3
Centralia w pensylwańskim hrabstwie Columbia w połowie XX wieku była kwitnącym, zżytym miasteczkiem górniczym, jakich wiele w tym regionie. Jej fundamenty – dosłownie i w przenośni – opierały się na antracycie, czyli wyjątkowo twardej, wysokokalorycznej i szlachetnej odmianie węgla. Przez ponad sto lat intensywnego wydobycia pod ulicami, domami i cmentarzami wyryto prawdziwy labirynt korytarzy, sztolni i szybów, które oplatały podziemia gęstą pajęczyną. Miasto liczyło u zarania katastrofy około 1500 mieszkańców – daleko mniej niż 2761 osób, które zamieszkiwały Centralię w szczytowym roku 1890, gdy działało tu czternaście kopalni, siedem kościołów, pięć hoteli i dwadzieścia siedem salonów. W 1962 roku tę skurczoną już, ale wciąż żywą społeczność czekał jednak bezlitosny wyrok.
Pożar w kopalni Centralia (1962): podziemne piekło, które pożarło miasto
Wszystko zaczęło się od absurdalnie błahej decyzji. Władze miasta, chcąc uporządkować dzikie i nielegalne zrzutowiska przed nadchodzącym Dniem Pamięci, postanowiły zorganizować jedno oficjalne wysypisko śmieci w nieczynnej odkrywce o głębokości około 15 metrów i szerokości blisko 90 metrów, położonej tuż obok cmentarza Odd Fellows. Całkowicie zignorowano przy tym wyraźne ostrzeżenia inspektora stanowego George'a Segaritusa, który bezwzględnie informował radnych, że widoczne w dnie i ścianach wyrobiska dziury wymagają zasypania materiałem niepalnym. Te mroczne pęknięcia prowadziły bowiem bezpośrednio do trzewi ziemi – do dawnych, porzuconych chodników górniczych, pełnych węglowego pyłu, resztek urobku i tlenu. 27 maja 1962 roku pięciu ochotniczych strażaków, wykonując polecenie rady miejskiej, podpaliło zebraną stertę odpadów. Warto dodać, że dokładna przyczyna pożaru do dziś pozostaje przedmiotem sporu: według najpopularniejszej hipotezy Davida DeKoka ogień przeniesiony ze stosu śmieci przeszedł przez niezasypane otwory do podziemi, natomiast historyczka Joan Quigley twierdzi, że do wyrobiska mógł już wcześniej – dzień przed oficjalnym podpaleniem – zostać wrzucony gorący popiół z domowych pieców węglowych. Niezależnie od pierwotnej przyczyny, gdy po kilku godzinach ogień z wierzchu ugaszono strumieniami wody, wszyscy rozeszli się do domów w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Płomienie odżyły jednak ponownie 29 maja, a kolejny wybuch nastąpił 4 czerwca. Nikt nie zauważył, że zdradliwy, tlący się żar wślizgnął się przez niezasypane szczeliny prosto do podziemnego krwiobiegu miasta.

W kolejnych tygodniach ziemia zaczęła delikatnie dymić, a z pęknięć wydobywał się gryzący fetor siarki i tlenku węgla. Rada miasta, zamiast natychmiast bić na alarm, wybrała milczenie, uniki i grę pozorów. Ze strachu przed finansową odpowiedzialnością próbowano wmówić właścicielom złóż i decydentom w stolicy stanu, że ogień pojawił się samoczynnie wskutek wyjątkowych letnich upałów. Co gorsza, w imię biurokratycznej ostrożności odrzucono darmową pomoc miejscowego operatora odkrywek, Alonzo Sancheza, który chciał natychmiast rozkopać płonący sektor w zamian za urobek wydobyty przy okazji akcji ratunkowej. Strach przed skomplikowanymi wierceniami rozpoznawczymi i komplikacjami prawnymi wygrał ze zdrowym rozsądkiem. Była to pierwsza i, jak się później okazało, ostatnia realna szansa na zduszenie problemu w zarodku – niektórzy szacują, że już wówczas wystarczyłoby zaledwie 50 000 dolarów, by pożar definitywnie ugasić. Kiedy wreszcie przystąpiono do pierwszych prób walki z żywiołem, okazały się one podręcznikowym przykładem urzędniczej krótkowzroczności i technicznej nieudolności. Wynajęta latem 1962 roku firma Bridy Inc. pracowała w narzuconych, absurdalnie sztywnych ramach: ciężki sprzęt stawał wczesnym popołudniem, nikt nie pracował na nocnych zmianach, a długi weekend Dnia Pracy zamienił plac budowy w pustkowisko na kilka pełnych dni. Firmie bezwzględnie zakazano przy tym wszelkich wierceń rozpoznawczych, co oznaczało, że inżynierowie walczyli z potężnym, niewidzialnym przeciwnikiem, operując wyłącznie na zgadywanie. Ogień, nie znając pojęcia czasu wolnego, bez wysiłku wyprzedzał koparki, dodatkowo podsycany potężnymi dawkami świeżego powietrza z nowo otwieranych wykopów. Kiedy wydobyto ponad 44 tysiące metrów sześciennych gruntu i ostatecznie wyczerpano skromny budżet, zmieniono taktykę na metodę zamulania. Zaczęto wtłaczać pod ziemię tysiące litrów gęstej zawiesiny z kruszywa, popiołów i wody. Przyszła jednak sroga zima. Mieszalniki zamarzały na mrozie, pękały rury doprowadzające wodę, a ślimacze tempo prac sprawiło, że pożar z niesłychaną łatwością przebił się przez kruchą barierę.
