Dyskusje ogólne
7 m
1
Dyrektywa potocznie nazywana „ACTA 2” to w rzeczywistości Dyrektywa o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym – unijne prawo przyjęte w 2019 roku, które miało uporządkować zasady korzystania z treści w internecie. Nazwa „ACTA 2” nie jest oficjalna – powstała w przestrzeni publicznej, bo nowe przepisy wywołały podobne emocje jak wcześniejsza umowa ACTA, przeciwko której w 2012 roku protestowały tysiące ludzi. Tym razem jednak regulacje zostały faktycznie przyjęte i dziś obowiązują w całej Unii Europejskiej, także w Polsce.
Głównym celem dyrektywy było dostosowanie prawa autorskiego do realiów internetu, w którym ogromną rolę odgrywają platformy takie jak YouTube, Facebook czy TikTok. Przez lata zarabiały one na treściach tworzonych przez użytkowników, często bez odpowiedniego wynagradzania autorów. Nowe przepisy miały to zmienić – twórcy, artyści i wydawcy mieli zyskać większą kontrolę nad swoimi materiałami i realny udział w zyskach generowanych przez ich treści.
Najważniejszym i najbardziej kontrowersyjnym elementem dyrektywy jest artykuł 17 (wcześniej znany jako artykuł 13). Wprowadza on zasadę, że platformy internetowe odpowiadają za naruszenia praw autorskich dokonywane przez użytkowników. W praktyce oznacza to, że serwisy muszą albo zawierać umowy licencyjne z właścicielami praw, albo aktywnie blokować treści naruszające prawo. To właśnie ten zapis wywołał największe obawy – wiele osób uznało, że doprowadzi on do wprowadzenia automatycznych filtrów przesyłanych materiałów, które mogą usuwać treści „na zapas”, nawet jeśli są legalne.
Drugim istotnym elementem jest artykuł 15, nazywany czasem „podatkiem od linków”. Daje on wydawcom prasy prawo do wynagrodzenia za wykorzystywanie fragmentów ich artykułów przez agregatory treści, takie jak wyszukiwarki czy serwisy informacyjne. W zamyśle miało to wesprzeć media, które traciły dochody na rzecz dużych platform technologicznych.
Jednocześnie dyrektywa zawiera zabezpieczenia dla użytkowników. Wprost zapisano, że dozwolone są takie formy jak cytat, parodia, pastisz czy memy. Oznacza to, że zwykli użytkownicy internetu nadal mogą tworzyć i udostępniać tego typu treści, choć w praktyce ich publikacja może być czasem utrudniona przez automatyczne systemy wykrywania naruszeń.
W Polsce wdrożenie dyrektywy nastąpiło z opóźnieniem, a sam rząd próbował ją zaskarżyć do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, argumentując, że może naruszać wolność słowa. W 2022 roku Trybunał jednak uznał przepisy za zgodne z prawem UE, co ostatecznie przesądziło o ich obowiązywaniu.
Dziś „ACTA 2” funkcjonuje już jako część europejskiego porządku prawnego. W praktyce oznacza to większą odpowiedzialność platform za treści publikowane przez użytkowników oraz stopniowe wzmacnianie pozycji twórców i wydawców. Choć najczarniejsze scenariusze dotyczące „końca memów” się nie spełniły, internet rzeczywiście stał się bardziej regulowany, a granice między swobodą publikowania a ochroną praw autorskich są wyraźniejsze niż kiedyś.
Głównym celem dyrektywy było dostosowanie prawa autorskiego do realiów internetu, w którym ogromną rolę odgrywają platformy takie jak YouTube, Facebook czy TikTok. Przez lata zarabiały one na treściach tworzonych przez użytkowników, często bez odpowiedniego wynagradzania autorów. Nowe przepisy miały to zmienić – twórcy, artyści i wydawcy mieli zyskać większą kontrolę nad swoimi materiałami i realny udział w zyskach generowanych przez ich treści.
Najważniejszym i najbardziej kontrowersyjnym elementem dyrektywy jest artykuł 17 (wcześniej znany jako artykuł 13). Wprowadza on zasadę, że platformy internetowe odpowiadają za naruszenia praw autorskich dokonywane przez użytkowników. W praktyce oznacza to, że serwisy muszą albo zawierać umowy licencyjne z właścicielami praw, albo aktywnie blokować treści naruszające prawo. To właśnie ten zapis wywołał największe obawy – wiele osób uznało, że doprowadzi on do wprowadzenia automatycznych filtrów przesyłanych materiałów, które mogą usuwać treści „na zapas”, nawet jeśli są legalne.
Drugim istotnym elementem jest artykuł 15, nazywany czasem „podatkiem od linków”. Daje on wydawcom prasy prawo do wynagrodzenia za wykorzystywanie fragmentów ich artykułów przez agregatory treści, takie jak wyszukiwarki czy serwisy informacyjne. W zamyśle miało to wesprzeć media, które traciły dochody na rzecz dużych platform technologicznych.
Jednocześnie dyrektywa zawiera zabezpieczenia dla użytkowników. Wprost zapisano, że dozwolone są takie formy jak cytat, parodia, pastisz czy memy. Oznacza to, że zwykli użytkownicy internetu nadal mogą tworzyć i udostępniać tego typu treści, choć w praktyce ich publikacja może być czasem utrudniona przez automatyczne systemy wykrywania naruszeń.
W Polsce wdrożenie dyrektywy nastąpiło z opóźnieniem, a sam rząd próbował ją zaskarżyć do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, argumentując, że może naruszać wolność słowa. W 2022 roku Trybunał jednak uznał przepisy za zgodne z prawem UE, co ostatecznie przesądziło o ich obowiązywaniu.
Dziś „ACTA 2” funkcjonuje już jako część europejskiego porządku prawnego. W praktyce oznacza to większą odpowiedzialność platform za treści publikowane przez użytkowników oraz stopniowe wzmacnianie pozycji twórców i wydawców. Choć najczarniejsze scenariusze dotyczące „końca memów” się nie spełniły, internet rzeczywiście stał się bardziej regulowany, a granice między swobodą publikowania a ochroną praw autorskich są wyraźniejsze niż kiedyś.