18
Jako że Wielki Piątek tuż tuż, to zdecydowałem się napisać o czymś, co od dawna jest moim hobby, czyli chóralny śpiew liturgiczny, oraz podzielić się swoimi przemyśleniami w temacie Triduum Paschalnego. Zacznę od tego pierwszego, przedstawiając wam Francisa Poulenca, który jest chyba moim ulubionym kompozytorem. Napisał on sporo utworów na różne okresy roku liturgicznego, jednak dziś przedstawię tylko jeden, pasujący do wyżej wspomnianego Wielkiego Piątku.
Polecam przesłuchać tak, by móc się móc na nim skupić i nim "otoczyć", bo wrażenia są niesamowite, dreszcze człowieka potrafią przejść.
Tu zapodam tekst:
Tenebrae factae sunt, dum crucifixissent Jesum Judaei:
Et circa horam nonam exclamavit Jesus voce magna:
Deus meus, ut quid me dereliquisti?
Et inclinato capite, emisit spiritum
Exclamans Jesus voce magna, ait:
Pater, in manus tuas commendo spiritum meum

Utwór jest zrobiony w bardzo ciekawy sposób, bo na początku jest bardzo spokojny i cichy, pełen jakoby oczekiwania, napięcia. Dopiero w momencie gdy Jezus woła "Deus meus, ut quid me dereliquisti?" (Boże mój, czemuś mnie opuścił?) następuje nagła zmiana. Jest to głośny (forte), pełen charakterystycznych dla kompozytora dysonansów, okrzyk, od których na człowieku aż się włosy jeżą. Bo niby te dźwięki na papierze do siebie "nie pasują", a jednak jest w nich coś, co je w jakiś sposób łączy. Kompozytor serwuje nam tu swoją specjalność, która pojawia się w wielu jego utworach, a którą operuje po mistrzowsku. Na zakończenie tego segmentu zaznaczę, że nie znam się na muzyce. Nie mam wykształcenia muzycznego i nawet jeżeli używam jakichś pojęć typu właśnie to "forte" czy "dysonans" to są to terminy bardzo podstawowe w muzyce. Cała moja wiedza w tej dziedzinie pochodzi jedynie z doświadczenia, bo w zasadzie przez większość życia śpiewałem w chórze, przechodząc przez sopran, alt, pomijając tenor i lądując w basie. Jedyne co z nut wyczytam to czy w górę iść czy w dół oraz co jutro na obiad.
 
Słowem wstępu do drugiej, nawet ważniejszej części, chciałem powiedzieć, że zauważyłem ciekawy rozdźwięk w zawartości dzidy. I zanim niektórzy rzucą się napisać, że co ja kurde wiem, bo moje konto zostało założone niecały rok temu, od razu zaznaczę, że to po prostu kwestia tego, że z jakiegoś powodu nie byłem w stanie założyć konta na maila z moją prywatną domeną i w końcu założyłem je na jakiś gmail, który później po coś storzyłem. Wracając, zauważyłem że pojawiają się memy z cyklu "idziemy na krucjatę, Deus Vult", które zdobywają mnóstwo plusów, pojawiają się komentarze, że dzida to katolicka jest itp (nie mówię, że to reprezentatywne opinie), a z drugiej strony można tu znaleźć naprawdę mało przystające do tego inne wpisy i komentarze (które nie zawsze są żartem o ciepłych kolegach i nawiązaniem do twórczości grubego pana). Postanowiłem więc podzielić się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami, które mogą być cenne dla innych. Właśnie mija około rok od pewnego wydarzenia, które naprawdę mocno mnie dotknęło i zmieniło. Nie była to zmiana diametralna, ale coś co popchnęło mnie do powolnego procesu pracy nad sobą. Byłem wtedy na mszy u siebie w parafii, to był chyba jakiś dzień Wielkiego Postu. Pamiętam, że przechodziłem wtedy przez gorszy okres, jakieś sprawy z poczuciem bezwartościowości, pewnie niektórzy wiedzą o czym mowa, i zacząłem się modlić o pomoc i dobre przeżycie tamtej mszy. Oczywiście jednak sama modlitwa nie wystarcza, trzeba się otworzyć na działanie Boga poprzez swoje czyny. Więc starałem się wsłuchiwać w każde słowo, które wypowiadał ksiądz, jak i w te, które wypowiadają wierni. I to co mnie najmocniej uderzyło, to słowa, które wypowiedział niegdyś setnik: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie. Ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja". Niby nic szczególnego, a jednak znaczenie tych słow do mnie jakoś mocno dotarło. Czegokolwiek bym nie zrobił, nie jest w mojej mocy "zarobienie" sobie na zbawienie. Musze liczyć na łaskę Bożą. A jak mogę się "wkraść" w łaski? Pracując nad sobą, bo tak mogę okazać wdzięczność. Człowiek ze swojej natury cały czas się gubi i odchodzi od drogi prowadzącej do zbawienia. Jednak naszą robotą jest chociaż staranie się na niej pozostać.
Jestem ciekaw komentarzy, mam swoje przewidywania co do reakcji, ale mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, której to pomoże, już to będzie dla mnie wystarczające. Jeszcze na koniec podrzucam link do playlisty "Katolicyzm polsko-jasełkowy" z filmami Szymona Pękali, które są moim skromnym zdaniem bardzo wartościowe i polecam się z nimi zapoznać. Szczególnie z tym "Czy Jezus musiał umrzeć", bo wspomniana w nim analogia jest szczerze mówiąc jedną z ważniejszych rzeczy, które w życiu usłyszałem. W filmach z tego cyklu chłop omawia różne, często źle sprecyzowane lub spłycone aspekty polskiego katolicyzmu i prawd wiary.
https://www.youtube.com/playlist?list=PL6v8N2JRO8mmK0om_nvBN94JQT3Suz4cZ

Po tej chaotycznej dzidce polecam się zapoznać ze wspomnianymi filmami, z załączonym wcześniej utworem, a ja wybywam, z Bogiem.
0.065624952316284