9
Miasta mają magiczną moc zmieniania najbardziej zatwardziałego liberała i wolnorynkowca w komunistę. Przestrzeń nagle ma być darmowa (na parkowanie), koszty korzystania z najbardziej uciążliwego środka transportu mają być ponoszone wspólnie -niezależnie od tego, czy ktoś z niego korzysta, czy nie. Wszyscy mają się też składać na infrastrukturę, która zajmuje nieproporcjonalnie dużo miejsca i nie rozwiązuje problemów, które rzekomo miała rozwiązywać (Miś naszych czasów).

Zawsze znajdą się pieniądze na wielkie, nic niezmieniające inwestycje we wspólnym budżecie - o ile tylko projekt jest wystarczająco drogi, betonowy i opatrzony hasłem „dla dobra wszystkich” lub na 'ochronę środowiska', 'smart' lub 'innowacyjny', którego nikt nie musi już sprawdzać w praktyce (jak cyfrowe bliźniaki kamienic czy wrocławskie projekty 'retencji'). Lub jest po prostu nową drogą, nie ważne dokąd, nie ważne po co - budowa dróg jest wszak na pierwszym miejscu tej ideologii - to nie zwykłe asfaltowanie, to budowanie lepszej przyszłości naszych dzieci i potęgi państwa! Nawet jeśli służy do stania w korku. To przecież rdzeń naszej gospodarki.

Równość realizuje się tu konsekwentnie: wszyscy ponoszą koszty, a korzyści - jak zwykle - są selektywne. Sprzeciw wobec tych inwestycji nie jest wynikiem uczciwego rachunku ekonomicznego i ciągu przyczynowo-skutkowego - jest występkiem moralnym wobec nieomylnej 'władzy' i 'wolnego rynku'.

W efekcie wolny rynek kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się miejsce parkingowe.
Tiaa
0.061203956604004