W zasadzie, pod Warszawą.
Budzisz się 7:30. Wstajesz od razu, masz świetnie wyciszoną i zaciemnioną sypialnię I wygodny materac. W domu cieplutko. Automatyczne CO zasilane gazem daje radę nawet w największe mrozy.
Szybki prysznic. Na zmianę gorący, zimny, żeby się pobudzić.
Włączasz w apce podgrzewanie auta i ubierasz się. Luźne ubrania, w biurze wszyscy mają wyjebane.
Wychodzisz na parking. Autko już zagrzane. Benzynowe 2 litry kopcą przyjemnie na postoju. Niby są za to mandaty, ale sąsiedzi mają wszystko w dupie. Wolnoć Tomku w swoim Romku. Jedziesz SUVem do biura oddalonego o niecałe dwa kilometry.
Po drodze do biura, ogarniasz zdalnie daily I kupujesz swieże bułki i soczek w żabce, myśląc o tym, że Niemcy to już nie Niemcy.
8:30. Pierwsze co robisz w biurze to kawa. Aromatyczna, pyszna arabika z ekspresu. Robisz sobie poczwórne espresso bo nikt nie liczy nikomu kawy, a lubisz mocne kopnięcie z rana.
10:30, wszystkie maile z rana ogarnięte. Tematy idą do przodu, robota zlecona, faktury wystawione. Urząd Skarbowy znów coś chce. Chuj tam. Najwyżej mandat wystawią. Idziesz na silownię.
12:00 szybki lunch w pobliskim chinolu. Myślisz o pedałach w Niderlandach. Tęczowe 🌈 gówno wjechało tam tak mocno. Ale to dobrze, Holendrzy to cioty. Zawsze byli.
15:00 pijesz trzecia kawę. Robota pali się w rękach, zrobileś cztery prezentacje, dwa spotkania na teamsach. Zespoły zmotywowane. Całe szczęscie, że nie mieszkam w Szwecji. Szwedzi są leniwi i boją się własnego cienia. Gadałeś na fajce z sąsiadem z biura obok. Rasista, jak ty.
17:00 siedzisz jeszcze w biurze. Jeszcze chwila, zaraz skończysz całe wydanie kodu i będzie można puścic na testy. Dochodzą nowe funkcjonalności dla klientów. Już liczysz kasiorkę. Z zadowoleniem myślę o tych idiotach, Niemcach. Jak można było oddać kraj ciapatym. Dobrze, że nie jesteś Niemcem.
Wracasz do swojego domu, żona podaje Ci pyszny gulasz z łopatki wieprzowej z kaszą gryczaną i kiszonym ogórkiem. Robisz sobie herbatkę i siadasz na kanapie w salonie. Mieszkanie małe, 60metrów. Ale własne.
Jak dobrze, że mieszkasz pod Warszawą. Jak dobrze, że nie jesteś Tuskiem.
Amerykanie szanują Twój kraj i Prezydenta. Europa ssie sobie kutasy. Masz to w dupie.
Budzisz się 7:30. Wstajesz od razu, masz świetnie wyciszoną i zaciemnioną sypialnię I wygodny materac. W domu cieplutko. Automatyczne CO zasilane gazem daje radę nawet w największe mrozy.
Szybki prysznic. Na zmianę gorący, zimny, żeby się pobudzić.
Włączasz w apce podgrzewanie auta i ubierasz się. Luźne ubrania, w biurze wszyscy mają wyjebane.
Wychodzisz na parking. Autko już zagrzane. Benzynowe 2 litry kopcą przyjemnie na postoju. Niby są za to mandaty, ale sąsiedzi mają wszystko w dupie. Wolnoć Tomku w swoim Romku. Jedziesz SUVem do biura oddalonego o niecałe dwa kilometry.
Po drodze do biura, ogarniasz zdalnie daily I kupujesz swieże bułki i soczek w żabce, myśląc o tym, że Niemcy to już nie Niemcy.
8:30. Pierwsze co robisz w biurze to kawa. Aromatyczna, pyszna arabika z ekspresu. Robisz sobie poczwórne espresso bo nikt nie liczy nikomu kawy, a lubisz mocne kopnięcie z rana.
10:30, wszystkie maile z rana ogarnięte. Tematy idą do przodu, robota zlecona, faktury wystawione. Urząd Skarbowy znów coś chce. Chuj tam. Najwyżej mandat wystawią. Idziesz na silownię.
12:00 szybki lunch w pobliskim chinolu. Myślisz o pedałach w Niderlandach. Tęczowe 🌈 gówno wjechało tam tak mocno. Ale to dobrze, Holendrzy to cioty. Zawsze byli.
15:00 pijesz trzecia kawę. Robota pali się w rękach, zrobileś cztery prezentacje, dwa spotkania na teamsach. Zespoły zmotywowane. Całe szczęscie, że nie mieszkam w Szwecji. Szwedzi są leniwi i boją się własnego cienia. Gadałeś na fajce z sąsiadem z biura obok. Rasista, jak ty.
17:00 siedzisz jeszcze w biurze. Jeszcze chwila, zaraz skończysz całe wydanie kodu i będzie można puścic na testy. Dochodzą nowe funkcjonalności dla klientów. Już liczysz kasiorkę. Z zadowoleniem myślę o tych idiotach, Niemcach. Jak można było oddać kraj ciapatym. Dobrze, że nie jesteś Niemcem.
Wracasz do swojego domu, żona podaje Ci pyszny gulasz z łopatki wieprzowej z kaszą gryczaną i kiszonym ogórkiem. Robisz sobie herbatkę i siadasz na kanapie w salonie. Mieszkanie małe, 60metrów. Ale własne.
Jak dobrze, że mieszkasz pod Warszawą. Jak dobrze, że nie jesteś Tuskiem.
Amerykanie szanują Twój kraj i Prezydenta. Europa ssie sobie kutasy. Masz to w dupie.