19
Pewnie wielu z was zastanawiało się, co dzieje się po śmierci. Pomyślałem, że opiszę wam moją koncepcję – a nuż ktoś myśli podobnie jak ja. W mojej głowie istnieją dwa scenariusze:
Reinkarnacja wsteczna.
Wieczny sen w pętli.
Zacznijmy od pierwszego. W moim odczuciu każdy z nas żył i żyje nieskończoną ilość razy. Po śmierci po prostu rodzimy się na nowo i powtarzamy ten sam cykl w kółko i w kółko – i tak w nieskończoność. Stąd biorą się nasze „deja vu” oraz sny, które później sprawdzają się w przyszłości.
Drugi scenariusz jest nieco bardziej realistyczny. To wieczny sen. Pamiętajcie, że kiedy zasypiamy, potrafimy w kilka sekund przeżyć kilka godzin snu. Dlaczego więc nie mogłoby być tak, że osoba, która umiera, tylko z naszej perspektywy „wyłącza się” na zawsze? W jej własnym umyśle czas może zwalniać tak bardzo, że nasza jedna sekunda dla niej staje się dwustoma latami.
Idąc dalej: jeśli ona umiera wewnątrz tego swojego „snu w mózgu”, czas zwalnia jeszcze bardziej. Dochodzimy do punktu, w którym u nas mijają trzy sekundy, a w jej umyśle mijają eony i miliardy lat.
Z tej perspektywy niebo i piekło to nic innego jak nasz stan emocjonalny w chwili odchodzenia. Jeśli umieramy w strachu i z wyrzutami sumienia, nasz umysł tworzy piekło na wzór naszych lęków. Jeśli odchodzimy w pokoju, tworzy się niebo. To życie przez nieskończoność wewnątrz własnego umysłu.
0.071049928665161