Pożar w kopalni Centralia (1962): podziemne piekło, które pożarło miasto
Przez całe lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte mieszkańcy żyli w stanie dziwnego, wymuszonego zaprzeczenia. Niektórzy wręcz chwalili się, że w ich przydomowych ogródkach dorodne warzywa dojrzewają nawet w chłodnym grudniu, ponieważ ziemia jest stale podgrzewana od spodu. Prawda stawała się jednak z każdym miesiącem coraz bardziej mroczna. W solidnych fundamentach domów pojawiały się głębokie rysy, a do piwnic sączył się bezwonny, morderczy tlenek węgla. Ludzie uskarżali się na chroniczne migreny i mdleli we własnych salonach. W 1979 roku burmistrz John Coddington, właściciel lokalnej stacji benzynowej, ze zgrozą odkrył, że paliwo w jego podziemnych zbiornikach osiągnęło temperaturę blisko 78 stopni Celsjusza, grożąc w każdej chwili potężną eksplozją. Miasto dosłownie siedziało na tykającej, geologicznej bombie, a ziemia na obrzeżach zaczęła się powoli zapadać, tworząc dymiące leje i pęknięcia przypominające powulkaniczny krajobraz. Dzień, który ostatecznie i brutalnie przypieczętował los Centralii, nadszedł 14 lutego 1981 roku – w Walentynki. 12-letni Todd Domboski biegł przez podwórko babci przy Locust Avenue, gdy trawnik pod jego stopami bez najmniejszego ostrzeżenia po prostu się rozstąpił. Chłopiec wpadł do wąskiego na około 1,2 metra zapadliska, sięgającego blisko 46 metrów w głąb wypełnionej toksynami otchłani. Zdołał cudem chwycić się odsłoniętych korzeni drzew, skąd w ostatniej chwili wyciągnął go 14-letni kuzyn Eric Wolfgang. Pomiary wykazały, że stężenie śmiercionośnego tlenku węgla zabiłoby dorosłego człowieka w ciągu kilku minut. Ten mrożący krew w żyłach incydent natychmiast wstrząsnął całą Ameryką i trafił na czołówki gazet na całym świecie. Federalne agencje wreszcie przestały udawać, że sytuację da się opanować kolejnymi półśrodkami. Zimne analizy inżynieryjne wyliczyły, że całkowite wygaszenie pożaru poprzez stworzenie gigantycznej, liczącej ponad 150 metrów głębokości odkrywki kosztowałoby setki milionów dolarów i wymagałoby fizycznego zniszczenia większości ocalałego miasta. Podjęto więc chłodną, ekonomiczną kalkulację: taniej, szybciej i bezpieczniej będzie po prostu wysiedlić ludzi.

W 1983 roku Kongres Stanów Zjednoczonych, przyciśnięty do muru opinią publiczną, przeznaczył ponad 42 miliony dolarów na program dobrowolnych wykupów nieruchomości. To zapoczątkowało bolesny proces ostatecznego rozrywania lokalnej tkanki społecznej. Ponad tysiąc osób opuściło swoje domostwa, które błyskawicznie równano z ziemią; wyburzono w sumie blisko 500 budynków. W 1992 roku gubernator Pensylwanii Bob Casey wydał ostateczny wyrok na osadę, stosując prawo wywłaszczenia ze względu na zagrożenie życia. Miasto po ponad stu pięćdziesięciu latach istnienia przestało formalnie widnieć w rejestrach, a w 2002 roku ostatecznie zlikwidowano jego unikalny kod pocztowy 17927.
