23
Państwo polskie w trosce o bezpieczeństwo obywateli postanowiło wydać 45 milionów złotych na książeczkę, która nauczy cię, że w razie apokalipsy powinieneś mieć latarkę i wodę w butelce. Rewolucyjne odkrycie, prawda?

Przetarg oczywiście odbył się w trybie przyspieszonym, bo wiadomo, że jak się nie pospieszymy, to inne drukarnie mogłyby przypadkiem złożyć ofertę, a tego byśmy nie chcieli. I rzeczywiście, zgłosiła się tylko jedna firma. Ależ to pech! Kto mógł przewidzieć?
Ta jedna jedyna firma zażyczyła sobie 16 milionów więcej niż planowano. Normalnie przetarg by unieważniono, ale nie tym razem, w końcu chodzi o bezpieczeństwo narodowe, a nie jakieś tam przepisy.

I tutaj najlepsza część: ta sama drukarnia wcześniej drukowała książkę premiera Tuska "Szczerze". No ale to na pewno czysty przypadek. W kraju, gdzie działają setki drukarni, akurat ta jedna wygrywa przetarg z jedną ofertą na druk rządowej broszury. Statystycznie prawie niemożliwe, ale cuda się zdarzają.

A kto to skontroluje? Urząd Zamówień Publicznych, podlegający premierowi. NIK, wybierana przez Sejm rządzący. Prokuratura podlegająca ministrowi. System doskonały: sami siebie pilnujemy, sami sobie ufamy, sami sobie wybaczamy. 

"Robimy, nie gadamy".

Więc spokojnie, drogi podatniku, twoje 45 baniek trafiło tam, gdzie miało trafić. A ty masz teraz książeczkę, która ci powie, żebyś w razie wojny napełnił wannę wodą. Czuj się bezpiecznie.
0.11865592002869