92
Cześć dzidki, potrzebuje porady męsko-damskiej.
Od półtora roku mieszkam z chłopakiem. On ma dość trudną przeszłość, obracał się w nieciekawym środowisku ale poszedł na półroczny odwyk i poznałam go pod koniec jego odwyku. On mieszkając na drugim końcu Polski zdecydował się po mojej jedynie sugestii i przeprowadził się do mnie. Chciałam żeby nie wracał do tamtego środowiska a bardzo szybko zaczęło mi zależeć. Ja mam małą kawalerkę, jeden pokój co było bardzo męczące ale, że studiuje dwa kierunki a on studiuje i pracuje to nie chciał się przeprowadzić i cały czas to odkładał. Dodatkowo nie przepada za moją rodziną. Wielokrotnie sam z siebie snuł plany o naszej przyszłości i nigdy nie wątpiłam, że bardzo mu zależy. Chodziliśmy na terapię były większe i mniejsze problemy z komunikacją. Po roku zaczął być bardzo zmęczony, moją kobiecą emocjonalnością, moją rodzina, mieszkaniem przez co był czasem bardzo złośliwy i nie miły. Potrafił nie dotknąć mnie przez trzy miesiące. Ja do tego dokładalam swoje "groźby" rozstania się bo też bolało mnie jego zachowanie. To również musiałoby być bardzo męczące i nie dawało żadnego poczucia bezpieczenstwa. Ale wyjaśniliśmy to i przeprosiłam, nie zrobiłabym tego więcej i obiecałam dać mu czas. Po miesiącu od moich przeprosin kiedy naprawdę bardzo starałam się dbać o niego ale jednocześnie nie wchodzić w drogę z dnia na dzień za moimi plecami zadzwonił do taty żeby przyjechał i pomógł zabrać wszystkie jego rzeczy. Jeszcze dzień wcześniej powiedział, że pójdziemy na randkę i wszystko wydawało się w porządku. Wiedziałam, że źle się czuje i starałam dać mu czas. Ale wstał rano i powiedział że nie da tak rady dłużej i że zaraz będzie jego ojciec po rzeczy. Byłam w szoku. Płakaliśmy oboje kiedy go pakowałam. Mówił, że przeprasza jeśli popełnia błąd. Wziął absolutnie wszystko, swoje meble, wszystko. Powiedział, że nie wie co ma robić ale nie da tak rady dłużej. Wyłączył lokalizację i pojechał, nie wiem gdzie. Zadzwoniłam po tygodniu z pytaniem czy mógłby chociaż powiedzieć gdzie jest, że skoro jesteśmy razem czuje, że to nie w porządku, że zupełnie nie wiem na czym stoję i co się dzieje, że boję się, że po prostu nie ma jaj żeby ze mną zerwać i że nie musimy nic przerabiać na odległość ale jakikolwiek kontakt poprawiłby mi humor. Był bardzo nie miły, powiedział że jeśli dzwonię tylko po to to żeby mówić że nie ma jaj że by mną zerwać to żebym więcej nie dzwoniła, że potrzebuje czasu i nie uważa, żeby powinien mi cokolwiek tłumaczyć, jeśli mi się nie podoba to sama mogę się z nim rozstać i jakby nie chciał ze mna być to by nie był. Na koniec dodał, że mnie kocha, zadzwoni jak będzie gotowy i się rozłączył. Jeszcze wcześniej w tyg napisał że chciałby żebym to ja się do niego przeprowadziła i żebyśmy chodzili na terapię i że zawsze mnie zapewniał że mu zależy ale nie pisał bo nie chciał mnie bardziej ranić bo wie jak okropnie to wyglądało. Bez kontaktu mijają teraz 3tyg. Nie wiem co się dzieje, nie wiem na czym stoję i chociaż rozumiem, że mężczyźni mają problem z mówieniem o uczuciach czy to faktycznie możliwe, że mnie kocha? Wiem, że ciężko obiektywnie i w całości przekazać sytuację ale zastanawiam się ile powinnam czekać, czy można według was kogoś kochać i się nie odzywać? Ile powinnam poczekać 2 miesiące? 4? pół roku?
Z jednej strony mogłabym czekać i rok jeśli byłby jakikolwiek kontakt, bo bardzo kocham tego człowieka. Z drugiej strony czuje się oszukana i nie wiem czy nie powinnam iść po prostu dalej. Nie miałabym żadnej pewności czy nie zrobi czegoś takiego bo będzie zmęczony na przykład dzieckiem kiedyś.
Proszę o wasze męskie spojrzenie na świat.
Wiem, że baby są trudne.
Pozdrawiam was serdecznie.
0.055485963821411