Dobry wieczór, dzidki. Dzisiaj chciałbym Wam opowiedzieć o fatum filmu Nosferatu – symfonia grozy (niem. Nosferatu, eine Symphonie des Grauens) z 1922 roku.
Film jest adaptacją powieści Brama Stockera znanej wszystkim jako "Dracula", jednak ze względu na prawa autorskie (a w zasadzie ich nieposiadanie przez filmowców), imiona zostały zmienione, ale fabuła pozostała prawie niezmieniona. Żona Brama Stockera pozwala reżysera i proces wygrała, przez co reżyser Murnau musiał nie tylko zapłacić odszkodowanie, ale też zniszczyć wszystkie kopie filmu.
Na szczęście (a może i nie), film zachował się i dotrwał do naszych czasów. A czemu to nie do końca dobrze? Bo nad filmem ciąży fatum, rzadko spotykane w świecie filmowym.
Reżyser Friedrich Wilhelm Murnau zmarł 11 marca 1931 roku (swoją drogą jest to rok premiery autoryzowanego filmu na podstawie powieści czyli Draculi z 1931 roku, co czyni sprawę jeszcze bardziej przerażającą). Występujący w głównej roli Max Schreck (którego nazwisko oznacza w niemieckim "strach" - kolejny mrożący krew w żyłach "przypadek") zmarł 19 lutego 1936 roku. Alexander Granach grający Thomasa Huttera zmarł 14 marca 1945 roku, natomiast wcielająca się w rolę jego żony Ellen aktorka Greta Schröder dokonała żywota 8 czerwca 1980 roku.
Reżyser Friedrich Wilhelm Murnau zmarł 11 marca 1931 roku (swoją drogą jest to rok premiery autoryzowanego filmu na podstawie powieści czyli Draculi z 1931 roku, co czyni sprawę jeszcze bardziej przerażającą). Występujący w głównej roli Max Schreck (którego nazwisko oznacza w niemieckim "strach" - kolejny mrożący krew w żyłach "przypadek") zmarł 19 lutego 1936 roku. Alexander Granach grający Thomasa Huttera zmarł 14 marca 1945 roku, natomiast wcielająca się w rolę jego żony Ellen aktorka Greta Schröder dokonała żywota 8 czerwca 1980 roku.
Nie będę się zagłębiał w zgony poszczególnych członków ekipy filmowej, ale wystarczy chyba fakt, że każdy z nich nie żyje.
Można byłoby to jeszcze nazwać wyjątkowym zbiegiem okoliczności, gdyby nie fakt, że... każdy z widowni premierowego pokazu również zmarł. Co gorsza, zgony zdarzają się nadal ludziom, którzy kiedykolwiek oglądali ten film po premierze, dlatego należy się zastanowić, czy nie lepiej byłoby, gdyby reżyser zniszczył wszystkie kopie zgodnie z wyrokiem sądu.
Wisienką na torcie jest dziwna korelacja. Wszyscy zmarli pili wcześniej wodę.
Można byłoby to jeszcze nazwać wyjątkowym zbiegiem okoliczności, gdyby nie fakt, że... każdy z widowni premierowego pokazu również zmarł. Co gorsza, zgony zdarzają się nadal ludziom, którzy kiedykolwiek oglądali ten film po premierze, dlatego należy się zastanowić, czy nie lepiej byłoby, gdyby reżyser zniszczył wszystkie kopie zgodnie z wyrokiem sądu.
Wisienką na torcie jest dziwna korelacja. Wszyscy zmarli pili wcześniej wodę.