Dyskusje ogólne
9 m
22
bo sprawa jest chyba dość skomplikowana.
Mój chłopak został w sobotę zabrany przez policję, bo akurat robili jakąś akcję sprawdzania przypadkowych ludzi, którzy wychodzili z toalety publicznej na Wiatracznej w Universamie. Nie było mnie przy tym, ale była moja babcia. Wyszło im, że jest osobą poszukiwaną za jakieś niespłacone mandaty za jazdy bez biletu. (red: xD ) Wiedzieliśmy, że ma jakieś niespłacone mandaty, ale miał wyjaśniać tę sprawę. Chodzi o to, że komornik zajął mu 4 tysiące na koncie, które miał wpłacić na poczet mandatów. Chłopak dzwonił do banku i kobieta z banku miała powiadomić komornika, by to wpłacił.
I jak widać nie wpłacił i stąd taka sytuacja. Jak go pojmali to od razu zaproponowali z babcią pokrycie kar, ale policjant powiedział "był na to czas".
Łudziłam się, że naprawdę to z nimi wyjaśni i wróci na noc do domu.
Niestety jestem osobą dość niesamodzielną, z małą wiedzą o świecie w wielu sprawach, z zespołem Aspergera i bardzo bardzo wrażliwą, ze stanami lękowymi i innymi przypadłościami psychicznymi. A o prawie i sprawach związanych z policją czy aresztem to już w ogóle nie wiem kompletnie nic.
Następnego dnia pojechałyśmy z babcią i moją siostrą do aresztu śledczego na Białołęce i dowiedziałyśmy się, że "dziś jest niedziela, nie ma widzeń i niczego nie załatwimy".
Więc przyjechałyśmy nazajutrz i znowu niczego się nie dowiedziałyśmy. Ich podejście do nas było takie jakby mieli pretensje, że w ogóle coś od nich chcemy. Przedstawiłam się jako narzeczona i powiedzieli, że nie mogą nam nic przekazać, bo rodo. Spytałam czy nie ma tam takiego czegoś, że mój chłopak był pytany czy może kogoś upoważnić do informacji i wpisał mnie. Odpowiedzieli, że nie i trzeba wypełnić wniosek o widzenie, a na odpowiedź czeka się do 14 dni.
Usiadłyśmy tam i płakałyśmy. Wtedy zaczepili nas jacyś zielonoświątkowcy, którzy tam przyszli i dowiedziałyśmy się od nich, że powinnyśmy iść do sądy rejonowego i tam powinni nam wszystko przekazać
Mój chłopak został w sobotę zabrany przez policję, bo akurat robili jakąś akcję sprawdzania przypadkowych ludzi, którzy wychodzili z toalety publicznej na Wiatracznej w Universamie. Nie było mnie przy tym, ale była moja babcia. Wyszło im, że jest osobą poszukiwaną za jakieś niespłacone mandaty za jazdy bez biletu. (red: xD ) Wiedzieliśmy, że ma jakieś niespłacone mandaty, ale miał wyjaśniać tę sprawę. Chodzi o to, że komornik zajął mu 4 tysiące na koncie, które miał wpłacić na poczet mandatów. Chłopak dzwonił do banku i kobieta z banku miała powiadomić komornika, by to wpłacił.
I jak widać nie wpłacił i stąd taka sytuacja. Jak go pojmali to od razu zaproponowali z babcią pokrycie kar, ale policjant powiedział "był na to czas".
Łudziłam się, że naprawdę to z nimi wyjaśni i wróci na noc do domu.
Niestety jestem osobą dość niesamodzielną, z małą wiedzą o świecie w wielu sprawach, z zespołem Aspergera i bardzo bardzo wrażliwą, ze stanami lękowymi i innymi przypadłościami psychicznymi. A o prawie i sprawach związanych z policją czy aresztem to już w ogóle nie wiem kompletnie nic.
Następnego dnia pojechałyśmy z babcią i moją siostrą do aresztu śledczego na Białołęce i dowiedziałyśmy się, że "dziś jest niedziela, nie ma widzeń i niczego nie załatwimy".
Więc przyjechałyśmy nazajutrz i znowu niczego się nie dowiedziałyśmy. Ich podejście do nas było takie jakby mieli pretensje, że w ogóle coś od nich chcemy. Przedstawiłam się jako narzeczona i powiedzieli, że nie mogą nam nic przekazać, bo rodo. Spytałam czy nie ma tam takiego czegoś, że mój chłopak był pytany czy może kogoś upoważnić do informacji i wpisał mnie. Odpowiedzieli, że nie i trzeba wypełnić wniosek o widzenie, a na odpowiedź czeka się do 14 dni.
