Polityka
9 m
16
Publiczny wysryw, bo mam nerwa
Ludzie dostają alerty RCB z informacją, żeby lepiej unikać wychodzenia z domu - ze względu na mróz i oblodzenie.
Warunki są takie, że po wytknieciu nosa za okno robi się zimno w zasadzie od razu.
Jak to się ma do ludzi pracujących na zewnątrz?
Kodeks pracy nie przewiduje minimalnej temperatury pracy na dworzu.
Ostatni raz był aktualizowany w bodajże 97 roku, gdzie jedyne co ma zrobić jebany prywaciarz dla pracownika to ciepłe napoje i "ubiór zapewniający bezpieczeństwo" co w rzeczywistości przekłada się na buty i kurtkę odblaskową z AliExpress.
Druga sprawa - wyjazdy delegacyjne.
Hotel? Najtańszy, że jebie szczurem i pizga złem to nikogo nie obchodzi.
Spędzamy w nim całą dobę (lub kilka). Marnujemy czas w którym teoretycznie moglibyśmy pozyskiwać pieniądze z innych źródeł (pracę dorywcze, usługi etc). Nikt nam za to nie zapłaci.
Za jeden dzień wyjazdu delegacyjnego przysługuje nam zawrotne 45zł za które musimy zjeść trzy posiłki w np. centrum Warszawy. W delegacjach raczej nie ma możliwości ani czasu na gotowanie więc korzysta się z posiłków gotowych/restauracji - gdybym był w domu to bym sobie ugotował, wiadomo.
Dlaczego w ogóle o tym piszę i dlaczego akurat tutaj?
Mam spore zaufanie do społeczności jbzd - jeśli są tu jacyś instalatorzy/budowlańcy mam nadzieję, że się wypowiedzą. Może tylko ja mam tak przejebane i są jakieś sposoby, żeby wynegocjować sensowne warunki. Co sądzicie?
Ludzie dostają alerty RCB z informacją, żeby lepiej unikać wychodzenia z domu - ze względu na mróz i oblodzenie.
Warunki są takie, że po wytknieciu nosa za okno robi się zimno w zasadzie od razu.
Jak to się ma do ludzi pracujących na zewnątrz?
Kodeks pracy nie przewiduje minimalnej temperatury pracy na dworzu.
Ostatni raz był aktualizowany w bodajże 97 roku, gdzie jedyne co ma zrobić jebany prywaciarz dla pracownika to ciepłe napoje i "ubiór zapewniający bezpieczeństwo" co w rzeczywistości przekłada się na buty i kurtkę odblaskową z AliExpress.
Druga sprawa - wyjazdy delegacyjne.
Hotel? Najtańszy, że jebie szczurem i pizga złem to nikogo nie obchodzi.
Spędzamy w nim całą dobę (lub kilka). Marnujemy czas w którym teoretycznie moglibyśmy pozyskiwać pieniądze z innych źródeł (pracę dorywcze, usługi etc). Nikt nam za to nie zapłaci.
Za jeden dzień wyjazdu delegacyjnego przysługuje nam zawrotne 45zł za które musimy zjeść trzy posiłki w np. centrum Warszawy. W delegacjach raczej nie ma możliwości ani czasu na gotowanie więc korzysta się z posiłków gotowych/restauracji - gdybym był w domu to bym sobie ugotował, wiadomo.
Dlaczego w ogóle o tym piszę i dlaczego akurat tutaj?
Mam spore zaufanie do społeczności jbzd - jeśli są tu jacyś instalatorzy/budowlańcy mam nadzieję, że się wypowiedzą. Może tylko ja mam tak przejebane i są jakieś sposoby, żeby wynegocjować sensowne warunki. Co sądzicie?