Wiedza
7 m
7
O poranku 24 kwietnia 2013 roku w Savarze (Szabharze), przemysłowym przedmieściu stolicy Bangladeszu – Dhaki, tysiące szwaczek i szwaczy stało przed ogromnym budynkiem Rana Plaza. Z przerażeniem wpatrywali się w głębokie, przypominające rany pęknięcia przecinające betonowe ściany. Intuicja podpowiadała im, by nie przekraczać progu tej budowli. Mieli rację, jednak w bezlitosnym świecie tak zwanej szybkiej mody produkcja nie mogła stanąć nawet na moment. Zastraszeni wizją utraty środków do życia, weszli do środka. Kilkanaście minut przed godziną dziewiątą – dokładnie o godzinie 8:54 – nastąpiła typowa dla tego regionu awaria sieci energetycznej. Na dachu budynku automatycznie uruchomiły się potężne generatory prądotwórcze zasilane dieslem. Tym razem jednak wibracje, które wywołały, były inne – znacznie silniejsze, nienaturalne i głęboko niepokojące. Osłabiona konstrukcja wpadła w rezonans. Ośmiopiętrowy gmach zaczął drżeć, a po chwili najwyższe piętro z ogłuszającym hukiem runęło na niższą kondygnację. Wywołało to lawinowy efekt domina. W niespełna sześćdziesiąt sekund kolos ze stali i betonu złożył się jak domek z kart, zamieniając się w pionowy cmentarz i grzebiąc pod gruzami tysiące ludzkich istnień. Śmierć poniosły 1134 osoby, a około 2500 odniosło poważne obrażenia. Była to największa katastrofa w historii przemysłu tekstylnego i jedna z najpotworniejszych tragedii budowlanych XXI wieku. Nie był to jednak nieszczęśliwy splot okoliczności, lecz nieuchronna konsekwencja systemowego wyzysku, korupcji i całkowitej ignorancji dla ludzkiego życia w imię maksymalizacji zysków globalnych koncernów.
Historia Rana Plaza to mroczna opowieść o patologiach na styku biznesu i polityki. Mohammad Sohel Rana, lokalny działacz powiązany z Jubo League – młodzieżówką rządzącej Ligi Awami – wraz ze swoim ojcem wzniósł ten kompleks w 2006 roku. Aby przejąć pełną kontrolę nad gruntem, zastraszali współwłaścicieli i fałszowali dokumentację. Sam wybór działki był wyrokiem – gmach postawiono na zasypanym stawie, czyli na bagnistym, niestabilnym gruncie, bez odpowiedniego wzmocnienia fundamentów. Architekt Massood Reza zaprojektował obiekt jako budynek komercyjny (z przeznaczeniem na sklepy i biura), jednak liczba kondygnacji pozostaje kwestią sporną w źródłach – sam architekt podawał różne liczby w różnych relacjach. Zezwolenia wydano na budowę komercyjną bez przeznaczenia przemysłowego. Jednak Sohel Rana, wykorzystując swoje polityczne wpływy i korumpując urzędników, w tym samego burmistrza, nielegalnie dobudował dodatkowe piętra – szef bangladeskiej straży pożarnej podał, że cztery górne kondygnacje powstały bez pozwolenia. Nie skonsultował tego z architektem, nie wzmocnił fundamentów i nie dostosował konstrukcji nośnej do nowego ciężaru. Co gorsza, ze względu na cięcie kosztów, użyto betonu z fatalnymi proporcjami – dodano do niego stanowczo zbyt dużo piasku kosztem cementu, a ilość stali zbrojeniowej zredukowano do minimum, czyniąc szkielet kruchym. Najbardziej zgubna okazała się jednak zmiana przeznaczenia budynku. Zamiast lekkich biur, na górnych piętrach zainstalowano pięć fabryk odzieżowych. Wniesiono tam tysiące ciężkich, przemysłowych maszyn do szycia, które pracując po kilkanaście godzin na dobę, generowały nieustanne drgania. Dopełnieniem architektonicznego wyroku było umieszczenie na dachu potężnych generatorów prądotwórczych, z których każdy ważył wiele ton. Budynek nigdy nie był przystosowany do znoszenia tak ekstremalnych obciążeń dynamicznych. Był tykającą bombą zegarową.
