18
Piątek, 17:30, wracam do domu po pracy, wchodzę do domu i klasyk:
- Żona wgapiona w TV,
- Córka z nosem w telefonie,
- Syn naparza w jakąś gierkę na kompie.
Jako, że nikt nie zareagował na otwarcie i zamknięcie drzwi, witam się głośnym dzień dobry! Cisza... 
No to powtórka, DZIEŃ DOBRY!!!
Żona odburknęła "dobry", córka ,"siema", syn w słuchawkach...
No nic to myślę, wchodzę do kuchni... obiadu brak, znaczy był ale akurat dziś odwiedził naś chłopak córki i opierdolił moją porcję z dokładką... zmywarka nie wstawiona, zlew pełny garów. Zerkam co tam w lodówce jest... chyba raczej co w niej będzie, jak sam sobie pójdę na zakupy. 
Trzeba się odświerzyć po robocie, kierunek łazienka... jeszcze tylko duży krok nad stertą ciuchów do prania i już jestem przy umywalce. Przepłukałem twarz, rozejrzałem się dookoła... wszędzie włosy żony i córki, nawet woda w umywalce spływa jak krew z nosa bo zapewne odpływ też kłakami zajebany... bibeloty, suszarki, lokówki, kosmetyki... zwróciłem twarz w stronę lustra, patrzę sobie w oczy i myślę "kurwa, jestem już w domu od 40 minut i nikt się z miejsca nie ruszył, nikt się nie zainteresował jak minął dzień, zero reakcji! Może ja jestę powietrzę?" I tak powoli zaczynam przekraczać tę cienką czerwoną linię i nagle BINGO!!! Kupię sobie psa, może chociaż on będzie się cieszył na mój powrót do domu. Założyłem buty, kurtkę, stanąłem w progu drzwi i oznajmiłem "jadę na Podlasie kupić sobie psa, może chociaż on będzie jakkolwiek reagował na mój widok!" 
Zatrzasnąłem drzwi za sobą i zostawiłem wszystkich z hasłem przewodnim mojej wyprawy... o ile cokolwiek usłyszeli.
Kierunek Podlasie, przedemną jakieś 200 km w ciszy i spokoju... jak tylko przebrnę przez te jebane piątkowe korki... Warszawa jedzie na weekend do domu.
Im bliżej celu byłem tym więcej wątpliwości, rozterki moralne, a trzeba będzie wychodzić na spacer, a zbierać gówno z trawnika, a na wakacje zabierać, a gdzie pies w bloku, szkoda psa... no ale przecież nie po to jebałem taki kawał, żeby wracać z pustymi rękoma!
Wracam do domu, już widzę jak cała trójka sterczy na balkonie i wypatrują mojego powrotu... "czyli chyba jednak coś tam usłyszeli" pomyślałem. Jak tylko mnie zobaczyli cała trójka wystartowała po schodach i już sterczą przed blokiem, wszyscy uśmiechnięci, machają, ciekawi jak potoczą się dalsze losy tej historii.
Zaparkowałem, wysiadam i słyszę:
- Masz go?
- No pewnie, że mam!
- Gdzie on jest?
- W bagażniku!
Otworzyłem bagażnik z pilota, cała trójka podleciała zajrzeć do środka, podnoszą klapę i...:
- Tu nie ma żadnego psa, tylko jakieś baniaki!
- Doszedłem po drodze do wniosku, że ani Wy ani ja nie jesteśmy gotowi na całego psa dlatego przywiozłem... samogon.
0.25445294380188