Usiadłyśmy tam i płakałyśmy. Wtedy zaczepili nas jacyś zielonoświątkowcy, którzy tam przyszli i dowiedziałyśmy się od nich, że powinnyśmy iść do sądy rejonowego i tam powinni nam wszystko przekazać
Po powrocie do domu postanowiłam poradzić się ChataGPT i poinstruował mnie co robić, co mówić. Że powinnam spytać o kwotę do wpłaty, która go natychmiastowo uwolni. Zastanawiałyśmy się ile ta wpłata by mogła wynosić, czy nas na to stać, czy to właśnie te 4 tyś przejęte przez komornika. A jeśli tak, to co jeśli komornik już wpłaci, my wpłacimy i wyjdzie z tego przepłata. I czy mogłybyśmy się dowiedzieć za ile by go wypuścili w razie braku wpłaty.
Następnego dnia pokładałyśmy wielkie nadzieje w tym sądzie, ale dowiedziałyśmy się, że mają jakąś awarię, coś im nie działa, więc nie mają dostępu do informacji, a w ogóle to nie mogą nam ich udzielić, bo nie mamy zezwolenia. I byśmy udały się na komisariat policji na Grochowskiej, czyli blisko miejsca gdzie go aresztowali.
Już czułam, że to również nic nie pomoże, a psychicznie nie byłam gotowa na kolejną taką konfrontację i rozczarowania, nie chciałam znowu rozpłakać się przy policji, więc babcia poszła rozmawiać, a ja poczekałam na przystanku.
Policjant powiedział jej, że bardzo chciałby pomóc, ale to mój chłopak musi udzielić zgody na przekazanie informacji.
Dodatkowe informacje o tej sprawie:
Nie było mowy o poinformowaniu jego matki, jest niepełnosprawna, chora na schizofrenię i mieszka w DPS-sie. Swoją drogą jakiś czas temu chcieli mojego chłopaka pociągnąć do zapłaty jakichś grubych tysięcy za jej pobyt, ale chyba udało mu się to jakoś rozwiązać. Chyba.
Mój chłopak do pełnoletności z powodu choroby matki mieszkał w domu dziecka. Po wyjściu w kamienicy, którą potem odebrał właściciel i wszystkich eksmitował, jak również najprawdopodobniej jego rzeczy osobiste zostały wyrzucone. Ale nadal jest tam zameldowany i tam przychodziły listy o mandatach, do których nie miał dostępu.
Ojciec nie żyje, o czym się ostatnio dowiedzieliśmy po ponad 17 latach od jego zaginięcia. Nikt go nie poinformował, że przez cały ten czas był pochowany w innym mieście, Łodzi. Był przekonany, że ciągle ma status osoby zaginionej.
Matka nawet po dowiedzeniu się o potwierdzeniu jego śmierci, wierzy że został z4bity przez mafię i t0rturowany w ostatnich chwilach życia.
Z tego też powodu, gdy teraz do mnie wydzwania spytać co z synem, nie mogę odebrać, bo jeśli bym powiedziała co się stało, byłoby tylko gorzej, miałaby straszne lęki.
Następnego dnia pokładałyśmy wielkie nadzieje w tym sądzie, ale dowiedziałyśmy się, że mają jakąś awarię, coś im nie działa, więc nie mają dostępu do informacji, a w ogóle to nie mogą nam ich udzielić, bo nie mamy zezwolenia. I byśmy udały się na komisariat policji na Grochowskiej, czyli blisko miejsca gdzie go aresztowali.
Już czułam, że to również nic nie pomoże, a psychicznie nie byłam gotowa na kolejną taką konfrontację i rozczarowania, nie chciałam znowu rozpłakać się przy policji, więc babcia poszła rozmawiać, a ja poczekałam na przystanku.
Policjant powiedział jej, że bardzo chciałby pomóc, ale to mój chłopak musi udzielić zgody na przekazanie informacji.
Dodatkowe informacje o tej sprawie:
Nie było mowy o poinformowaniu jego matki, jest niepełnosprawna, chora na schizofrenię i mieszka w DPS-sie. Swoją drogą jakiś czas temu chcieli mojego chłopaka pociągnąć do zapłaty jakichś grubych tysięcy za jej pobyt, ale chyba udało mu się to jakoś rozwiązać. Chyba.
Mój chłopak do pełnoletności z powodu choroby matki mieszkał w domu dziecka. Po wyjściu w kamienicy, którą potem odebrał właściciel i wszystkich eksmitował, jak również najprawdopodobniej jego rzeczy osobiste zostały wyrzucone. Ale nadal jest tam zameldowany i tam przychodziły listy o mandatach, do których nie miał dostępu.
Ojciec nie żyje, o czym się ostatnio dowiedzieliśmy po ponad 17 latach od jego zaginięcia. Nikt go nie poinformował, że przez cały ten czas był pochowany w innym mieście, Łodzi. Był przekonany, że ciągle ma status osoby zaginionej.
Matka nawet po dowiedzeniu się o potwierdzeniu jego śmierci, wierzy że został z4bity przez mafię i t0rturowany w ostatnich chwilach życia.
Z tego też powodu, gdy teraz do mnie wydzwania spytać co z synem, nie mogę odebrać, bo jeśli bym powiedziała co się stało, byłoby tylko gorzej, miałaby straszne lęki.
jak ktoś to przeczytał do końca to... hmm szacun :P