3
I nastał poranek dnia trzeciego. Jest bardzo wcześnie - za kwadrans szósta. Ciało już prawie nie boli.
Śniadanie, zbieranie i przenoszę kajak na drugą stronę grobli. Zobaczę ten Bydgoszcz. Od śluzy do centrum jest jakieś 10km, to szybko popłynę, zobaczę i wrócę.
Ruszam na luzaku pół do ósmej. Pierwszy kilometr idzie lekutko. Kajak dosłownie mknie po gładkiej tafli. Idzie jak sportowy motór. Wiem, jaram się, ale to jeden z tych kajaków które zadają klam opinii o dmuchańcach.
Problem zaczyna się w momencie skrętu w prawo w Brdę. Teraz muszę płynąć pod prąd. To znaczy że prędkość nurtu która normalnie się dodaje, teraz się odejmuje. GPS pokazuje że przy sporym wysiłku robię 4km/h.
Trudno, będzie mniej spektakularnie ale się uda.
Z początku miasto wygląda jak typowe miasto nad rzeką. Rzeka jest bo jest, ale po co i na co to nikt pomysłu nie ma. Mijam tartak (?) , klub wioślarski, jeden i drugi most. Opływam wyspę.
I o jedenastej ląduje w miejscu które wywala mnie z kapci.
Wyspa Młyńska i okolice. O żesz ryps w pips że horros szoł.
To jest piękne. Krwa nie wiedziałem że Bydgoszcz ma miejsce na takim wypasie. Odnowione budynki na obu brzegach, pomosty, trawniki, deptaki. Na wodzie kajaki, motorówki i pływające domy. Nawet przepławka dla ryb jest ciekawie zrobiona. I wodospad majo po lewej stronie.
Łeb mi się kręci że nie wiem w którą stronę popatrzeć.
Jak już ochłonąłem płynę dalej pod prąd. Dopływam do miejskiej śluzy. Nie ma numeru telefonu. Spływam na prawy brzeg rzeki, cumuje, wyłażę robię ogląd. Okazuje się że można się tu przenieść mały kawałek, dosłownie 20m i się jest w wyższej części rzeki.
Takoż czynię.
Płynę jeszcze kawałek w górę. Mijam przystań kajakową od której małpie robią się wielkie oczy.
O ja pierdziu. Przyjechał wieśniak ze wsi Sosnowiec i miasto zobaczył.
W głowie rodzi się plan. Jeśli miasto wygląd tak na wypasie w dzień to jak to będzie wyglądać w nocy? Generalnie spodobało mi się wczesnonocne pływanie w różnych miejscach. Ale nie będę tu przecie czekał pół dnia.
Ruszam w górę rzeki. Mijam, i tu będzie mega zaskoczenie - Technikum Żeglugi Śródlądowej. To stąd bierze się obsługa białej floty i tych wszystkich barek. Przerąbane trochę. Kończysz szkołe i fruu na drugi koniec kraju bo tylko tam jest wakat w załodze.
Potem niestety wpływam w slumsy. Dzielnica nieodnowionych kamienic widziana od podwórzy. Sląskie familoki w porównaniu z tym to pałace. A okolica wygląda tak że Cejrowski mógłby tu kręcić z marszu.
Pod prąd płynie się ciężko. Znikają umocnienia brzegu, robi się typowo bagniście-nieprzyjazny. Zmordowany dopływam o piętnastej do elektrowni. Liczę że droga powrotna mi zajmie godzinę więc robie przenostkę i płynę kawałek dalej. W sumie dopływam 25km od ujścia rzeki.
Jest 17. Robię postój. Zjadam późny obiad, krotka kąpiel w rzece, wyleguję się na piasku i odpoczywam.
O 19 rozpoczynam nieśpieszny powrót. Zależy mi na tym żeby do centrum dopłynąć po ciemku.
Udaje się. Słońce zachodzi za drzewami jak mijam most kolejowy.
Teraz w zasadzie dryfuje.
To wygląda nieziemsko. Oświetlenie po lewej, po prawej. Nad głową noc, a w wodzie odbija się światło z brzegu. Wpływam w tą odnogę na której robiłem przenoskę. Tutaj są nawet kładki podciągnięte wzdłuż brzegu i masa restauracji zaraz powyżej.
W mordeczkę. To nawet nie wygląd jak w Polsce. Dopływam ile się da wzdłuż kładki. Potem wracam i przy wodospadzie robię przenoskę.
Poniżej wyspy młyńskiej nadal sporo łodzi.
Chyba z pół godziny spędzam gapiąc się na to wszystko.
Potem do wioseł i w doł rzeki. Znowu monotonna, miejska zabudowa. Ale nastrój jest o dwie oktawy wyższy. Nie euforia, ale takie głębokie przeświadczenie że podróż pomogła zobaczyć coś wyjątkowego.
Zmęczenie daje znać wiec pozwalam bardziej się rzece nieść niż wiosłować. Na śluze trafiam chwilę przed północą. Od razu obnosze bokiem i rozbijam się jak najdalej żeby nie przeszkadzać ochronie.
Usypiam gdzieś o pierwszej w nocy.
* * *
0.063752889633179