Polityka
7 m
123
Wrzucając dziś rano post o demokracji bezpośredniej, spodziewałem się fali hejtu, a dostałem debatę na poziomie, którego próżno szukać w telewizji. Okazuje się, że pod warstwą jadu i memów na dzidce siedzą ludzie, którzy kminią głębiej niż niejeden „ekspert”.
Wielkie dzięki dla ekipy, która pociągnęła temat:
@falken – za przypomnienie, że urzędnik to opłacony pracownik, którego trzeba czasem „jebnąć z buta”, by zaczął zapierdalać, oraz za ważne rozróżnienie: głosujemy nad wspólnym portfelem, a nie nad tym, co kto robi w sypialni.
@wikinger – za trafne wypunktowanie, jak próg 50% frekwencji zabija debatę i promuje bierność.
@Natsu87 – za wizję „dwóch kliknięć w mObywatelu”, by móc skrócić kadencję partacza.
Mój postulat: „Veto w kieszeni” – mObywatel jako bat na Wiejską
Koniec z czekaniem na „zbawcę”. Potrzebujemy Cyfrowego Veto Obywatelskiego.
Mechanizm jest prosty:
Sejm przepycha durną ustawę (np. nowy podatek od wszystkiego).
Mamy 30 dni na zebranie 100 tys. „podpisów” w mObywatelu (zajmuje to 15 sekund).
Jeśli próg pęknie – rusza ogólnokrajowe referendum cyfrowe.
Klucz: Wygrywają ci, którym chciało się kliknąć. Żadnych progów frekwencyjnych. Jeśli 2 mln ludzi zagłosuje, a 36 mln zostanie w jaskiniach – decyduje te 2 mln. Koniec z premiowaniem lenistwa.
Ale czy oni tego nie sfałszują? (Bezpiecznik Technologiczny)
Padł słuszny argument: „Nie ufam rządowi, że uczciwie policzy głosy w swojej apce”. I słusznie! Dlatego system musi opierać się na matematyce, a nie na „słowie honoru” polityka:
Blockchain (Łańcuch Bloków): Głos jest „wyryty” w cyfrowym łańcuchu. Nie da się go po cichu usunąć ani zmienić w bazie danych bez rozwalenia całego systemu.
Open Source: Kod aplikacji musi być publiczny. Każdy ogarnięty programista-piwniczak musi mieć prawo sprawdzić, czy w algorytmie nie ma „tylnej furtki”.
Anonimowa weryfikacja: Po głosowaniu dostajesz unikalny kod (hash). Możesz wejść na publiczną listę i sprawdzić: „Mój kod tu jest i mój głos został policzony poprawnie”.
„Czy piwniczak wie, nad czym głosuje?” (@falken style)
Padł też pomysł weryfikacji wiedzy. Moja propozycja: Karta Informacyjna. Zanim klikniesz „TAK” lub „NIE” w mObywatelu, musisz przewinąć krótki brief przygotowany przez niezależnych ekspertów (np. skutki dla budżetu, wpływ na ceny). Nie musisz być profesorem ekonomii, ale musisz wiedzieć, że głosujesz nad realną kasą, a nie nad tym, czy lubisz mordę premiera.
Dlaczego to jedyna droga?
Dziś polityk obiecuje złote góry, bo wie, że przez 4 lata jest nietykalny. Z „Veto w kieszeni” każdy poseł czuje oddech suwerena na plecach każdego dnia. Jeden durny ruch i jego „ustawka” ląduje w niszczarce jednym kliknięciem ludzi z drugiego końca Polski.
Co o tym sądzicie? Czy prawo do poprawki by nas uleczyło z marazmu, czy faktycznie wolimy dalej narzekać, że „Magdalenka nas sprzedała” i czekać, aż słońce z Hiszpanii samo do nas przyjdzie?
Pytanie do Was: Czy bylibyście gotowi poświęcić te 30 sekund miesięcznie w telefonie, żeby osobiście uwalać najgłupsze pomysły z Wiejskiej?
Wypierdalam
Wielkie dzięki dla ekipy, która pociągnęła temat:
@falken – za przypomnienie, że urzędnik to opłacony pracownik, którego trzeba czasem „jebnąć z buta”, by zaczął zapierdalać, oraz za ważne rozróżnienie: głosujemy nad wspólnym portfelem, a nie nad tym, co kto robi w sypialni.
@wikinger – za trafne wypunktowanie, jak próg 50% frekwencji zabija debatę i promuje bierność.
@Natsu87 – za wizję „dwóch kliknięć w mObywatelu”, by móc skrócić kadencję partacza.
Mój postulat: „Veto w kieszeni” – mObywatel jako bat na Wiejską
Koniec z czekaniem na „zbawcę”. Potrzebujemy Cyfrowego Veto Obywatelskiego.
Mechanizm jest prosty:
Sejm przepycha durną ustawę (np. nowy podatek od wszystkiego).
Mamy 30 dni na zebranie 100 tys. „podpisów” w mObywatelu (zajmuje to 15 sekund).
Jeśli próg pęknie – rusza ogólnokrajowe referendum cyfrowe.
Klucz: Wygrywają ci, którym chciało się kliknąć. Żadnych progów frekwencyjnych. Jeśli 2 mln ludzi zagłosuje, a 36 mln zostanie w jaskiniach – decyduje te 2 mln. Koniec z premiowaniem lenistwa.
Ale czy oni tego nie sfałszują? (Bezpiecznik Technologiczny)
Padł słuszny argument: „Nie ufam rządowi, że uczciwie policzy głosy w swojej apce”. I słusznie! Dlatego system musi opierać się na matematyce, a nie na „słowie honoru” polityka:
Blockchain (Łańcuch Bloków): Głos jest „wyryty” w cyfrowym łańcuchu. Nie da się go po cichu usunąć ani zmienić w bazie danych bez rozwalenia całego systemu.
Open Source: Kod aplikacji musi być publiczny. Każdy ogarnięty programista-piwniczak musi mieć prawo sprawdzić, czy w algorytmie nie ma „tylnej furtki”.
Anonimowa weryfikacja: Po głosowaniu dostajesz unikalny kod (hash). Możesz wejść na publiczną listę i sprawdzić: „Mój kod tu jest i mój głos został policzony poprawnie”.
„Czy piwniczak wie, nad czym głosuje?” (@falken style)
Padł też pomysł weryfikacji wiedzy. Moja propozycja: Karta Informacyjna. Zanim klikniesz „TAK” lub „NIE” w mObywatelu, musisz przewinąć krótki brief przygotowany przez niezależnych ekspertów (np. skutki dla budżetu, wpływ na ceny). Nie musisz być profesorem ekonomii, ale musisz wiedzieć, że głosujesz nad realną kasą, a nie nad tym, czy lubisz mordę premiera.
Dlaczego to jedyna droga?
Dziś polityk obiecuje złote góry, bo wie, że przez 4 lata jest nietykalny. Z „Veto w kieszeni” każdy poseł czuje oddech suwerena na plecach każdego dnia. Jeden durny ruch i jego „ustawka” ląduje w niszczarce jednym kliknięciem ludzi z drugiego końca Polski.
Co o tym sądzicie? Czy prawo do poprawki by nas uleczyło z marazmu, czy faktycznie wolimy dalej narzekać, że „Magdalenka nas sprzedała” i czekać, aż słońce z Hiszpanii samo do nas przyjdzie?
Pytanie do Was: Czy bylibyście gotowi poświęcić te 30 sekund miesięcznie w telefonie, żeby osobiście uwalać najgłupsze pomysły z Wiejskiej?
Wypierdalam