Pożar w kopalni Centralia (1962): podziemne piekło, które pożarło miasto
Co najbardziej bolesne w tej historii, nigdy nie pociągnięto do odpowiedzialności karnej ani urzędników, którzy zlecili nielegalne podpalenie śmieci, ani strażaków, którzy nie dopełnili obowiązków. Wszyscy winni schowali się za murem biurokratycznej, zbiorowej amnezji, a ewentualne roszczenia dawno się przedawniły. Pełne konsekwencje tego łańcucha pomyłek ponieśli wyłącznie zwykli mieszkańcy. Wielu z nich do samego końca nie potrafiło uwierzyć w oficjalną narrację, twierdząc, że opowieści o wszechogarniającym zagrożeniu to sprytna zasłona dymna skrywająca chęć przejęcia przez korporacje i państwo wartych setki milionów dolarów złóż antracytu spoczywających pod ich ojcowizną. Choć kolejne instancje sądowe konsekwentnie odrzucały te teorie, głęboka gorycz pozostała w ludziach na zawsze. Ostatni niezłomni obywatele przez długie lata z uporem kosili trawniki na pustych działkach i wieszali ozdoby świąteczne na opuszczonych ulicach. Ostatecznie, na mocy ugody z 2013 roku, pozwolono siedmiu ocalałym dożyć swoich dni w domach, które po ich śmierci bezwarunkowo przejdą na własność stanu Pensylwania. Pożar w Centralii wywarł przy tym trwały ślad w kulturze popularnej: posępny, dymiący krajobraz opuszczonego miasta stał się bezpośrednią inspiracją dla twórców horroru filmowego Silent Hill z 2006 roku oraz dla pisarzy, m.in. Deana Koontza.

Dziś dawna Centralia to przejmujący, cichy pomnik ludzkiej arogancji i lekceważenia natury. Żarłoczny pożar wciąż trawi węglowe złoża na głębokości dochodzącej do 90 metrów, powoli obejmując swoimi mackami obszar blisko 15 kilometrów kwadratowych. Słynna „Graffiti Highway" – głęboko pęknięty, nieustannie dymiący odcinek opuszczonej drogi stanowej Route 61, formalnie zamknięty już w 1993 roku, przez dekady działający jak magnes na turystów i grafficiarzy – w kwietniu 2020 roku została ostatecznie zasypana przez właściciela terenu, firmę Pagnotti Enterprises, setkami mound z ziemi. Oficjalnym powodem były kwestie odpowiedzialności i bezpieczeństwa. W miejscu dawnych domostw jedynie szumi wiatr w koronach młodych drzew, a w gorącej, przesyconej siarką glebie namnażają się ciepłolubne bakterie, badane przez naukowców z całego świata. Nikt już nie próbuje walczyć z tym potężnym, podziemnym żywiołem. Ogień, mając do dyspozycji gigantyczne rezerwy doskonałego paliwa, według geologów będzie nieubłaganie pełznął w mroku przez kolejne 250 lat, milcząco pożerając węglowe serce miejsca, które kiedyś tętniło pełnią życia.
Źródła:
https://www.bostonglobe.com/news/nation/2013/10/31/residents-living-above-mine-fire-free-stay/4T0jgGCnWmXCDQlMMfe2xL/story.html
https://www.courthousenews.com/eminent-domain-in-coal-countrycalled-a-billion-dollar-land-grab/
https://www.claimsjournal.com/news/east/2012/03/02/202179.htm
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5437352/
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11237453/
https://pubs.geoscienceworld.org/books/book/903/chapter/4656662
https://pubs.geoscienceworld.org/books/book/923/chapter/4886487/
https://www.cambridge.org/core/product/identifier/S0007680500042525/type/journal_article
https://www.semanticscholar.org/paper/a495172b868691c8b61c5e9bbb9e4d6cc81d984b
https://www.semanticscholar.org/paper/629a66c72ec90c26829fb544734964e771a25dcf
https://www.semanticscholar.org/paper/9c26a90acfb1affe68e6f564009625f56a895fc1
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdfdirect/10.1002/ecs2.2222
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC8309726/
https://www.casemine.com/judgement/us/5914bd7badd7b049347a2939
0.063492059707642