32
Ja to w ogóle byłem dziwnym dzieciakiem.
Nie w sensie że coś tam lego czy komputery – nie, ja miałem projekt. Projekt socjologiczny zanim wiedziałem co to znaczy „socjologia”. Lata 90, żadnego internetu, żadnych telefonów. Nuda taka, że aż człowiek zaczyna myśleć.
I wtedy mnie olśniło.
Wujek miał w garażu karton starych gazetek porno. Takich jeszcze pożółkłych, pachnących PRL-em i smarem do łożysk. Normalnie by to ktoś wyrzucił… ale nie ja.
Ja miałem PLAN.
Zapakowałem to wszystko do pudła, poszedłem do lasu – takiego jednego, gdzie dzieciaki często się kręciły – i schowałem pod konkretnym drzewem. Nie za bardzo, żeby ktoś znalazł przypadkiem, ale też nie za słabo, żeby to było „przypadkowe odkrycie”.
I potem zaczęła się najlepsza część.
Czaiłem się.
Serio. Krzaki, komary, cisza, ja leżę jak snajper tylko zamiast karabinu mam kanapki z pasztetem i cierpliwość. Pierwszego dnia nic. Drugiego też nie.
Ale trzeciego…
Przyszli.
Dwóch małych typów, tak na oko 10–12 lat. Najpierw patykiem grzebią, potem jeden mówi: „Ty, co to jest?”
Otworzyli.
I ja przysięgam – cisza jak w kościele, a potem tylko: „O kurwa…”
I nagle świat się zmienił. Siadają, oglądają, przekładają strony jakby to były jakieś święte księgi. Ja w krzakach prawie się udusiłem ze śmiechu.
I to nie był jednorazowy przypadek.
To się stało… miejscem.
Zaczęli przychodzić różni. Jedni sami, inni w grupkach. Był nawet jeden gość, co przyszedł „na spacer z psem”, pies dawno poszedł, a on dalej siedział nad gazetką.
Najlepsze było to, jak ktoś myślał, że jest pierwszy odkrywca. Ten moment dumy na twarzy, jakby znalazł skarb templariuszy.
A ja wszystko widziałem.
Czasem ktoś się spłoszył – raz pamiętam, jak jeden uciekł, bo gałąź chrupnęła (to ja oczywiście). Gazetki zostawione, rozsypane, dramat.
I tak to trwało całe lato.
Aż przyszedł deszcz.
Taki konkretny, tygodniowy. Poszedłem sprawdzić moje „laboratorium” i… koniec. Wszystko rozmokłe, posklejane, tragedia. Projekt zakończony.
Ale powiem wam jedno.
Ja wtedy zrozumiałem ludzi.
Nie internet, nie szkoła – tylko krzaki, karton i grupa dzieciaków, które myślą, że odkryły największy sekret świata.
I czasem jak idę do lasu, to się zastanawiam…
Ile takich „projektów badawczych” jeszcze gdzieś tam leży.
0.24939799308777