Dzień przed tragedią, we wtorek 23 kwietnia, w filarach nośnych i ścianach pojawiły się pęknięcia o szerokości kilku centymetrów. Sytuacja była na tyle alarmująca, że na miejsce wezwano inżyniera budowlanego, Abdura Razzaka Khana. Wystarczyło mu jedno spojrzenie, by ocenić skalę zagrożenia. Nakazał ewakuację i kategorycznie zabronił użytkowania obiektu do czasu przeprowadzenia gruntownych napraw. Należy jednak zaznaczyć, że Khan był wcześniej konsultantem właściciela przy nielegalnej rozbudowie budynku, za co również został następnie aresztowany. Zlokalizowany na parterze bank oraz sklepy od razu zamknęły swoje podwoje. Jednak na górnych kondygnacjach, gdzie mieściły się fabryki odzieżowe takie jak New Wave Style czy Phantom Apparels, postanowiono zignorować ostrzeżenia. Sohel Rana zorganizował wręcz absurdalną konferencję prasową, podczas której zapewniał z uśmiechem, że obiekt jest całkowicie bezpieczny, a głębokie rysy na kolumnach to jedynie łuszczący się tynk. Właściciele fabryk, przerażeni karami finansowymi za ewentualne opóźnienia w realizacji gigantycznych zamówień od zachodnich marek, uciekli się do brutalnego szantażu. Pracownikom grożono zwolnieniem z pracy lub potrąceniem miesięcznej pensji. Dla ludzi zarabiających wówczas zaledwie 38 dolarów miesięcznie – tyle wynosiła wówczas płaca minimalna w sektorze – oznaczało to widmo głodu dla ich rodzin.
Gdy 24 kwietnia rano pracownicy, płacząc z bezsilności, weszli do fabryk, ich los został przypieczętowany. Po upadku budynku rozpoczął się niewyobrażalny koszmar. Świadkowie opisywali sceny z najgłębszych kręgów piekła – z chmury duszącego pyłu dobiegały jęki, krzyki i błagania o pomoc tysięcy ludzi uwięzionych między zwałami pokruszonego betonu i skręconej stali. Akcja ratunkowa, prowadzona początkowo w ogromnym chaosie, trwała nieprzerwanie przez blisko trzy tygodnie (19 dni, do 13 maja 2013 r.). Ratownicy, ryzykując własne życie, wchodzili do niestabilnych ruin, używając kamer termowizyjnych i psów tropiących. Dla wielu ocalałych jedyną szansą na wydobycie z gruzowiska była amputacja kończyn na żywo, bez znieczulenia. Jedna z pracownic, Husnara Akhtar, wspominała później, jak przez pięć godzin leżała uwięziona w mroku, patrząc na zmiażdżone ciało własnego męża i uświadamiając sobie, jak bardzo jako robotnicy byli dla świata "zbędni". Ostatnią żywą osobę – kobietę o imieniu Reshma – wydobyto po siedemnastu dniach od zawalenia, 10 maja, niemal bez obrażeń – to był cud w morzu rozpaczy. Z biegiem czasu ratownicy wydobywali już niemal wyłącznie ciała, często w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że ich identyfikacja była możliwa jedynie dzięki badaniom DNA, znalezionym telefonom komórkowym czy identyfikatorom pracowniczym.
Gdy 24 kwietnia rano pracownicy, płacząc z bezsilności, weszli do fabryk, ich los został przypieczętowany. Po upadku budynku rozpoczął się niewyobrażalny koszmar. Świadkowie opisywali sceny z najgłębszych kręgów piekła – z chmury duszącego pyłu dobiegały jęki, krzyki i błagania o pomoc tysięcy ludzi uwięzionych między zwałami pokruszonego betonu i skręconej stali. Akcja ratunkowa, prowadzona początkowo w ogromnym chaosie, trwała nieprzerwanie przez blisko trzy tygodnie (19 dni, do 13 maja 2013 r.). Ratownicy, ryzykując własne życie, wchodzili do niestabilnych ruin, używając kamer termowizyjnych i psów tropiących. Dla wielu ocalałych jedyną szansą na wydobycie z gruzowiska była amputacja kończyn na żywo, bez znieczulenia. Jedna z pracownic, Husnara Akhtar, wspominała później, jak przez pięć godzin leżała uwięziona w mroku, patrząc na zmiażdżone ciało własnego męża i uświadamiając sobie, jak bardzo jako robotnicy byli dla świata "zbędni". Ostatnią żywą osobę – kobietę o imieniu Reshma – wydobyto po siedemnastu dniach od zawalenia, 10 maja, niemal bez obrażeń – to był cud w morzu rozpaczy. Z biegiem czasu ratownicy wydobywali już niemal wyłącznie ciała, często w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że ich identyfikacja była możliwa jedynie dzięki badaniom DNA, znalezionym telefonom komórkowym czy identyfikatorom pracowniczym.
