36
Ostatnio coraz częściej się nad tym zastanawiam i mam wrażenie, że ludzie dalej jadą na przyzwyczajeniu, a realia się już zmieniły.
Diesel przez lata był oczywisty wybór – tanio, ekonomicznie, duży zasięg i robisz robotę. Sam jeżdżę dieslem i dalej uważam, że w trasie czy pod obciążeniem nie ma lepszej opcji. Ale patrząc na ceny paliwa i koszty utrzymania, to zaczyna się to wszystko trochę rozjeżdżać.
Paliwo drogie, serwis coraz droższy – wtryski, turbo, DPF, wszystko kosztuje. Do tego jak ktoś jeździ więcej po mieście albo krótkie odcinki, to ten diesel wcale nie ma lekko i zaczyna generować problemy. I tu się pojawia temat elektryków, który jeszcze niedawno bym totalnie wyśmiał.
Ale jak się na chłodno policzy, to przy jeździe wokół komina elektryk zaczyna mieć sens. Ładujesz w domu, koszt kilometra wychodzi niski, odpada sporo rzeczy serwisowych. Tylko że to działa pod jednym warunkiem – musisz mieć gdzie ładować i nie robić dużych tras.
I teraz mam wrażenie, że dyskusja jest kompletnie źle prowadzona. Jedni mówią, że elektryk to przyszłość i diesel się skończył, drudzy że elektryk to zabawka i nigdy się nie opłaci. A prawda jest taka, że jedno i drugie ma sens, tylko w innych zastosowaniach.
Diesel dalej wygrywa w trasie, przy ciężkiej robocie i tam gdzie liczy się czas. Elektryk zaczyna wygrywać lokalnie, przy krótkich kursach i powtarzalnej jeździe.
Pytanie tylko, jak długo diesel utrzyma przewagę, bo patrząc na ceny paliwa i kierunek zmian, to mam wrażenie, że to już nie jest tak oczywiste jak kiedyś.
Jak to u Was wygląda? Dalej diesel bez zastanowienia, czy ktoś już realnie rozważa elektryka przy obecnych kosztach?
0.071916103363037