27
Dzisiaj mam zły dzień. Chciałem się z kimś tym podzielić. Nic wielkiego. Inni mają większe problemy. Trudno. Mnie to boli i jak to chłop nie mam komu powiedzieć.
To nie żebraczka. Czego oczekuję? Niczego. Nie dawajcie tu dzid chyba że wypierdalajki jak chcecie. Nie plusujcie. NIe komentujcie głupio (proszę). Po prostu najwyżej dajcie znak że ktoś przeczytał.


Umarł kot. Wczoraj jeszcze przybiegł kiedy go zawołałem gdy przechodził pod oknem. A dzisiaj gdy karmiłem Wielkiego Łba był już martwy. Leżał pod żywopłotem. W pierwszej chwili myślałem że się przyczaił. Nawet zawołałem do syna- zobacz Rudy się czai. Ale już wtedy poczułem że jest źle. Nie leżałby tak na zimnie. Z łapkami... Wyciągnięty. Zwłaszcza że Wielki Łeb siedział na parapecie. Był już martwy. Musieli go w nocy albo nad ranem rozjechać. Przerzucili przez żywopłot do parku. Biedny Rudy. Boli mnie to. Bardziej niż bym pomyślał. Kiedy jego siostra przyszła coś zjeść, po prostu się rozpłakałem. Dobrze że syna nie było. Pomyślałem że Szara nigdy się nie dowie co się stało bo nim przyszła już zabrali Rudego. Nie wie że już go nie ma i że nigdy się nie spotkają. Będzie tęskniła i nie będzie pamiętała nawet za kim. Ja też będę tęsknił. Zwykły, bezdomny kotek. Razem widywałem je w okolicy. Jego z siostrą. Czasami przebiegły pod oknem. Czasem biegały po parku. Czasem osobno się kręciły. Zacząłem im wystawiać karmę na parapet. Przychodziły gdy nikt nie patrzył. Czasem mój kot Simba im się przyglądał. Czasem ja. Przyzwyczajały się. A pewnego dnia otworzyłem okno gdy siedziały na parapecie i odbiegły. Siostra jest ostrożniejsza. Ale Rudy po prostu wrócił. Na parapet gdy stałem w oknie. Chudy był i głodny. I tak minął rok. Tak się oswoiły że Gdy były blisko i otworzyłem okno to rudy biegł i wskakiwał na parapet a później do środka na wewnętrzny. Siostra ostrożna. Tylko na zewnętrzny. Rudy dawał się głaskać. Wąchał się z moim Simbą i później jadły. On w środku a Szara na zewnątrz. Kiedy kończył to wołał żeby go wypuścić. Musiał się urodzić bezdomny. Nie znał domu. Nawet w najgorszy mróz nie chciał zostać. Bałem się że zamarzną ale nie chciały. Kiedyś przyszedł z poranioną łapką. Na trzech. Znów mi było szkoda ale nic nie mogłem zrobić. Przychodził kulawy. Dwa tygodnie aż mu się zagoiła. Przez ten rok. Urosły. Rudy się zaokrąglił. Szara wypiękniała. Dobrze im się działo. Nie chodziły głodne. A teraz już nie chodzi wcale. Już nigdy nie przybiegnie na parapet. To mnie boli. Siedzę. Piszę to i płaczę. Ja stary dziad płaczę za tym kotem. Bo nie miał nic. Nigdy. Może prócz siostry. Jedyny co go w życiu dobrego spotkało od innych to te trochę karmy i czasem głaskanie kiedy pozwolił przez chwilę. I już go nie ma. I po co to wszystko piszę? Żeby pamiętać. Żeby go nigdy nie zapomnieć i żeby tak nie bolało. Dołączę go do innych moich przyjaciół których już nie ma. W mojej pamięci będzie żył z nimi tak długo jak ja będę żył. Kurwa. Chciałbym żeby na mnie czekał. Tak jak ja teraz łapię się na tym że czekam na niego. Jak już się stąd zawinę. Że będzie tam żebym mógł chociaż jeszcze raz go zobaczyć. Zobaczyć, pogłaskać, usiąść na parapecie jak będzie jadł i powiedzieć że był ktoś kto nigdy nie zapomniał że żył taki kotek jak on. Że nim przemknął przez to krótkie życie to sprawił nim komuś radość i wielki... Wielki smutek kiedy zniknął. Rudy. Jeśli tam jesteś gdzieś. Nie ważne. Jeszcze kiedyś się spotkamy
0.068980932235718