Wśród ofiar dominowały młode kobiety w wieku od 18 do 35 lat, pochodzące z najbiedniejszych rolniczych prowincji Bangladeszu. To one, pracując nierzadko po piętnaście godzin dziennie za głodowe stawki, szyły ubrania, które trafiały na półki eleganckich galerii handlowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Gdy opadł kurz, ratownicy i dziennikarze zaczęli znajdować w gruzach metki produkcyjne. Ujawniły one szokującą prawdę – w Rana Plaza produkowano odzież dla największych potęg świata mody, takich jak włoski Benetton, hiszpańskie Mango, irlandzki Primark czy amerykański Walmart. Prawdziwym wstrząsem dla polskiego rynku było odkrycie przez czeskiego fotografa metek marki Cropp, należącej do gdańskiego giganta odzieżowego LPP. Początkowe reakcje korporacji były pełne wyparcia. Tłumaczono się skomplikowanymi łańcuchami dostaw. Jak przyznało LPP, produkcja była zlecana agentom, a ci z kolei, często bez wiedzy głównego zleceniodawcy, przekazywali ją nieoficjalnym podwykonawcom działającym w warunkach urągających jakimkolwiek normom bezpieczeństwa. To był standard całej branży tak zwanej "szybkiej mody" (fast fashion) – wyścig na samo dno, gdzie globalne marki szukały najtańszej siły roboczej, zamykając oczy na to, w jakich warunkach powstają ich produkty.
Sohel Rana, główny winowajca tragedii, próbował ratować się ucieczką. Cztery dni po zawaleniu gmachu został ujęty przez specjalne jednostki policji przy granicy z Indiami, gdy próbował zbiec posługując się fałszywymi dokumentami. Chociaż postawiono mu zarzut wielokrotnego zabójstwa, za co w Bangladeszu grozi kara śmierci, sprawiedliwość okazała się powolna. W 2017 roku skazano go na zaledwie trzy lata więzienia – nie za śmierć pracowników, lecz za zatajenie majątku przed komisją antykorupcyjną. Główny proces o morderstwo ponad tysiąca osób, nękany apelacjami i ucieczkami części oskarżonych, przeciągał się latami i nawet dekadę po tragedii nie znalazł swojego ostatecznego finału w postaci wyroku za śmierć szwaczek.
Sohel Rana, główny winowajca tragedii, próbował ratować się ucieczką. Cztery dni po zawaleniu gmachu został ujęty przez specjalne jednostki policji przy granicy z Indiami, gdy próbował zbiec posługując się fałszywymi dokumentami. Chociaż postawiono mu zarzut wielokrotnego zabójstwa, za co w Bangladeszu grozi kara śmierci, sprawiedliwość okazała się powolna. W 2017 roku skazano go na zaledwie trzy lata więzienia – nie za śmierć pracowników, lecz za zatajenie majątku przed komisją antykorupcyjną. Główny proces o morderstwo ponad tysiąca osób, nękany apelacjami i ucieczkami części oskarżonych, przeciągał się latami i nawet dekadę po tragedii nie znalazł swojego ostatecznego finału w postaci wyroku za śmierć szwaczek.
