupełnie nagle, przez wyjątkowo złą pogodę, a nie przez to, że wcześniej ekipa robiła sobie tygodniowe przerwy.
On sam skrupułów nie miał - jak np. poprosiłem, żeby koparka skoro i tak będzie to żeby zrobiła jedną rzecz dla mnie to doliczył mi za 2 godziny 500 zł do faktury. O stawce godzinowej powiedział mi dopiero jak koparka była na miejscu i już nie mogłem się wycofać. Chociaż przy podpisywaniu umowy mówił, że za drobne rzeczy nie będziemy się rozliczać, bo w zleceniu na pół bańki nie ma sensu się rozdrabniać. Ja ze swojej strony np. zrezygnowałem z jednej ze ścian z nadprożem i wynagrodzenia za jej brak nie obniżał. Więc zastanawiam się czemu ja mam mieć skrupuły, skoro on ich nie miał?
Zastanawiam się nad zapytaniem wprost przy odbiorach końcowych ile proponuje rabatu za opóźnienie w realizacji.
Co byście zrobili na moim miejscu? Możecie coś poradzić?
Z góry dziękuję
Jako że nie brak tutaj specjalistów od tematów wszelakich to mam pytanie o Waszą podpowiedź/ poradę.
Jestem w trakcie budowy domu, na etapie SSO plus pełne pokrycie dachu, z oknami dachowymi, dachówką i rynnami. Ściany stoją, dach jest. Większych uwag brak.
Wykonawca ogólnie jest dobry, działa zgodnie z umową, którą podpisaliśmy. Do jakości pracy nie mam większych zastrzeżeń. Oprócz jednego dużego fakapu reszta idzie ok.
Wybrałem go chociaż był trochę droższy ze względu na pisemną umowę, gwarancję i właśnie jasno określony termin realizacji, o czym mówiłem przy podpisaniu umowy
Zostało mu ocieplenie stropu nad garażem - zrobienie papy. Są teraz mrozy, więc teraz tego zrobić nie może.
I tutaj mój problem - już jest równo miesiąc po terminie. Przy podpisaniu umowy facet zarzekał się, że skończy maks w pierwszym tygodniu grudnia, zaczął w ostatnim tygodniu lipca, więc czasu było sporo. Ale wziął więcej zleceń i przez to bywały okresy, że nie było ekipy i przez 1,5 tygodnia. Terminy zaproponował wykonawca i w ogóle nie negocjowałem ich przyśpieszenia.
Dodatkowo po drodze parę razy przypominałem, że nie będę go poganiał, bo ważniejsza jest dla mnie jakość, ale jednocześnie oczekuję, że skończy w terminie.
Zgodnie z umową za każdy dzień zwłoki w płatności - z mojej strony, lub w wykonaniu - z jego strony - mamy karę umowną - 0,1% wartości umowy. Na dzisiaj byłoby to już ponad 10 000.
Tyle nawet wg mnie byłoby nie fair, bo to, co mu zostało to są 2 dni poprawek i 2 dni na zgrzanie papy, ponad 90% zlecenia jest zrobione.
Z drugiej strony facet zachowuje się tak, jakby temat terminu w ogóle nie istniał, a opóźnienie pojawiło się teraz, zupełnie nagle, przez wyjątkowo złą pogodę, a nie przez to, że wcześniej ekipa robiła sobie tygodniowe przerwy.
On sam skrupułów nie miał - jak np. poprosiłem, żeby koparka skoro i tak będzie to żeby zrobiła jedną rzecz dla mnie to doliczył mi za 2 godziny 500 zł do faktury. O stawce godzinowej powiedział mi dopiero jak koparka była na miejscu i już nie mogłem się wycofać. Chociaż przy podpisywaniu umowy mówił, że za drobne rzeczy nie będziemy się rozliczać, bo w zleceniu na pół bańki nie ma sensu się rozdrabniać. Ja ze swojej strony np. zrezygnowałem z jednej ze ścian z nadprożem i wynagrodzenia za jej brak nie obniżał. Więc zastanawiam się czemu ja mam mieć skrupuły, skoro on ich nie miał?
Zastanawiam się nad zapytaniem wprost przy odbiorach końcowych ile proponuje rabatu za opóźnienie w realizacji.
Co byście zrobili na moim miejscu? Możecie coś poradzić?
Z góry dziękuję