Gdynia plaża, lato w pełni,
dziewczyna odepchnie natręta.
On w twarz jej daje – policzek płonie,
kibic rusza: „Nie ruszaj jej, draniu!”
Nóż błyska w słońcu, krew na piasku,
kolega pada, wnętrzności rozcięte.
Meksykanie z ostrzami w dłoniach,
atakują nieuzbrojonych, wściekłych.
Ruch Chorzów wstaje – gniew jak lawa,
broni kobiet, broni swoich braci.
Piach fruwa, pięści walą w rytmie,
sombrera lecą, nożownicy w popłochu.
„¡Ay caramba!” – uciekają w fale,
plaża nasza, honor nasz nieugięty.
Sąd dał wyroki, cela ich czeka,
lecz w sercach kibiców legenda trwa.
Bo bronili swoich, bronili czci,
przed nożownikami – za to warto stać.
Plaża cicha, Bałtyk szumi dalej,
a prawda kibicowska nigdy nie zginie.
dziewczyna odepchnie natręta.
On w twarz jej daje – policzek płonie,
kibic rusza: „Nie ruszaj jej, draniu!”
Nóż błyska w słońcu, krew na piasku,
kolega pada, wnętrzności rozcięte.
Meksykanie z ostrzami w dłoniach,
atakują nieuzbrojonych, wściekłych.
Ruch Chorzów wstaje – gniew jak lawa,
broni kobiet, broni swoich braci.
Piach fruwa, pięści walą w rytmie,
sombrera lecą, nożownicy w popłochu.
„¡Ay caramba!” – uciekają w fale,
plaża nasza, honor nasz nieugięty.
Sąd dał wyroki, cela ich czeka,
lecz w sercach kibiców legenda trwa.
Bo bronili swoich, bronili czci,
przed nożownikami – za to warto stać.
Plaża cicha, Bałtyk szumi dalej,
a prawda kibicowska nigdy nie zginie.