Rozmiar tragedii w Rana Plaza wywołał falę oburzenia na całym świecie. Konsumenci w końcu dostrzegli, że niska cena na sklepowej metce jest okupiona ludzką krwią. W wyniku potężnej presji społecznej i protestów, w maju 2013 roku powołano przełomową inicjatywę – Accord on Fire and Building Safety in Bangladesh. Było to pierwsze tak rygorystyczne, prawnie wiążące porozumienie między globalnymi markami, związkami zawodowymi i organizacjami pozarządowymi. Sygnatariusze, w tym m.in. H&M, Zara, a wkrótce potem także polskie LPP (które diametralnie zmieniło swoją strategię kontroli łańcucha dostaw), zobowiązali się do finansowania niezależnych inspekcji budowlanych i przeciwpożarowych, publikowania transparentnych raportów oraz opłacania kosztów modernizacji fabryk. W ciągu pierwszych pięciu lat działania porozumienia skontrolowano ponad 1600 fabryk, eliminując dziesiątki tysięcy śmiertelnych zagrożeń i szkoląc ponad półtora miliona pracowników z zakresu bezpieczeństwa higieny pracy. Utworzono także wielomilionowy fundusz odszkodowawczy dla ocalałych i rodzin ofiar, do którego – po początkowych oporach – dorzuciły się również firmy zlecające tam produkcję.
Z popiołów Rana Plaza narodził się globalny ruch społeczny Fashion Revolution, założony przez Carry Somers i Orsolę de Castro, który co roku, w rocznicę tragedii, wzywa konsumentów do zadawania markom odzieżowym jednego, kluczowego pytania: „Kto uszył moje ubrania?”. Mimo bezsprzecznych postępów w zakresie bezpieczeństwa konstrukcyjnego budynków, wiele strukturalnych problemów branży pozostało nierozwiązanych. Pensje szwaczek w Bangladeszu, choć wzrosły, wciąż oscylują wokół granic ubóstwa. Tysiące mniejszych, nieoficjalnych podwykonawców nadal działa w szarej strefie, omijając kontrole. Co więcej, połowa ocalałych z Rana Plaza z powodu trwałego kalectwa fizycznego oraz głębokich urazów psychicznych nie jest w stanie podjąć żadnej pracy, żyjąc w skrajnej nędzy i poczuciu zapomnienia.
Z popiołów Rana Plaza narodził się globalny ruch społeczny Fashion Revolution, założony przez Carry Somers i Orsolę de Castro, który co roku, w rocznicę tragedii, wzywa konsumentów do zadawania markom odzieżowym jednego, kluczowego pytania: „Kto uszył moje ubrania?”. Mimo bezsprzecznych postępów w zakresie bezpieczeństwa konstrukcyjnego budynków, wiele strukturalnych problemów branży pozostało nierozwiązanych. Pensje szwaczek w Bangladeszu, choć wzrosły, wciąż oscylują wokół granic ubóstwa. Tysiące mniejszych, nieoficjalnych podwykonawców nadal działa w szarej strefie, omijając kontrole. Co więcej, połowa ocalałych z Rana Plaza z powodu trwałego kalectwa fizycznego oraz głębokich urazów psychicznych nie jest w stanie podjąć żadnej pracy, żyjąc w skrajnej nędzy i poczuciu zapomnienia.
Źródła:
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdfdirect/10.1111/ilr.12183
http://downloads.hindawi.com/journals/tswj/2015/136434.pdf
https://www.mdpi.com/1660-4601/16/13/2342/pdf
https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=2562144
https://www.watson.ch/international/wirtschaft/515125509-1100-tote-in-der-rana-plaza-fabrik-besitzer-muss-ins-gefaengnis-aber-nicht-deswegen
https://www.dw.com/de/drei-jahre-nach-rana-plaza-katastrophe-prozessbeginn-gegen-18-angeklagte/a-19329739
https://www.journal.iubat.ac.bd/assets/archive/P5359185_publish_paper_1665814073.pdf
https://wsr-network.org/success-stories/accord-on-fire-and-building-safety-in-bangladesh/
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdfdirect/10.1111/ilr.12183
http://downloads.hindawi.com/journals/tswj/2015/136434.pdf
https://www.mdpi.com/1660-4601/16/13/2342/pdf
https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=2562144
https://www.watson.ch/international/wirtschaft/515125509-1100-tote-in-der-rana-plaza-fabrik-besitzer-muss-ins-gefaengnis-aber-nicht-deswegen
https://www.dw.com/de/drei-jahre-nach-rana-plaza-katastrophe-prozessbeginn-gegen-18-angeklagte/a-19329739
https://www.journal.iubat.ac.bd/assets/archive/P5359185_publish_paper_1665814073.pdf
https://wsr-network.org/success-stories/accord-on-fire-and-building-safety-in-bangladesh/